Pierwsze osiem lat generalnego inkwizytorskiego zarządu Valdesa. Śmierć Karola V

5/5 - (1 vote)

Prawie siedemdziesięcioletni starzec, pełny dumy i żółci, równie surowy i okrutny jak Torquemada, po kardynale Loaisie nastąpił na arcybiskupstwo Sewilli i na urząd wielkiego inkwizytora Hiszpanii; był nim Ferdynand Valdes. Niebo w gniewie swoim pozwoliło, aby życie tego fanatyka przedłużyło się poza kres zwyczajny. Valdes jeszcze przez lat dwa­dzieścia sprawował swój urząd.

Ten ósmy generalny inkwizytor przez cały czas swojego zarządu okazywał najbardziej krwawe usposobienia; a gdy sprawy o judaizm podsycające stosy świętego oficjum przed jego nominacją stały się mniej liczne, Valdes znalazł wielką tego kompen­satę w sprawach o luteranizm.

Kiedy papież Paweł III uznawał Maurów Grenady za zdolnych do wszelkich urzędów cywil­nych i duchownych beneficjów, a Karol V ponawiał rozkaz swój z r. 1538 na korzyść nawróconych Ame­rykanów i Indian, generalny inkwizytor Valdes sta­rał się u tego samego papieża o pozwolenie skazywa­nia lutrów na karę ognia, choćby nawet nie byli recy­dywistami i prosili o pojednanie z kościołem. System taki wytoczył potoki krwi i rozniósł trwogę w całej Hiszpanii, tak z powodu liczby, jak i jakości osób straconych lub nielitościwie prześladowanych przez inkwizytorów. Valdes był także pierwszą i prawdziwą przyczyną rozkrzewienia się złego gustu w naukach kościelnych, który tak dalece wzmógł się, iż z wy­jątkiem małej liczby umysłów umiejących się go ustrzec, panował w Hiszpanii od czasu wprowa­dzenia tam jezuitów aż do ich wygnania. Stosy w Valladolidzie, Sewilli, Toledzie, w Murcji i wie­lu innych miastach, świadczyły o tryumfie systemu ciemnoty podtrzymującego inkwizycję. Prześlado­wała ona wielu uczonych teologów, którzy się znaj­dowali na koncylium w Trydencie, ponieważ dosyć było znać języki wschodnie, aby wpaść w podejrze­nie o luteranizmie.

Wiele także zajmował Valdesa zakaz książek; najbardziej starał się o przeszkodzenie sprowa­dzaniu takich, co by mogły przyczyniać się do roz­krzewienia błędów Lutra i innych niemieckich komentatorów. Rada Najwyższa i Karol Piąty dosko­nale wspierali widoki generalnego inkwizytora; z rozkazu cesarza ogłoszono liczne indeksy, ułożone przez uniwersytet w Leodium i przez komisję hiszpańską, i powtórnie nastąpiły jak najściślejsze poszukiwania w całej Hiszpanii.

Pomiędzy uczonymi, których prześladował Val-des przed śmiercią Karola V, postrzegamy Bartło­mieja Carranzę, arcybiskupa z Toleda; generalny inkwizytor uwziął się na niego z całą zajadłością, a prawdziwym jej powodem była raczej zazdrość aniżeli gorliwa wiara.  W tymże czasie aresztowa­no także Jana Bożego, założyciela zakonu Szpitalników, poświęconego pielęgnowaniu i pilno­waniu ubogich chorych, jako podejrzanego o ma­gię i czarnoksięstwo, a pobożna jego filantropia byłaby go niezawodnie doprowadziła do więzienia świętego oficjum, gdyby papież nie był się temu oparł. Pewnego kaznodzieję aragońskiego, równie przekonywającego jak wymownego, zwanego doktorem Egidyusem, z powodu rozległych jego wiado­mości, skazano z razu na pokutę, jako gwałtownie podejrzanego o luteranizm. Gdy zaś cesarz mianował go później biskupem Tortozy, nienawiść inkwizytora ku niemu jeszcze bardziej wzrosła; zamknięto go w więzieniu świętego oficjum. Postępowanie i obyczaje doktora Egidyusa były tak czyste, iź sam cesarz wystąpił w jego obronie i pisał za nim, wy­puszczono go na wolność, po czym zaraz umarł.

Mimo tego inkwizytorowie nie opuścili swojej zdoby­czy, pamięci jego wytoczono trzeci proces; święte oficjum oświadczyło, że umarł heretykiem, odko­pano jego trupa, a wyobrażenie spalono na uroczystym auto-da-fe majątek zaś skonfiskowano. Egidyus był uczniem Rodrigueza de Yalero, którego postępowanie z razu zbyt nieporządne, nagle tak się zmieniło, że usunął się od świata i całe dni tu­dzież część nocy poświęcał czytaniu i rozważaniu Pisma Świętego.  „Wszędzie gdziekolwiek spotykał mnichów i księży, wyrzucał im, że się oddalili od czystej nauki Ewangelii, i na koniec został jednym z apostołów zdań Lutra i jego współbraci. Yalero do tego stopnia posunął swą gorliwość, że inkwizycja, która go uważała z razu za szaleńca, z powodu nieochędóstwa w odzieży, na koniec aresztowała go; osądzono go jako heretyka, luteranina, apostatę i fałszywego apostoła; w skutek tego zabrano mu własność i skazano na wieczne więzienie. Niepodobna by było ukończyć tej krótkiej historii, chcąc wchodzić we wszelkie szczegóły sławnych proces-sów, którymi się zajmowała inkwizycja, jedynie za rządów Valdesa; rozbierzemy znaczniejsze z pomię­dzy nich, po ukończeniu historii inkwizycji.

Uważa­my tu jednak za konieczność przytoczyć okrucień­stwa, jakich się dopuściło święte oficjum w sprawie Maryi Burgundzkiej.  Ta kobieta miała lat 85, gdy ją denuncjował niewolnik, utrzymujący, że słyszał jak mówiła że chrześcijanie są ludzie bez czci i wia­ry; zaraz ją aresztowano jako podejrzaną o juda­izm; a w braku dostatecznych dowodów, inkwizyto­rowie zatrzymali ją w więzieniu, oczekując na nowe wyjaśnienia.   Po bezskutecznym przez lat pięć na takowe oczekiwaniu, Marię mającą wtedy lat 90 wzięto na tortury, pomimo wyraźnego przepisu Ra­dy Najwyższej, zabraniającego stosować ten śro­dek do osób bardzo wiekowych.  Maria odważnie wytrzymała tę okrutną próbę, lecz w kilka dni po­tem umarła w więzieniu, opierając się ciągle przy swojej niewinności.  Tymczasem inkwizytorowie, nieprzyznający się nigdy do niesłuszności, ciągle prowadzili proces przeciw pamięci tej nieszczęśli­wej i skazali ją jako heretyczkę, żydówkę. Kości jej i wyobrażenie rzucono w ogień, bardzo znaczny majątek zabrano na skarb, a dzieci i potomków od­dano na zniewagę. Morderstwa tego dopełnili inkwi­zytorowie Murcji, w roku abdykacji Karola V. Z trudnych do wyjaśnienia przyczyn, monarcha

ten zrzekł się korony na rzecz syna swojego Filipa II, dnia 16 stycznia 1556 r., po czterdziestoletnim panowaniu; schronił się do klasztoru mnichów hieronimitów Świętego Justa w prowincji Estremadury i umarł tam 21 września 1558 r. w wieku lat 58. Niektórzy historycy twierdzili, że Karol Piąty w swoim ustroniu podzielał zdanie niemieckich protestantów; zapewne mniemanie to zupełnie fałszy­we i nieprawdopodobne, albowiem nie tylko umarł jako katolik, lecz pozostawił synowi instrukcje, wzywa­jąc go, aby naśladował ojca i gorliwie pracował nad wytępieniem i ukaraniem heretyków, nie wyłączając żadnego winnego, jakiekolwiek zajmował stano­wisko. Monarcha ten nadto żądał od syna swojego, aby wszędzie protegował święte oficjum inkwizycji. Czterdzieści lat jego panowania nadało temu trybunałowi trwałość, którą trudno byłoby prze­widzieć przy wstąpieniu jego na tron, kiedy Hiszpani i Flandrowie spiskowali razem w celu zrefor­mowania procedury. Karol Piąty nie tylko nie do­trzymał słowa danego reprezentantom Kastylii i Aragonu, ale ciągle opierał się wprowadzeniu wszelkiej reformy, mimo wszelkich nadużyć, jakie sam przyznawał. Kilkakrotnie ofiarowano temu monarsze ogromne summy pieniężne, byle się zgo­dził na zniesienie przez formalny rozkaz niegodnego sekretu inkwizycji, a nigdy nie chciał za tę cenę zaopatrzyć się w fundusze, tak często mu potrzebne na koszty podróży i różnych przedsięwzięć. Tyle gor­liwości dla świętego oficjum i taka uporczywa wy­trwałość sprawiła, iż mówiono, że był Donkiszotem wiary, poprawiaczem błędów i mścicielem znie­wag Jakie heretycy wyrządzali katolickiej religii.

Pomimo takiego postępowania Karola Piątego, papież Paweł IV kazał rozpocząć proces przeciwko niemu i przeciw jego synowi Filipowi, obwiniając ich o odszczepieństwo i sprzyjanie luteranizmowi. Gdy pierwszą część tego procesu przesłano urzędo­wemu promotorowi izby apostolskiej, ten zażądał, aby Ojciec Święty ogłosił Karola Piątego za pozba­wionego cesarskiej i hiszpańskiej korony z jej przy na­leżnościami, aby wydano ekskomunikacją bullę przeciw niemu i jego synowi, i aby ludy Niemiec, Hiszpanii, Włoch, a szczególnie Neapolu, zwolnio­ne zostały od złożonej mu przysięgi na wierność i posłuszeństwo.  Jakkolwiek Paweł IV od dawna tchnął nienawiścią dla Karola V i jego syna, jednak polityka nie dozwoliła mu zgodzić się na żądanie urzędowego promotora. Stary papież poprzestał na zawieszeniu sprawy w stanie w jakim pozostawała, odkładając wznowienie jej do czasu, który uzna za stosowniejszy.  Tym sposobem zmuszał swoich nie­przyjaciół do oględniejszego postępowania i długo powstrzymywał ich obawą ekskomuniki.

W pierwszych latach swojego panowania Karol Piąty urządził inkwizycję w pośród poddanych swo­ich hrabstwa Flandrii, która na początku ustano­wienia swojego okazywała się niezmiernie srogą; wymierzała kary podobnie jak hiszpańska, i daleko je bardziej zwiększała, zastosowując w mnóstwie wypadków. W roku 1527 święte oficjum w Leodium samo wyprawiło kilka auto-da-fe, na których figurowała znaczna liczba osób. We dwa lata póź­niej Karol V ogłosił straszliwe edykty przeciw he­retykom; ponowił takowe w r. 1531, lecz z niejakie-mi ulgami, które się następnie utrzymały.

A tak przebiegając panowanie Karola Piątego widzimy, że w każdej epoce protegował inkwizycję i inkwizytorów, i że troskliwość o zbawienie swoich poddanych posuwał tak dalece, iż na obu półkulach świata, z krajów podległych hiszpań­skiemu berłu nie było jednego, w którym by nie usta­nowił albo przynajmniej nie usiłował ustanowić świętego oficjum ze wszystkimi jego barbarzyńskimi kodeksami. Mimo to Filip II i generalny in­kwizytor Valdes uznali, że Karol V nie dosyć jesz­cze uczynił dla inkwizycji, i przygotowywali się do uzupełnienia jego dzieła.

Ogólne obliczenie ofiar hiszpańskiej inkwizycji od r. 1481 do r. 1830

5/5 - (2 votes)

Odr. 1481 do 1498 zarządów gen. inkwiz. Torqueniady.

1498—1507 za rz. Dezy. . .

1507—1517 zarz. Cisnerosa.

1517—1521zarz.Adrien’a .

1521—1523 bez inkwiz.. . .

1523—1538za rz. Mauriqu.

1538—1545 zarz. Tabery. .

1545—1556 za rz. Loaisa i

za panowania Karola V . . .

1556—1597  za panowania Filipa II ……………………

1597—1621  za panowania Filipa III……………………………

1621—1665 za panowania Filipa IV…………………………..

1665—1700  za panowania Karola II…………………………..

1700—1746 za panowania Filipa V……………………………

1746—1759 za panowania Ferdynanda VI………………….

1759—1788 za panowania Karola III………………………….

1788—1808 za panowania Karola IV………………………….

Spalono żywcem Spal. w wyobraź Skaz. Da gal. lub

więzienie

10220 1 68401 97371
2592 829 32952
3564 2232 48059
1620 560 21835
324 112 4481
2250 1125 11250
840 420 6520
1320 660 6680
3990 1845 18450
1840 692 10716
2852 1428 14080
1632 540 6512
1600 760 9120
10   170
4 ’ 56
  1 42

W ogóle 34658

18049|288294

A tak ogólna liczba ofiar inkwizycji hiszpań­skiej tylko od r. 1481 do 1820, wynosi 30,921, nie licząc skazanych na więzienie, galery lub wygna­nie za Ferdynanda VII, których ilość jest jeszcze bardzo znaczna.

Jeżeli do skazań, które wydawano na pół­wyspie, dodamy te, które nastąpiły w innych kra­jach uległych hiszpańskiej inkwizycji, jak Sycylia, Sardynia, Flandria, Ameryka, Indie i t. d., przerazi nas mnogość nieszczęśliwych potępionych przez inkwizycję, dla uczynienia ich lepszymi katolikami.

Nie tylko inkwizycja zdziesiątkowała hiszpań­ską ludność przez swoje auto-da-fe, lecz nadto zmniejszyła ją przez wywołanie wojen domowych i buntów, przez wygnanie żydów i Maurów. Prze­szło pięć milionów mieszkańców znikło z pięknej hiszpańskiej ziemi, przez czas gdy święte oficjum, sprawowało w niej swoje straszliwe urzędowanie; i powiedzieć można o tej barbarzyńskiej instytucji co Montesquieu powiedział o wschodnim cesarzu: „Justynian, który mieczem i prawami niszczył sekty, i który zmuszając je do buntowania się, sam siebie zmuszał do ich tępienia, całe prowincje pozostawiał nieuprawnymi. Sądził, że pomno­ży liczbę wiernych, a tymczasem zmniejszył tylko  liczbę ludzi.”

IX, X, XI, XII i XIII generalni inkwizytorowie. Koniec panowania Filipa II

5/5 - (1 vote)

Po wydaleniu ósmego inkwizytora generalnego Valdesa, Filip II powierzył ten urząd kardynałowi imieniem D. Diego Espinosa, biskupowi Siguenzy i prezesowi kastylijskiej rady. Espinosa był ulubieńcem króla, ale pomimo to popadł w niełaskę i zo­stał podobnie jak jego poprzednik wygnany po półrocznym sprawowaniu swojego urzędu i po wzięciu udziału w katastrofie księcia Asturii, tyle znanego z historii Hiszpanii i wielu romansów, pod imieniem D. Carlosa.

Tragiczna śmierć tego księcia nastręczyła po­wód do licznych bajek i dziwnych opowiadań, że uważamy za potrzebę przytoczyć tu ten wypadek, ponieważ w Europie dotąd jeszcze sądzą, że książę ów był ofiarą inkwizycji i miłości. Przykro nam, że musimy obalić przepyszne wzniesienie zbudo­wane przez niektórych heretyków i wielu romansopisarzy dla wystawienia na nim Don Carlosa jako zajmującego bohatera. Prawdą jest, że inkwizycja nie występowała nigdy, ani wydawała żadnego wy­roku; na tego dziedzica hiszpańskiej korony żadna także namiętność, żadna miłosna intryga nie przy­czyniła się do uczynienia go przedmiotem całej su­rowości ojca i jego sędziów. Don Carlos był to potwór, a ojciec jego obłudny, zimny barbarzyńca.

Od samego już dzieciństwa Don Carlos objawiał okrutne serce i upór graniczący prawie z wściekłoś­cią. Od owego już czasu ojciec powziął najgorsze przekonanie o jego charakterze, bo znał jego gwałtowność i wiedział, że to królewskie dziecię lubiło samo zarzynać króliki i ptaki, które mu z polowania przynoszono, i widocznie cieszyło się wido­kiem ich ostatnich drgań i śmierci. Don Carlos niegodnie obchodził się ze swoimi sługami, a na­wet z guwernerem i groźnym księciem Alby; za czym poszło jak najgorsze wychowanie i brak przymiotów serca przywiązujących ludy do swoich królów.

W 19-ym roku życia, Don Carlos upadł tak, iż musiano mu otwierać czaszkę. Wyleczył się, lecz odtąd cierpiał ból głowy niedozwalający oddawać się żadnemu rodzajowi pracy, bo mu to sprawiało pewien nieład w myślach i czyniło jego charakter jeszcze nieznośniejszym. Jeżeli do tych wszystkich niekorzyści dodamy nieprzyjemną powierzchowność, twarz bladą i śniadą, uzasadnione obawy o niezdol­ność jego do małżeństwa, przekonamy się wnet, że don Carlos nie był człowiekiem mogącym wzbudzić tkliwe uczucia w sercu swojej macochy, jak to przy­puszczali romansopisarze, i prowadzić miłosne korespondencje; bo zaledwie umiał pisać i nie potra­fił nigdy złączyć razem dwóch frazesów, co można poznać z jego listu do biskupa don Juana, który do­słownie brzmi:

„Do mojego mistrza biskupa: Mój mistrzu! Otrzymałem twój list w lesie. Jestem zdrów, Bogu wiadomo, jakby mi było przyjemnie odwiedzić cię z królową: donieś mi jak ci tam zdrowie służyło i czy tam dosyć chłodno. Pojechałem z Almedy do Buitrago, i to mi się bardzo dobrze wydało. W dwóch dniach udałem się do lasu, i jestem tu od środy aż do dzisiaj. Jestem zdrów. Kończę. Ze wsi, 2 czerw­ca. Mój najlepszy przyjacielu, którego mam na świecie! Twój bardzo wielki, który zrobi wszystko, co ode mnie zażądasz.   Ja książę.

Taki miał styl domyślny następca hiszpańskie­go tronu, ów dziki książę, który z prawa rodu po­wołany był do rządzenia tern królestwem w wieku odrodzenia nauki.

Zatem występkiem jego nie była ani kazirodna miłość, ani religijne opinie; lecz raczej rozmyślny i od dawna dojrzały zamiar zabicia własnego ojca Filipa II i buntu przeciw jego królewskiej władzy; zamiar mający na celu podburzenie holenderskich prowincji i umieszczenie się na czele ich rządu. Don Carlos we wstępie do tego rozmyślnego ojcobójstwa, pchnął sztyletem kilka osób dworu, a po­między niemi generalnego inkwizytora Espinosę, wówczas królewskiego ulubieńca. Słownym wy­rokiem wydanym przez radców państwa, któ­rym prezydował generalny inkwizytor, don Carlos skazany został na śmierć, a Filip II wyrok ten po­twierdził. Stanowczo zatem święte oficjum nie brało w nim udziału, bo inkwizytor generalny dzia­łał w tej sprawie jako prezes rady.

Don Carlos ani zginął uduszony poduszkami, ani przez przecięcie mu arterii w gorącej kąpieli, jak to pisano; lecz umarł na łóżku po półrocznej cho­robie wskutek nadużyć. Niektórzy historycy zapewniali, że go dobito lekarstwem, które król roz­kazał swojemu lekarzowi zadać mu; ale ten naj­trudniejszy do sprawdzenia punkt może być równie fałszywym jak inne. To pewna, że podczas choro­by don Carlosa i obłąkania jego umysłu, Filip nie chciał nigdy ani go widzieć, ani mu przebaczyć, mi­mo że z tego względu prawie wszystkie europejskie dwory wyprawiały do niego poselstwa; gniew jego ustal dopiero po śmierci syna.

Taka jest wierna historia don Carlosa. Chociaż pozbawiona wszelkiej nadzwyczajności jaką jej przypisują nietrzymający się prawdy historycy, za­sługuje ona jednak na zapisanie w rocznikach inkwizycji z czasów Filipa II. Taka zbrodniczość ze strony syna, i takie barbarzyństwo ze strony ojca, godne były wieków Torquemady i Valdesa.

Espinosa, uczeń i następca tych dwóch fanatyków, umarł na wygnaniu 5 września 1572 r., zezwoliw­szy na skazanie 4,68u osób obojga płci, z których 720 spalono żywcem a 360 w wyobrażeniach, 3,600 zaś dokończyło żywota na galerach, w więzieniu, lub w poniżeniu i nędzy.

Zdaje się, że ten generalny inkwizytor dla tego.

popadł w niełaskę, że podczas jego zarządu inni in­kwizytorowie nadużywali prawa ekskomuniki. Użyli jej przeciwko wielu urzędnikom, a głównie przeciw barcelońskiej municypalności. Lecz najbardziej roz­gniewała Filipa na Espinosę ekskomunika rzucona na deputację aragońską w r. 1571. Całe króles­two mocno się tern oburzyło, a król uznał, że przez poświęcenie swego ulubieńca oburzenie to uspokoi.

Po śmierci Espinosy, urząd generalnego inkwi­zytora Hiszpanii objął D. Pedro Ponce de Leon, biskup Placencyi. Papież wyprawił jego nominacyjną bullę 29 grudnia tegoż roku; lecz śmierć tego dziesiątego inkwizytora generalnego tak rychło nastąpiła, iż nie miał czasu udać się do Madrytu, ani rozpocząć pełnienia swoich obowiązków.

Kardynał Kasper de Quiroga, arcybiskup toledański, został jedenastym generalnym inkwizyto­rem Hiszpanii: nastąpił po Poncjuszu de Leon w początku roku 1573.

Pierwszym czynem Quirogi było, ustanowie­nia inkwizycyjnego trybunału w Galicji, gdzie jesz­cze nie istniał i ogłoszenie indeksu zakazanych książek.

Zarząd Quirogi odznacza się jeszcze w roczni­kach inkwizycji skandalicznym procesem wytoczo­nym wielu osobom wysoce znakomitym, a mianowicie:

Antoniemu Perezowi, pierwszemu ministrowi Filipa II, którego skutkiem było zniesienie aragońskich fuerosów (konstytucji tego królestwa) i ścięcie wiel­kiego justycyaryusza.

W r. 1575 generalny inkwizytor Quiroga wyto­czył proces wielkiemu mistrzowi kawalerów Świętego Jana Jerozolimskiego, który po utracie wyspy Ro­du tylko co uorganizował swój zarząd na wyspie Malcie. Ten wielki mistrz, mający nieograniczo­ną władzę, odmówił poddania swojej wyspy pod cu­dzą jurysdykcję, i nie chciał mieć nic wspólnego z hiszpańską inkwizycją, która zamierzała ustano­wić swój trybunał w Malcie, na mocy swojego wkra­czającego systemu. Wielki mistrz całą możliwą siłą bronił praw swoich, a wypadkiem całej tej sprawy było wykazanie, że hiszpańska inkwizycyą nie obawiała sie nawet attakować monarchów.

Dowiodła tego, w tej samej epoce, jeszcze po kil-kakroć, ekskomunikując królową Joannę Nawarską, i jej dzieci Henryka i Katarzynę de Bourbon.

Intrygi Filipa i jego inkwizytorów sprawiły, że papież rzucił tę ekskomunikę, nazywając ” w niej Joannę upartą heretyczką, i pozbawił ją jej kraju, oddając takowy pierwszemu lepszemu katolickiemu monarsze, byle ten objąwszy rządy, wygnał wszyst­kich heretyków.

Inkwizycja hiszpańska oddała także pod sąd Piotra Ludwika Borgię, wielkiego mistrza zakonu Montesa, obwinionego o sodomię, tudzież księcia Farnesego, władcę Parmy, lecz ci obaj zostali uwol­nieni.

Epoka owa odznacza się nadto procesem wyto­czonym papieżowi Sykstusowi Piątemu, jako błądzą­cemu w herezji. Papież ten ogłosił przekład Biblii w języku łacińskim, i zalecił jej czytanie, jako mo­gące przynieść wiernym niezmierne korzyści. To po­stanowienie papieża sprzeciwiało się wszystkiemu co uchwaliły bulle jego poprzedników, od Leona X, kiedy pojawiło się mnóstwo przekładów Biblii do­konanych przez Lutra i innych protestantów. Inkwizycja hiszpańska nadaremnie wysilała się na przeszkodzenie ogłoszenia tego przekładu. Lecz zaledwie tak straszliwy papież żyć przestał, święte oficjum potępiło Biblię Sykstyńską, a tern samem i papieża, tę nieomylną wyrocznię wiary. Utrzymują nawet że Sykstus V umarł otruty, tudzież że Filip II i inkwizytorowie nie byli obcy tej śmierci.

Sam proces Antoniego Pereza, stanowi część historii Arragonu pod panowaniem Filipa II, i należy do historii inkwizycji, której ten minister był jed­ną z najdostojniejszych ofiar.

Kiedy okrutny Filip wydał na śmierć Jana Escobedę, sekretarza don Juana Austriackiego, kazał potem uwięzić swojego ministra, pierwszego sekre­tarza stanu Antoniego Tereza, utrzymując, że winien jest przeniewierstwa, a raczej że widzi potrzebę pozbycia się go. Perez dwanaście lat siedział w wię­zieniu w Madrycie, w końcu zdołał umknąć, cho­ciaż chory w skutek tortury. Schronił się do Aragonu, w nadziei że tam spokojnie żyć będzie pod opieką politycznej konstytucji (fueros) tego króles­twa, która dawała królowi tylko prawo utrzymywa­nia przy trybunałach prokuratora lub komisarza oskarżyciela.

Gdy Perez schronił się do Arragonu, Filip wy­prawił tam rozkaz aresztowania go, ujęto go w Calatayodzie, lecz protestował przeciw temu gwałtowi, a gdy się odwołał do przywileju manifestados, za­wieziono go do Saragossy i zamknięto w więzieniu królestwa lub cielności, zwanym także więzieniem Fuero. Uwięzieni tam nie podlegali bezpośrednio królewskiej władzy i zależeli od sędziego pośredni­czącego, zwanego wielkim justycjariuszem Ara­gonu: przyjmowano tam tylko żądających tego lub niechcących być zamkniętymi w więzieniach królewskich. Więźniowie w Fuero, mieli ten przy­wilej, że wolni byli od tortury; mogli być oswobo­dzeni na słowo i apelować do wielkiego justycjariusza, od wszelkich wyroków jakich bądź sędziów. Trybunał wielkiego justycjariusza miał prawo rozpoznawania, czy wyrok sądu nie sprzeciwi się któremu z fuerowów królestwa: co czyniło go niejako podobnym do francuskiej izby kasacyjnej.

Lecz nie na tern kończyły się prawą tego try­bunału. Konstytucja królestwa upoważniała sędzie­go przyodzianego tą władzą do oświadczania, na żą­danie każdego z mieszkańców, że król albo jego sędziowie, urzędnicy, nadużywają siły, gwałcąc konstytucję lub przywileje królestwa. AV takich przypadkach wielki justycjariusz mógł siłą zbroj­ną bronić uciśnionych przeciw królowi, a tym bar­dziej przeciw jego namiestnikom i agentom.

Filip II z początku starał się u nieustającej deputaci królestwa o wydanie Pereza; ciągle mu odmawiano i król musiał posłać do Aragonu pro­ces rozpoczęty w Kastylii. Perez wkrótce posta­wił Filipa w konieczności odrzeczenia się prześla­dowania go.

Filip zaniechał tego aktem publicznym, aby unik­nąć wstydu uwolnienia go na mocy sądowego wy­roku; lecz nim wypuszczono Pereza na wolność, inkwizycja, chcąc poprzeć wolę króla, wytoczyła nowy proces ex-ministrowi, obwiniając go o herezję.  A tak religia posłużyła za pretekst w spra­wie, którą kierowały dworskie intrygi. Rada Naj­wyższa rozkazała, aby Perez i jeden z jego przyja­ciół sekretnie przeniesieni byli do więzienia świę­tego oficjum. Temu rozkazowi mocno się oparła straż więzieniu konstytucyjnego, nie chcąc go wy­dać inaczej jak za upoważnieniem wielkiego justycjariusza. Inkwizytorowie zmusili tego urzędnika do wydania go, i już Perez wyszedł był z jednego wię­zienia, aby był zaprowadzony do drugiego, gdy kilku szlachty z Saragossy, niedopuszczającej najmniej­szego naruszenia ich Jutrosów, podburzyło naród. Natychmiast dały się słyszeć krzyki: zdrada! niech żyje naród! niech żyje wolność! niech żyją fuerosy! śmierć zdrajcom! kilka tysięcy zbrojnych udało się do vice-króla i zamordowało go; w tejże chwili inne zbrojne gromady podłożyły ogień pod pałac inkwizycji, i bunt ten uspokojono dopiero po­wróceniem Pereza do więzienia konstytucyjnego.

Inkwizytorowie znaleźli się w tern krytyczniej-szem położeniu, że nie mogli przy aresztować niko­go; ale że nie mieli zwyczaju ustępować, skoro zatem uspokojono miasto, ustanowili komitet rad­ców prawnych, przeznaczony do rozpoznania całej Sprawy i dania swojej opinii. Adwokaci, prze­kupieni przez dwór i inkwizycję, oświadczyli, że in­kwizytorowie przekroczyli swoją władzę, gwałcąc przywileje królestwa, i że nie ma władzy, któraby miała prawo to czynić, wyjąwszy króla i kortezów; lecz jeżeli inkwizytorowie zażądają od wielkiego justycyaryusza, aby więzień był im wydany, a uzyska­nie przywileju było zawieszone tylko, na czas trwa­nia procesu i aż do zapadnięcia wyroku, można-by wydać więźnia bez naruszenia przez to praw królestwa.

Przyjaciele Pereza utrzymywali, że zawieszanie gwałciło równie przywilej jak i odroczenie go, i nie mieli wcale trudności w udowodnieniu tego. Ale dworscy intryganci i inkwizytorowie przemogli, i po­tajemnie przygotowano się do wydania Pereza. Zgromadzono w Saragossie mnóstwo familiarów świętego oficjum i przeszło trzy tysiące wojska; ale w chwili gdy aresztowany miał wychodzić z kon­stytucyjnego więzienia i miał być zamknięty w wię­zieniu inkwizycji, mieszkańcy rzucili się na żoł­nierzy i familiarów zamykających ulice, i zabiw­szy wielu, resztę zmusili do ucieczki, równie jak i przekupionych urzędników, a Pereza uwolnili z rąk inkwizytorów, tak, iż schronił się do Francji.

Sprawa ta, dowodząca jak Arragonowie niena­widzili zawsze despotyzmu swoich królów i zapa­miętałości inkwizycji, mimo to stała się zgubną dla mieszkańców Saragossy; bo Filip II i święte oficjum wkrótce górą stanęli; aresztowania i stosy zdziesiątkowały tę szlachetną ludność, których ca­ły występek stanowiła chęć obrony praw swoich. Prawie całą szlachtę Saragossy poświęcono wściek­łości Filipa; spalono nawet portret Pereza, a wiel­kiego justycjariusza ścięto. Ten to urzędnik przed złożeniem przysięgi królowi: „My, którzy znaczymy tyle co ty, a możemy więcej aniżeli ty, obwołujemy cię naszym królem, z warunkiem, że szanować bę­dziesz nasze fuerosy Filip II śmiał zniszczyć te przywileje, i nie lękał się splamić oręża wojsk swoich krwią własnych poddanych.

Powstanie aragońskie podało mu pretekst, któ­rego szukał od dawna, aby mógł znieść bezpośrednio magistraturę wielkiego justycjariusza królestwa i wszystkie futrosy pierwotnej konstytucji ogra­niczającej jego potęgę. Filip II chciał zostać sa­mowładnym panem Arragonu, a inkwizycja poma­gała mu do spełnienia tego gwałtu.

Na większą jeszcze uwagę zasługuje w tej sprawie okoliczność, że Filip III następca Filipa II, nie tylko naprawił pamięć Pereza, oraz wszystkich innych ofiar z owej epoki, lecz nadto wydał edykt w którym ogłosiło: „iż oświadcza, że nikt nie okazał się winnym zdrady stanu, i przyznaje, że każdy są­dził się w prawie bronić praw swojej ojczyzny.”

Jedenasty inkwizytor generalny Quiroga, który brał tak czynny udział we wszystkich tych wypad­kach, umarł 20 listopada 1594 r. Uważamy za zbyteczne powtarzać co chwila, że auto-da-fe odby­wały się po różnych punktach Hiszpanii, gdzie istniały trybunały świętego oficjum; poprzestajemy na rekapitulacji ofiar skazanych podczas zarządu tego arcybiskupa: 2,816 indywiduów spalono żyw­cem, 1,408 w wyobrażeniach, 14,080 uległo różnym karom; co czyni razem 18,305 skazanych.

Don Heronim Mauriąue de Lara dwunasty ge­neralny inkwizytor, nastąpił po Kasprze Quirodze; był to syn kardynała Mauriquego, który za Karola Piątego piastował ten sam urząd. Historia inkwizycji nie przedstawia nic godnego uwagi za jego rządu, który zresztą trwał bardzo krótko, bo de Lara umarł w r. 1595 w dziesięć miesięcy po Quirodze.

Na czele hiszpańskiej inkwizycji stanął potem biskup Korduby, Don Piotr Porto-Carrero. Ten trzynasty inkwizytor generalny wkrótce cofnął się do diecezji Cuenca, ulegając rozkazowi papieża.

W tej to epoce, to jest w r. 1598, umarł Filip H. Jego panowanie stanowiło jeden z najbardziej od­znaczających się periodów w historii hiszpańskiej inkwizycji; dopuszczał się on największych okru­cieństw; a jednak współczesny Filipa H, Karol IX Francuzki, niecny Karol IX przewyższył je wszyst­kie w jednym dniu; bo nakazał rzeź Świętego Bar­tłomieja, której zabójczy dzwon długo jeszcze roz­legać się -będzie pod portykami zakrwawionego Luwru.

Od XXXlX-go doXLV-go generalnego inkwizytora. Panowania Ferdynanda VI, Karola III, Karola IV i Ferdynanda VII

5/5 - (4 votes)

Ferdynand VI, starszy syn Filipa V, nastąpił po ojcu w r. 1746. Perez del Prado był wówczas generalnym inkwizytorem i pełnił: te obowiązki do roku 1758. W owej epoce zajął jego miejsce don Manu­el Quintano Bonifaz, arcybiskup Farsalu. Ten trzy­dziesty dziewiąty generalny inkwizytor Hiszpanii, stał jeszcze na czele inkwizycji w r. 1759, kiedy Ferdynand umarł. Korona przypadła Karolowi III, drugiemu synowi Filipa V, który wówczas zasiadał na tronie neapolitańskim. Panowanie jego trwało około lat dwudziestu dziewięciu, w ciągu których by­ło kilku inkwizytorów generalnych. Quintano Bo­nifaz, wygnany w r. 1761.’ Filip Bertrand biskup Salamanki czterdziesty naczelnik inkwizycji zmar­ły w r. 1783, i Augustyn Rubin de Cevalos, biskup z Jaenu, czterdziesty pierwszy inkwizytor general­ny, który sprawował ten urząd jeszcze w r. 1788, to jest w chwili śmierci Karola III.

Szczęśliwe zmiany pojęć i ciągle wzrastający postęp światła i filozofii, zmusiły święte oficjum zwolnić swą dawną srogość. Wprawdzie zawsze jeszcze rządziło się ono tymi samymi prawami, lecz stosowano je coraz rzadziej; a chociaż liczba spraw była zawsze prawie ta sama, bo święte oficjum nieprzestanie dopuszczało wszelkie denuncjacje, mimo jednak tego na sześćset rozpoczętych spraw zaledwie dziesięć było osądzonych; bo prawie zupełnie znikły przesądy, z powodu których lekkie winy uważano za ciężkie. Za obu tych panowań inkwizytorowie nagle przybrali system umiarkowa­nia, nieznany w historii inkwizycji. Prawie wszyst­kich oskarżonych po lekkiej sekretnej pokucie uwalniano, a jeżeli których skazywano na relaksację lub na kary publiczne, to tak rzadko i szczu­pło w stosunku do poprzedzających periodów, że jeżeli porównamy panowania Ferdynanda VI i Ka­rola III z panowaniem Filipa V ich ojca, zdaje się, że je przedzielały wieki.

Przez czterdzieści trzy lata życia tych synów Filipa, auto-da-fe stały się tak rzadkie, iż w ogóle liczą tylko dwieście czterdzieści pięć skazań, z któ­rych 14 tylko na śmierć, a resztę na uwięzienie. A tak święte oficjum pozostało tylko cieniem owe­go potwornego trybunału, przed którym jeszcze na początku tego samego wieku drżeli wielcy i mali. Wolno-mularstwo i jansenizm prawie zupełnie zaj­mowały inkwizytorów owej epoki. Papież Klemens XIV wydał nową bullę ekskomunikacyjną przeciw wolnym mularzom, a jezuici wówczas wielce wpły­wowi w Hiszpanii, prześladowali wszystkich niepodzielających zdań Moliny o łasce i wolnej woli, których oznaczano nazwą janseniatów. Nienawiść jednej strony ku drugiej wywoływała wzajemne oskarżenia i obronę błędnych wniosków; inkwizycja często poprzestawała na potępianiu ich książek Ta scholastyczna wojna trwała do czasu wygnania jezuitów z królestwa Hiszpanii, które nastąpiło w r. 17G9, za panowania Karola III.

Jednocześnie wskutek zmiany systemu, zaczę­to dopuszczać w Hiszpanii naukę przeciwną zasa­dom ultramontanizmu, tein samem sprzyjającą pra­wom monarchy. Były to jednak te same opinie, za które skazano jako heretyków i bezbożnych tylu prawników i znakomitych uczonych. To co nazywa­no zbrodnią na początku XVIII stulecia, w pięćdzie­siąt lat później stawało się cnotą. Jakkolwiek nag­łe było to przejście, pojmujemy, że nastąpić nie mogło przynajmniej bez spiesznego przebycia sto­pniowania. To też n. p. wygnanie jezuitów pozos­tawiło po sobie bardzo potężną frakcję w inkwizycji, która chciwie przyjmowała wszelkie doniesie­nia przeciwko ludziom, którzy wy wołali to wygnanie lub którzy przynajmniej byli jego stronnikami. — W liczbie takich osób znajdował się hrabia de Roda minister sekretarz stanu, który żądał wygnania Towarzystwa Jezusowego; dwóch arcybiskupów i trzech biskupów, członków rady nadzwyczajnej, którzy głosowali za wygnaniem; Campomanes uczo­ny literat i filozof; hrabia de Florida Blanca, minis­ter i sekretarz stanu; hrabia poseł we Francji, Paweł 01avide prefekt Sewilli, hrabia Riela minister wojny, Clavio uczony naturalista, Benedykt Bayle wielki matematyk, Tomasz Iriate głęboki literat, i tylu innych obwinionych o wyzna­wanie filozoficznych opinii, które nazwano bezbożnymi. Wiele osób prześladowano także za janse­nizm; ale wytoczone im procesy pozostawały bez skutku; gdy frakcja jezuitów wkrótce swój wpływ straciła, znalazła się w niemożności urządzania tych spraw i zamilknąć musiała.

Inkwizycją hiszpańska za panowania Karola III prześladowała także francuskiego księdza Clementa, później biskupa wersalskiego. Gdy bawił w Madry­cie, gorliwy o czystość nauki, sądził, że należy ko­rzystać z dobrych usposobień dworu i ziścić tak często chybiające nadzieje. Ułożył on projekt o poddaniu inkwizycji pod rozporządzenie każdego diecezjalnego biskupa; o zobowiązaniu wszystkich zakonników i zakonnic do uznania diecezjalnego biskupa za swojego zwierzchnika i do słuchania go; o niedozwalanie na żadne różniące się szkoły teologii.

Gdyby ten Francuz znał dobrze Hiszpanię i stan ówczesnych mnichów, byłby niewątpliwie przewi­dział, na jakie naraża się prześladowania, ponieważ uzbroił przeciw sobie dwie tak potężne korporacje jak inkwizytorowie i zakonnicy. I rzeczywiście gdy szpiedzy wywiedzieli się o jego zamiarze, denuncjowali świętemu oficjum księdza Cleinenta jako heretyka, lutra, kalwinistę i nieprzyjaciela wszyst­kich zakonów. Tymczasem inkwizycja dawniej tak śmiała, nie odważyła się aresztować księdza Clementa, bo go dwór protegował, i skończyło się na tern, iż schronił się do Francji.

Mimo istniejących jeszcze wówczas nadużyć, wy­znać należy, że inkwizytorowie za czasów Ferdy­nanda IV i Karola III byli to ludzie niezmiernie umiarkowani, w porównaniu do inkwizytorów z cza­sów Filipa V, a mianowicie do jeszcze dawniej­szych.

Karol IV wstąpił na tron dnia 17 listopada 1788 r., gdy czterdziesty pierwszy inkwizytor ge­neralny Cevallos jeszcze urząd swój sprawował. Cezallos umarł w r. 1792 i zastąpił go don Manuel Abady la Sierra, arcybiskup Selimbryi; ale dwór zmusił tego czterdziestego drugiego inkwizytora generalnego do wzięcia dymisji, czego tenże dopeł­nił w r. 1794 Następnie król mianował czterdzies­tego trzeciego inkwizytora generalnego, w osobie kardynała arcybiskupa Toleda, don Franciszka Lorenzana, którego także skłonił do usunięcia się i do oddania w r. 1799 swojego miejsca arcybiskupowi don Romanowi Józefowi de Arce, patriarsze Indii. De Arce czterdziesty czwarty inkwizytor general­ny, stał jeszcze na czele hiszpańskich inkwizyto­rów, gdy Karol IV abdykował na rzecz swojego syna.

Za panowania Karola IV oświecenie zaczynają­ce przenikać do Hiszpanii, poczyniło od połowy XVIII wieku znaczne postępy. Dwie wielkie przeszko­dy tamujące jego rozkrzewianie się, już nie istniały od czasu reformy sześciu kolegiów Kastylii i od wygnania jezuitów.

Margrabia de la Ronda, główny sprawca tego podwójnego politycznego środka, umiał wzbudzić powszechne współubieganie się i we wszystkich klasach rozkrzewiać światło i gust do nauki; w przeciągu dwudziestu lat, które poprzedziły rządy tego monarchy, wykształciło się mnóstwo ludzi za­służonych i wystąpiło wpośród zdziwionej Hiszpanii.

Ale wypadek najbardziej stanowczy, najwięcej wpływający na wyswobodzenie ludów i na po­wrót społeczności do zasad prawa przyrodzonego, wywarł w Hiszpanii przeciwny skutek i zatrzymał popęd dany Hiszpanom przez filozofów i uczonych tego narodu. Mówimy tu o rewolucji francuskiej. Mnóstwo dzieł o prawach człowieka i obywatela, o prawach ludu” i narodów w tej chwili ukazało się we Francji i zalało Hiszpanię. Karol IV monarcha samowładny, zatrwożył się zasadami wyznawanymi przy jego granicach.  Wiedział, że poddani jego chciwie czytają wszystkie utwory spłodzone przez ducha wolności i że we wszystkich prowincjach krzewią się nowe pojęcia. Ministerium zatem hisz­pańskie w zamiarze zachowania despotycznej wła­dzy, obawiając się zarazy, dla powstrzymania poli­tycznej francuskiej doktryny, uciekło się do środka cofnięcia wstecz umysłu ludzkiego. Polecono gene­ralnemu inkwizytorowi przejmować wszystkie francuskie książki i dziennik; każdy więc inkwizytor dokładał wszelkich starań do przeszkodzenia tajem­nemu ich wprowadzaniu do Hiszpanii. Pierwszy minister hrabia Florida Blanca nie poprzestał na tym środku; w następstwie przyjętego systemu na­kazał zniesienie katedr prawa przyrodzonego i pra­wa narodów we wszystkich uniwersytetach i innych zakładach wychowania publicznego. Na koniec rząd wydał inkwizytorom wyraźny rozkaz sprzeciwiania się wprowadzaniu i krążeniu książek wydawanych przez zwolenników nowoczesnej filozofii, jako prze­ciwnych najwyższej władzy i odrzuconych przez Pismo święte, oraz denuncjowania świętemu oficjum wszystkich osób znanych ze swojej przychyl­ności dla zasad francuskiej rewolucji.

Trudno policzyć ile wskutek tego środka rządu Karola IV posypało się denuncjacji. Oskarżano pra­wie wszystkich młodych uczniów hiszpańskich uni­wersytetów i wielu ludzi pierwszych stopni monarchicznego towarzystwa, ale surowość rządu i gor­liwość inkwizytorów, ten tylko wydały skutek, że się zrodziła niezmierna ilość spraw, których in­strukcję prawie zawsze zawieszano dla braku do­wodów, i które dodały nowej siły liberalnym ideom, jakie właśnie wytępić chciano.

Z licznych procesów w owej epoce wytoczonych, niektóre zasługują na uwagę. Proces Marsylczyka Michała des Rieux, znanego w Hiszpanii pod nazwą człowieka natury, przedstawia przerażającą ka­tastrofę, która oburza duszę na niegodziwe se­kreta inkwizycji. Michała des Rieux aresztowano w roku 1791 jako heretyka i wtrącono do wię­zień świętego oficjum. Był to bardzo światły czło­wiek, który w najlepszej wierze oświadczył inkwi­zytorom, że czytanie dzieł Voltaire i Rousseau tu­dzież innych filozofów, doprowadziło go do przeko­nania, że najpewniejszą religią jest religia natu­ralna, inne zaś są tylko wynalazkiem ludzkim, że w badaniach swoich miał on tylko na celu wykry­cie prawdy i że zamierzał porzucić religię naturalną a wrócić do religii katolickiego kościoła, jeżeli mu kto dowiedzie, że był w błędzie.

Jeden biskup podjął się go nawrócić; ponieważ był bardzo wymowny, więc mu się udało j człowiek natury okazał wtedy usposobienie do pojednania się z kościołem; święte oficjum potajemnie zgodzi­ło się na to, ponieważ des Rieux nie był zatwardzia­łym heretykiem, miał więc wystąpić na szczegółowym auto-da-fe dla odbycia pokuty; lecz że tajono przed nim wypadek procesu, zdziwił się zatem mocno, widząc pewnego poranku wchodzących do jego więzienia familiarów, żądających aby przy­wdział san benito, dozwolił uwiązać sobie sznur ko­nopny i iść z zieloną woskową świecą w ręku, dla wysłuchania wyroku w sali audiencjonalnej. Nie­szczęśliwy przeraża się, gniewa i tylko sile ulega. Zaledwie ukazał się we drzwiach sali, postrzega wielkie zgromadzenie przybyłe dla przypatrzenia się auto-da-fe, przestaje być panem siebie, unosi się przeciw barbarzyństwu inkwizytorów i słychać jak przemawia w te słowa: „Jeżeli prawda, że reli­gia katolicka zaleca czynić to co czynicie, jeszcze raz jej się odrzekam, bo niepodobieństwem jest, aby religia pozbawiająca czci ludzi szczerych, była praw­dziwą.” Natychmiast doprowadzono go do więzienia, gdzie nieustannie żądał, aby go zaprowadzono na stos, aż wreszcie znudzony oczekiwaniem na katów powiesił się, połknąwszy pierwej kawałek płótna, aby się prędzej mógł udusić. Taki był opłakany koniec człowieka natury, gdyby był wiedział jaki go los czeka, zapewne nie byłby zadał sobie śmierci.

Proces wytoczony don Ludwikowi de Urguijo, dowodzi także, iż w pierwszych latach panowania Karola IV, święte oficjum wróciło było do swojej groźnej postawy. Kawaler Urguijo, zanim został mi­nistrem, znany był ze swój wielkiej nauki i zami­łowania filozofii, tudzież niezależności myśli. Inkwizycja zamierzała aresztować go, gdy hrabia Aran-da, pierwszy minister, zaprojektował królowi wta­jemniczenie tego młodzieńca w sprawy publiczne i wyjednał mu nominację w roku 1792 na pierw­szego urzędnika w pierwszym wydziale sekretariatu stanu. Inkwizytorowie widząc wyniesienie czło­wieka przeznaczonego na ich ofiarę, ucichli.

Urgugijo kolejno doszedł do stopnia pierwszego ministra, dowiódł że zna sztukę oceniania czasu i ludzi, dokładał wszelkich starań ku wytępianiu nadużyć i wszystkiego co się sprzeciwiało postępo­wi światła; w skutek tego korzystał ze śmierci pa­pieża Piusa VI, i wydobył Hiszpanię z pod zawisło­ści Watykanu, tudzież wymógł podpisanie dekretu wracającego biskupom przywłaszczone sobie przez dwór rzymski ich prawa. Tak śmiały krok musiał doprowadzić do reformy inkwizycji; minister prag­nął nawet, aby ją zupełnie zniesiono i aby jej ma­jątki oddać dobroczynnym zakładom i na użytek publiczny. Zredagował stosowny dekret i przedsta­wił go królowi do podpisu; lecz wkrótce ofiara nędz­nej intrygi, ten minister filantrop, popadł w nie­łaskę. Wtedy to święte oficjum usiłowało napo-wrót pochwycić swoją zdobycz. Urguijo zamknięty w wilgotnych więzieniach, trzymany w nich był w jak największej tajemnicy, aż do czasu abdykacji Karola IV. Urguijo umarł w Paryżu w r. 1817.

Inkwizytorów hiszpańskich zajmowały jeszcze inne odznaczające się sprawy, jak z powodu janse­nizmu tak i z powodu zasad, które posłużyły za podstawę ustawom cywilnym dla francuskiego kleru za konstytuanty. Janseniści mianowicie stanowili przedmiot nowych prześladowań, bo gdy w r. 1798 otrzymali na nowo pozwolenie powrotu do Hiszpa­nii, obecność ich zakłóciła spokojność, którą się po ich wygnaniu cieszono, postępowali zaś tak niepoli­tycznie, że rząd ujrzał się zmuszonym do powtór­nego ich wygnania z królestwa.

Dowodem, że inkwizycja podnosiła dumną głowę był jeszcze proces wytoczony sławnemu księciu Pokoju, kuzynowi króla i królowej, przez żonę swo­ją donnę Marię Teresę de Bourbon. Pojmuje­my jakiej trzeba było zręczności i intryg, aby ude­rzyć na osobę mającą tak dobrze ustalone względy -Godoy, książę Pokoju, obwiniony został przed świę­tom oficjum wskutek intryg spowiednika królo­wo j i kilku innych duchownych, jako podejrzany o ateizm, bo się od lat ośmiu nie spowiadał, i że wiódł skandaliczne życie obcując z wielu kobietami.

Stojący na czele inkwizycji generalny inkwizy­tor Lorenzana, człowiek dobroduszny i bojaźliwy, nie śmiał postanowić aresztowania księcia; wielcy kierownicy tego interesu potajemnie udali się do papieża, żądając nakazu aresztowania tego księcia, co Lorenzana byłby dokonał, ale Napoleon Bonaparte, generał Rzeczypospolitej Francuskiej, prze­jął w Genewie papieskiego kuriera, wiozącego list, którego potrzebowano w Madrycie. Francuzki generał uznał, że z powodu dobrego porozumienia, jakie istniało między dworem francuskim a rządem hisz­pańskim, użyteczną będzie rzeczą uwiadomić księ­cia, o uknutej przeciw niemu intrydze, i polecił ge­nerałowi Perignonowi, wtedy ambasadorowi w Ma­drycie, aby przejętą korespondencję doręczył księciu Pokoju. Tym sposobem ten faworyt znalazł się w możności zwichnięcia zamiarów swoich nieprzy­jaciół i usunięcia generalnego inkwizytora Lorenzany.

Za przykładem, który dał Urguijo, minister sekre­tarz stanu Melchior de Jovanellos przedsięwziął zreformowania świętego oficjum, mianowicie pod względem zakazu książek; lecz gdy postradał urząd, natychmiast denuncjowano go inkwizycji jako nieprzyjaciela; wskutek czego wygnany, został na Majorkę.

Od lat kilku nie wydali inkwizytorowie żadnego wyroku o relaksacji skazanego, a jednak w r. 1805 święte oficjum w Saragossie wziąwszy pod sąd pewnego plebana, który głosił i popierał zdania przez kościół potępione, z powodu jego uporu, po­czyniło mu tak ciężkie zarzuty, iż inkwizytorowie nie mogli wstrzymać się od skazania go na relaksację. Pleban ten niebezpiecznie zachorował i umarł w wię­zieniu; rada najwyższa zabroniła dalszego prowa­dzenia sprawy przeciw zmarłemu, aby przeszko­dzić spaleniu jego portretu.

Była to już ostatnia osoba skazana na śmierć przez święte oficjum, i karę tę zapewne by złago­dzono, gdyby pleban nie był umarł w chwili, kiedy rada najwyższa zrewidować miała jego sprawę.

W rok po tym ostatnim skazaniu na karę główną bardzo ważne zamieszki polityczne nastąpiły w Aranjuezie; tyle one przeraziły Karola IV, iż wolał zrzec się korony na korzyść swojego starsze­go syna, księcia Asturii, aniżeli narażać dni swoje i swojej małżonki.

Nowy król zaczął panować d. 19 marca 1808 r. pod imieniem Ferdynanda VII, pierwej nim ogło­szono publicznie akt abdykacyjny jego ojca. Ka­rol IV wkrótce zaprotestował przeciw tej abdykacji, oświadczając że nie była dobrowolną. Ferdy­nand nie zważał wcale na protestację i w rodzinie królewskiej zaszła niezgoda.

„Wiadomo jakim sposobem Napoleon korzystał z tej okoliczności i detronizował Bourbonów na pół­wyspie, a oddał koronę hiszpańską bratu swojemu Józefowi; ale nie wszyscy może wiedzą, że Ferdy­nand VII pisał wówczas z Walencji do króla Józe­fa, winszując mu i prosząc go o przyjaźń, i że jednocześnie rozkazał wszystkim Hiszpanom, aby uznali nowego króla.

Naród, który tak uprzejmy pan ustępował drugie­mu obcemu panu, jak się ustępuje bydło, odmówił po­słuszeństwa królowi, narzuconemu sobie przez francuskie bagnety, powstał, pokonał generała Duponta pod Bayleą, i zmusił nowy dwór do przejścia za rzekę Ebro. Wskutek tego Napoleon osobiście wkroczył do Hiszpanii z potężną armią, wygrał bitwy pod Burgosem i Guadarramą, a Madryt poddał mu się przez kapitulację.

Chociaż w skutek zajęcia królestwa przez woj­ska francuskie, inkwizycja już była prawie zniesio­na, a czterdziesty czwarty inkwizytor generalny od dawna urzędować przestał, Napoleon jednak prag­nąc sobie zjednać stronników w Hiszpanii, 4 grud­nia 1808 postanowił w Chamartinie, wiosce pod Madrytem, znieść trybunał świętego oficjum jako zagrażający munarcAizmowi,k3LZ&ł zrobić auto-da-fe prawie ze wszystkich procedur znalezionych w archiwach Najwyższej Rady, a zachować regestra i breva rzymskie jako mogące być przydatne.

Wszyscy Hiszpanie zapewne byliby poklasnęli temu zniesieniu, gdyby go nie był postanowił cu­dzoziemiec ; ale okoliczność ta zraniła miłość włas­ną Kastylianów, a mało brakowało, aby przez nie­nawiść dla cudzoziemca nie przywrócono znowu świętego oficjum. Usłużni stronnicy inkwizycji już ten czyn Napoleona wzięli sobie byli za pre­tekst do żądania utrzymania wspomnianego trybu­nału. Szczęściem liberalni Hiszpani innego byli zdania, i przy każdej sposobności przygotowywali umysły do widoku uroczystego obalenia tej instytucji.

Wkrótce deputowanych hiszpańskich zgromadzonych w Kadyksie i opatrzonych w nieograniczone upoważnienia, dla rozpraw i postanowień co do punktów wskazanych w ich listach zwołujących, instalowano jako zgromadzenie narodowe. Odro­czyli oni wszystkie zrzeczenia się i transakcje do­konane w Bayonnie oraz wszelki akt mogący wyjść od króla, dopóki ten pozostawać będzie pod władzą Napoleona.

Po jednej z najświetniejszych rozpraw ogłoszo­no wolność prasy. Jednocześnie znikły prawa panów, liczne przywileje i inne pozostałości feudalnego . rządu, a konstytucję hiszpańską uroczyście pro­mulgowano w Kadyksie, na końcu r. 1812. Wszyscy Hiszpani przyjęli ją z zapałem.

Konstytucja zatem zniosła niejako inkwizycję, niemniej generalne kortezy uznały za obowiązek należny hiszpańskiemu narodowi, znieść w sposób wyraźny i stanowczy barbarzyńską instytucję, któ­ra tak silnie przyczyniła się do wszelkich jego nie­szczęść, stawiać nieprzeparte przeszkody rozwojowi umysłu ludzkiego, ścigając nawet myśl samą i trzy­mając uwięzioną cywilizację w ciasnych nieustannie zakreślonych jej granicach.

Zniesienie to postanowione zostało większością trzech części głosów, a prawie wszyscy oponujący bronili inkwizycji żądając jednak zmiany jej form.

Zewsząd błogosławiono reprezentantów Hiszpanii za zniesienie znienawidzonego trybunału, zewsząd dziękowano im za zwycięstwo odniesione nad ciem­notą i fanatyzmem, zabobonami i przesądami, słowem umysły tak były usposobione do tego nowego od dawna upragnionego kroku, że każdy widział, iż go sankcjonuje opinia publiczna.

Po zniesieniu inkwizycji, kortezy zajęły się re­formą zakonów. Zredukowały liczbę klasztorów i utrudniły przyjmowanie nowicjuszy. Deputowa­ni obmyślili także środki uszczuplenia duchownych majątków, których po części użyli na pokrycie długów krajowych; ale wszystko to czynili z naj­większą przezornością i wstrzymali się od wszel­kiego ostatecznego postanowienia. Pozostawiono mnichom możność sekularyzacji; wyznaczono pła­ce występującym z klasztorów; a co do kapituł du­chownych, ograniczono się na zawieszeniu prebend bez obowiązku.

Na nieszczęście wszystkie te zbawienne reformy pozostały bez użytku. Zima 1812 roku wytępiła nieśmiertelne falangi Napoleona, zwycięzcy z pól Austerlitz i Marengo znaleźli grób w lodach półno­cy, a Ferdynand VII wrócił do Hiszpanii w marcu 1814 r. Wkrótce otoczyli go ludzie przejęci gotyckimi ideami i przesądami, bez zdolności, obcy światłu wieku i powodujący się jedynie namiętnościami. Ci zawładnęli rządem. Pierwszą czynnością Ferdy­nanda VII było przywrócenie inkwizycji, której na­czelnikiem” został don Franciszek Mier y Compillo biskup Almeiry.

Ten czterdziesty piąty inkwizytor generalny na początku r. 1815 wydał edykt, który pomimo swo­ich niedorzecznych zasad, byłby przyniósł zaszczyt świętemu oficjum, lecz doświadczenie nauczyło, że ła­godność i umiarkowanie, zalecane werdyktach inkwi­zytorów, prowadzą wnet za sobą najopłakańsze rezul­taty. I rzeczywiście denuncjacje zrodzone przez nie­nawiść, zazdrość, zemstę i ducha stronniczego, nigdy nie wydały w Hiszpanii tylu zgubnych następstw, jak w owej chwili. Szczęściem papież Pius VII zniósł torturę; ale tajemne więzienia i galery na­pełniły się nowymi ofiarami inkwizycji, a wyspy za­ludniły się dostojnymi wygnańcami.

Srogość obejścia z członkami obu izb kortezów i ludźmi, którzy w czasie wojny najlepiej służyli Hiszpanii, sprawiedliwie obawiać się kazała odro­dzenia w tym królestwie wieków ciemnoty i barba­rzyństwa, w których dziesiątkowano ludność. Ale nieprzeparta siła opinii toczyła nieustanną walkę przeciw zbrojnemu despotyzmowi i świętemu oficjum. Na wyspie Leon dał się słyszeć okrzyk swo­body, i te same wojska, które tam zgromadzono dla okucia w kajdany ludów Ameryki, znowu w r. 1820 ogłosiły tę samą konstytucję, które przed ośmiu laty Hiszpani krwią własną skropili. Nagle wszyst­kie prowincje oświadczyły się za konstytucyjnym rządem. Gotycka budowla, na której spoczywało samowładztwo, nie znajdując podpory w narodzie, runęła sama przez się, a inkwizycją, jej familiarowie i stosy zniknęły z kastylijskiej ziemi. Wszędzie gdziekolwiek istniał inkwizycyjny trybunał, naród wysadził drzwi jego, uwolnił jęczące tam ofiary, zburzył pałace inkwizytorów i ich okropne więzie­nia, skruszył okropne narzędzia tortur, a wzniósł konstytucyjne trofea na placach przez tak długi czas kalanych przez nienawistne zamczyska.

I dla Portugalii wybiła także godzina oswobo­dzenia. Luzytanie naśladowali Hiszpanów, i teraz współubiegają się z nimi w przywiązaniu do no­wego porządku rzeczy.

Następnie absolutna władza i inkwizycją wal­czyły znowu ze swobodą i tolerancją, fanatyzm pod­nosił obrzydłą głowę, rodząc rozmaite niezgody i z mieczem w ręku pragnął odzyskać swoje pano­wanie ; ale światło cofać się nie może, ludy półwys­pu poznały rozum i prawdę, nadeszła chwila ich tryumfu, a panowanie ciemnoty i samowoli prze­minęło na zawsze.

Piąty inkwizytor generalny Alfons Maurique

5/5 - (2 votes)

Nowi chrześcijanie izraelskiego pochodzenia po­chlebiali sobie na początku inkwizytorskich rządów D. Alfonsa Mauriquego, że wkrótce forma procedury świętego oficjum ulegnie zbawiennym zmianom. Nadzieje swoje pokładali w tymże Mauriquiem który popierał prośbę ich zaniesioną do Karola V, kiedy monarcha ten i Maurique byli jeszcze we Flandrii; lecz ten piąty inkwizytor generalny nie różnił się niczym od swoich poprzedników. Inni inkwizytoro­wie przekonali go, że żądana reforma dąży do znie­sienia świętego oficjum i do tryumfu nieprzyjaciół wiary, którzy niezawodnie wyznawać będą zgubne maksymy, skoro ujrzą, że już ich od tego nie po­wstrzymuje system tajemnych denuncjacji. W tej­że epoce opinie Marcina Lutra zaczęły rozpościerać się w południowej Europie, a papież w powadze swo­jej przez tego żyjącego mnicha mocno zachwiany, niezmiernie niepokoił się skutkami nauki zalewa­jącej Niemcy. Już Leon X potępił był rozmaite propozycje Lutra, jako heretyckie, a Adrian zalecił użycie jak najsurowszych środków w celu przeszko­dzenia propagowaniu luteranizmu.

Wszystkie te przyczyny tudzież pojawienie się w Hiszpanii nowej sekty maury tanów, przekonały generalnego inkwizytora, że istniejąca dotąd srogość stała się jeszcze potrzebniejszą. Maurique zatem, zamiast nałożyć na inkwizycję wędzidła, uj­rzał się zmuszonym podciągnąć pod ten trybunał mauresków i luteranów, i przypomnieć wszystkim chrześcijanom obowiązek denuncjowania, w przecią­gu sześciu dni, wszystkiego co widzieli lub słyszeli przeciwnego wierze, pod karą ekskomuniki i śmier­telnego grzechu.

Mimo to Maurique zlitował się nad maureskami, zostającymi w opłakanym położeniu, przyjął wszystkie ich reklamacje, i o ile mógł sprzeciwiał się prześladowaniu ich przez inkwizytorów. Więcej jeszcze uczynił: zgodnie ze zdaniem Rady Najwyższej, kazał przywrócić moc edyktom Ferdynanda i Izabelli, zabraniającym inkwizytorom stawiania mauresków przed sąd za błahe przyczyny; a że wielu już było dostawionych trybunałom, zalecił szybkie ukończe­nie wszystkich spraw w sposób dla obwinionych jak najkorzystniejszy.

Na nieszczęście dla mauresków, w tej epoce wy­buchła wojna domowa w królewskiej Walencji i Kastylii. Ponieważ maureskowie brali w niej czyn­ny udział, rozgniewany cesarz kazał kilku ukarać i postanowił zastosować edykt wygnania z 1502 r. do Maurów Walencji i Aragonu, którzy na skutek reklamacji czynionych w swoim czasie przez kortezy i panów tych dwóch królestw, nie ulegli skutkom tego postanowienia. Następnie Karol V żądał u pa­pieża dyspensy od przysięgi, którą wykonał przed kortezami Saragossy. Adrian odpowiedział z razu, że takie ustępstwo byłoby skandalem, lecz gdy ce­sarz nalegał, zostało mu udzielone. Natychmiast rozkaz królewski z 1525 r. zalecił wszystkim Mau­rom Kastylii, Walencji i Arragonu, aby ochrzcili się w krótkim przeciągu czasu, albo wyjadą z Hiszpanii drogami, które im będą pokazane. Owocześni historycy zapewnia wtedy jako jeniec bawiący w Maire oświadczył Karolowi V, że w Hiszpanii społeczność wtedy da się przywrócić, gdy nie pozostanie w niej jednego Maura i maureska.  Jeżeli okoliczność tajnie jest zmyśloną, wypada podzielać chytrość króla Francji, który pochlebiając skłonności nieprzyjaciela, dawał mu złą radę i zalecał przyjąć system szkodliwy dla interesów królestwa Hiszpanii.

Zaledwie ogłoszono wspomniany edykt, zaraz Maurowie uciekli w góry i uporczywie stawili czoło wojskom, które Karol V musiał wyprawić przeciwko nim, uśmierzyć ich zaś zdołał dopiero po udzieleniu im części żądanych ustępstw. Główne z nich były: niepoddawanie inkwizycji za błahe przyczyny, zacho­wanie używania ich języka, odzieży i broni, i płace­nie takich samych jak chrześcijanie podatków. Pod tymi warunkami kazali się ochrzcić prawie wszyscy.

Ze swojej strony generalny inkwizytor Maurique rozgrzeszył ich ze wszystkiego czego się przed tern dopuścili, uprzedzając wszakże, że jeżeliby wpadli w herezję lub apostazję, zostosowane będą do nich z całą surowością prawa inkwizycji.

Łatwo pojąć, że ludzie wychowani w religii oj­ców swoich, przywiązani do praktyk mahometańskich, niecierpiący chrystianizmu, do którego przy­jęcia zmuszono ich, bez żadnego skrupułu wracali do zasad Mahometa, ilekroć sądzili, że czynić to mogą bez niebezpieczeństwa.

To też prawie wszyscy Maurowie, nawróceni groźbą i mieczem, tajemnie wracali do pierwotnej swojej wiary, i wkrótce dostawali się w moc świę­tego oficjum, którego szpiedzy zanieczyszczali wszyst­kie miasta zamieszkane przez nowych chrześcijan. A tak pomimo więcej zgodnego z ludzkością syste­mu, który generalny inkwizytor Maurique przyjął w postępowaniu z maureskami, wielu z pomiędzy nich zaprowadzono na stosy lub do więzienia, inni emigrowali do Afryki, ilekroć mogli oszukać czuj­ność, której byli przedmiotem tak ze strony ce­sarza, jak ze strony inkwizycji. Karol i następ­ca jego Filip II ułaskawili na koniec mauresków, skazanych przez święte oficjum, od zajęcia ich majątków, aby tym sposobem powstrzymać emigrację, zadającą dotkliwy cios hiszpańskiej lud­ności; lecz inkwizytorowie zawsze panowie swo­ich działań, za pomocą jakiejś nieprzeniknionej ta­jemnicy, udaremnili te dobroczynne rozporządzenia monarchów; tak, iż maureskowie, zrozpaczeni wobec inkwizycji, sprzykrzyli sobie narzucone na nich jarzmo i całą masą powstali, co było przy­czyną całkowitego wygnania tego ludu w 1609 r., wygnania, przez które Hiszpania straciła znowu blisko miliona mieszkańców, prawie wszystkich rol­ników, pasterzy lub zręcznych rzemieślników. Te wychodztwa stanowią przyczynę upadku rolnictwa i rękodzieł w tern królestwie.

Ale nie tylko Maurowie i maureskowie zajmo­wali Mauriquego podczas sprawowania urzędu gene­ralnego inkwizytora. Opinie Muncera i Kalwina, rozkrzewiały się wówczas w całej Europie, i pomi­mo wszelkich ostrożności, jakie inkwizycja przed­siębrała w celu przeszkodzenia wprowadzaniu tych doktryn do Hiszpanii, zdaje się być rzeczą pewną, że wielu Hiszpanów, a między nimi duchownych, znalazło sposób zaopatrzenia się w książki wyda­wane w Niemczech przez protestantów ze Spiry. Otóż ponieważ obieg książek stanowi najpewniej­szy środek propagowania doktryn, inkwizytorowie i Karol V przedsięwzięli jak najskuteczniejsze kro­ki ku przeszkodzeniu straszliwej ich cyrkulacji.

Od roku 1521 papież zalecił’ już był rządcom hiszpań­skiej prowincji, aby pilnie czuwali nad wprowadza­niem dzieł Lutra, i chwytali wszystkie takie księgi, które wykryć zdołają. Nieco później Rada Najwyższa pisała do inkwizytorów, aby przejrzeli wszystkie biblioteki i ściśle w nich szukali dzieł nowych sektarzy, zalecając im jednocześnie, aby do coroczne­go edyktu o denuncjacjach, dodawali osobny arty­kuł, obowiązujący katolików do donoszeniach o oso­bach, które czytały takie książki lub je w swoich domach przechowywały.   W roku 1539, Karol V kazał ułożyć listę niebezpiecznych książek, otrzy­mał od papieża bullę dotyczącą umieszczenia ich na Indeksie i zabronił pod karą śmierci posiadania ksią­żek lub pism Lutra. Monarcha ten o tyle był srogi, że pragnął prawo rozciągnąć i do krajów Flandrii. Lecz niemieccy książęta, protestanci, wzięli się do oręża przeciw Karolowi Piątemu; a chęć zrzucenia jego jarzma, tudzież jarzma rzymskich papieżów, sprawiła, w że większej części Niemiec przyjęto na­ukę Lutra.

Tymczasem inkwizycja hiszpańska jak najpilniej i najsurowiej czuwała nad napływem luteranizmu. Generalny inkwizytor, pragnąc zawczasu powstrzy­mać postęp tej nauki w Hiszpanii, zgodnie z inkwizycyjną radą, dodał kilka artykułów do dawnych regulaminów.

Na mocy tych nowych przepisów, każdy chrześcijanin katolik, pod karą grzechu śmiertelnego i ekskomuniki większość obowiązany był wyznać, czy nic zna koso, który mówił, utrzymywał lub myślał, że sekta Lutra jest na dobrej drodze, czy nie pochwa­la którejkolwiek z potępionych propozycji, jak n.p.: że dosyć jest spowiadać się przed Bogiem, bez pośred­nictwa księdza, bo ani papież, ani księża nie mają władzy odpuszczania grzechów; że Ciało Jezusa Chrystusa nie może być obecne w poświęcanej hostii; że nie ma czyśćca; że niepotrzebna modlić się za umarłych; że papież nie posiada rzeczywistej mocy udzielania indulgencja i przebaczań; że księża dowolnie żenić się mogą; że zakonnicy, zakonnice i .”klasztory są niepotrzebne; że prócz niedzieli in­nych świąt być nie powinno; że jedzenie mięsa w piąt­ki i inne postne dni nie jest grzechem i t. d.

Zalecono także było każdemu chrześcijaninowi katolikowi, aby donosił, czy nie wie, czy nie słyszał, iż ktoś wydalił się z królestwa dla przyjęcia za gra­nicą luterskiej wiary.

Niezależnie od tych wszystkich ostrożności Al­fons Maurique pisał do prowincjonalnych inkwizy­torów, iż dozwala im umieścić w edykcie o denuncjacjach wszystko co uznają za stosowne do wykry­cia osób, które przyjęły herezję illuminatów (alam-bradott). Ci ludzie, wskazywani pod nazwą deja-dos (hwietyści), tworzyli sektę, której naczelni­kiem był, jak mówią, ów Mincer, który już był ustanowił sektę anabaptystów. Po niejakim czasie rada inkwizycyjna sama dodała kilka artykułów do rozporządzenia generalnego inkwizytora.

W epoce zarządu generalnego inkwizytora Mauriquego, historia wskazuje nam kilka znakomitych ofiar, które się dostały w straszliwe szpony trybu­nału, za samo podejrzenie o przyjęcie wiary Lutra. Takim był czcigodny Jan Awilski, przezwany Aposto­łem Andaluzyt, z powodu wzorowego życia i zna­komitych czynów miłosierdzia. Ponieważ po prostu opowiadał Ewangelię, nie dotykając w mowach swoich żadnej z kwestii tak haniebnie naówczas miotających teologami szkolnymi, przeto zazdrośni mnisi zmówili się na jego zgubę. Wtrącono Jana Awilskiego do tajemnych więzień świętego oficjum, oskarżywszy go, że ogłosił, propozycje dążące do luteranizmu i doktryny iluminatów. Na szczęście po­stanowienia tego nie zakomunikowano Radzie Naj­wyższej, a ta okoliczność depcąca ustawy świętego oficjum, cudownie posłużyła mu, bo go uwolniono w r. 1531.

Ten sam rok zgubniejszy był jeszcze dla dwóch ludzi sławnych w hiszpańskiej literaturze, a miano­wicie dla Jana z Vergary i dla jego brata Bernarda z Tabery. Zatrzymani z rozkazu inkwizycji w Toledzie, wyszli z więzień świętego oficjum dopiero gdy się zgodzili na wyrzeczenie się (herezji Lutra, na przyjęcie absolucji cenzur ad cautelam i na wycierpienie różnych innych pokut. Jan z Vergary, znakomity znawca języków hebrajskiego i greckiego, postrzegł błędy w tłumaczeniu Wulgaty, to było dostateczne dla zjednania sobie niena­wiści ciemnych mnichów; ich też intrygom on i brat jego wini byli całe swoje nieszczęście.

Ciż sami mnisi potrafili wyjednać aresztowanie Alfonsa Yiruesa, benedyktyna wielce biegłego w ję­zykach wschodnich i autora wielu dzieł. Karol V z taką go słuchał przyjemnością, że zabrał go z sobą w podróż do Niemiec, i za powrotem nie chciał słyszeć innego kaznodziei. Podejrzewano Yiruesa o sprzyjanie opiniom Lutra; wtrącono go do tajemnych więzień świętego oficjum w Sewilli. Cesarz uczuł cios, jaki mu zadała inkwizycja, i nie wątpił, że Virues padł ofiarą jakiejś skrytej intrygi, której generalny inkwizytor powinien był nie dopuścić. Wygnał więc Mauriquego, i zalecił mu, aby mieszkał w swojej rezydencji w Sewilli.

Mimo stałości i wytrwałości cesarza, Yirues przez lat cztery znosił wszelkie okropności tajem­nego więzienia, i dziwić się należy, że Karol V, do­statecznie przez tę sprawę objaśniony o naturze inkwizycji, nie przestał jej protegować; ale nie znano jego niepokonanej nienawiści dla wyznawców Lutra. W każdym jednak razie inne przeciwności, których doznał około tej epoki, sprawiły, że w r. 1535 odjął świętemu oficjum królewską jurysdykcję, której by­ło pozbawione do roku 1545.

Alfons Maurique, arcybiskup i kardynał, umarł na wygnaniu w Sewilli, 28 września 1538 r., po piętnastoletniemu sprawowaniu obowiązków general­nego inkwizytora; zyskał on sławę przyjaciela i do­broczyńcy ubogich; lecz błądził ciągłym opieraniem się reformie inkwizycji i trybunałom świętego oficjum dozwalał dopuszczać się licznych okrucieństw. Jednak liczba osób skazanych podczas jego urzędu, w porównaniu z liczbą wykazaną rachunkami pierw­szych czterech generalnych inkwizytorów, była da­leko mniejsza. Przez lat piętnaście hiszpańska in­kwizycja spaliła żywcem tylko 2,250 osób żywych, 1,125 w wyobrażeniach, 11,252 zaś obojga płci ponio­sło rozmaite kary, jako to wieczne lub czasowe uwięzienie, galery, wygnanie lub chłostę.

Maurique miał kilkoro naturalnych dzieci, z któ­rych jeden syn z czasem został kolejno inkwizyto­rem prowincjonalnym, członkiem Rady Najwyższej, prezydentem kanclerstwa w Valladolidzie, a na koniec generalnym inkwizytorem.