Egzystencjalny charakter religii

Rate this post

kontynuacja pracy magisterskiej z zeszłego miesiąca

Próbę wyjaśnienia egzystencjalnego charakteru religii wyprowadźmy – za Maxem Weberem, z koncepcji resentymentów sformułowanej przez Fryderyka Nietzschego. Twierdził on, że współczesna etyka wywodzi się z moralnego buntu niewolników przeciw swym panom utożsamianym z siłą, pewnością siebie, bezwzględnością, czy godnością osobistą czyli przymiotom, które – zdaniem Nietzschego – przyroda uznaje za cechy naturalne.

Własności przeciwne charakterystyczne są natomiast dla gatunków słabszych, które z kolei dzięki nim wyznaczają tym gatunkom rolę podrzędną wyodrębniając tą drogą klasy niewolnicze. “Ale przyszedł czas buntu ze strony niewolników: byli wprawdzie słabi, ale liczniejsi i przez to zwyciężyli. Teraz ich opinia przeważa, stała się opinią powszechną; za dobro zaczęło uchodzić to co odpowiada ich interesom: miękkie serce, altruizm. A także pokora, łagodność, zaparcie się siebie – właściwości, do których zmuszeni są niewolnicy i które potem podnoszą do godności cnót. Nastąpiło całkowite odwrócenie sądów.[…]”

Teoria “buntu niewolników” zakłada dwie ważne dla nas rzeczy a mianowicie istnienie szczęścia w osobach “panów” oraz w osobach “niewolników” istnienie cierpienia. Zdaniem Maxa Webera, cechą ludzkiej psychiki jest potrzeba uzasadnienia zarówno swojego cierpienia jak i potrzeba potwierdzenia prawa dla własnego szczęścia. Potrzeby te zarówno w odniesieniu do pierwszego jak i drugiego pojęcia zaspokaja religia. Różna jest tylko droga jaką religia uzasadnia dany stan ludzkiej psychiki. W zależności bowiem od tego – jak zobaczymy później, jaka warstwa społeczna jest bezpośrednim nośnikiem religii taką ta ostatnia przyjmuje orientację.

Niemniej jednak pierwszym wnioskiem jaki można wysnuć z lektury prac Maxa Webera, a zwłaszcza ze szkicu “Etyka gospodarcza religii światowych” jest uznanie faktu, iż powstanie religii jest skutkiem istnienia ludzkiej potrzeby teodycei, co jest podstawową przesłanką dla rozwinięcia zawartego w tytule niniejszego podrozdziału problemu. Gloryfikację cierpienia, powtórzmy raz jeszcze – ważki element dla procesu kształtowania się religii oraz jej charakteru, Max Weber wywodzi z dwóch źródeł.

Po pierwsze, człowiek “pierwotny” zaobserwował, iż pewne “[…] rodzaje umartwień i wstrzemięźliwości nakazujące powstrzymanie się od normalnej diety i snu, jak również od stosunków płciowych budzą, a przynajmniej ułatwiają obudzenie się charyzmy ekstatycznych, wizjonerskich, histerycznych, krótko mówiąc, wszelkich niezwykłych stanów uważanych za święte.” Istotnie, jeżeli prześledzić przypadki powoływania szamanów syberyjskich znajdziemy tam opisy ekstatycznych wizji, w których cierpienie związane z rozczłonkowaniem ciała jest niezbędne dla zdobycia zdolności szamanienia.

Szamani są z kolei traktowani przez krajowców z szacunkiem nie tylko ze względu na ich umiejętność leczenia, lecz również przez wiarę, iż umiejętności te są skutkiem wyjątkowej łaski sił nadprzyrodzonych. Wyjątkowa rola cierpienia wynika z przekonania, iż jest ona jedyną możliwością połączenia się z duchami przodków, lokalnymi bóstwami czy wręcz z całym kosmosem. Łączność ta nawiązywana jest w trakcie każdej wizji jaką doświadcza człowiek. Możemy sądzić, że dążność ta powszechna była we wszystkich kulturach archaicznych, cierpienie zaś jest podstawowym sposobem ich wywoływania.

“Indianie Ameryki Północnej – za wyjątkiem Pueblo – nie posiadali, oczywiście jednolitej kultury. Kultury ich różnią się ogromnie nieomal w każdym szczególe i przyjęło się rozróżniać osiem odrębnych obszarów kulturowych. Ale we wszystkich, pod tą czy inną maską, istnieją pewne podstawowe praktyki dionizyjskie. Najbardziej wyróżniającą się spośród nich jest przypuszczalnie praktyka uzyskiwania nadprzyrodzonej mocy w trakcie snu lub wizji(…). Na równinach zachodnich ludzie starali się o osiągnięcie stanu wizji z pomocą przerażających tortur. Zdzierali paski skóry z ramion, odcinali sobie palce, zwieszali się z wysokich słupów na pasach zakładanych pod pachy. Niezwykle długi czas wytrzymywali bez pokarmu i wody. Na wszelkie sposoby starali się osiągnąć przeżycie wykraczające poza życie codzienne. Na równinach do uzyskania wizji (…) niekiedy stali bez ruchu, z rękami związanymi do tyłu, albo też wytyczali mały kawałek ziemi, z którego nie mogli się ruszyć, dopóki nie uzyskali błogosławieństwa w postaci wizji. Niektóre plemiona wybierały przepaści i miejsca szczególnie zagrożone. W każdym wypadku człowiek udawał się tam sam lub jeśli szukał wizji przy pomocy tortur i ktoś musiał pójść z nim, aby przywiązać go do słupa, z którego miał zwisać, dopóki nie osiągnie nadprzyrodzonego przeżycia, pomocnik wykonywał, co do niego należało i zostawiał go samego na czas tej ciężkiej próby.”

Przedstawione wyżej pojmowanie cierpienia jest jednak niewystarczające dla wyjaśnienia przekształcania się prymitywnych kultów i wierzeń w szersze systemy religijne, gdyż sama tylko jego gloryfikacja nie jest w stanie uruchomić tego procesu. Chcąc prowadzić rozumowanie tylko tą drogą otrzymalibyśmy bowiem obraz religii, której treścią byłaby wyłącznie asceza magiczna zarezerwowana dla grupy – nazwijmy ją szamańsko-kapłańskiej. Tym samym zostałaby zamknięta droga do powszechnej partycypacji religijnej ogółu.