praca magisterska
Zmiany stricte polityczne często łączyły się z przyjmowaniem nowych bogów danego związku politycznego. Przyjmujemy zatem, iż potężniejszy od nas sojusznik ma i potężniejszą magię. Ślady potwierdzające walkę polityczną, a przez to także magiczną, odnajdujemy już w Starym Testamencie, gdy kapłani Jahwe wyzwali na publiczny pojedynek kapłanów Baala. Działania magiczne śledzimy także w poczynaniach apostołów oraz w żywotach świętych, w przypadku których do dzisiaj dokonywanie nadnaturalnych aktów – cudów jest sprawdzianem ich świętości. Kościół średniowieczny od XII wieku ustalił standardowy wzór życia świętego, któremu po śmierci przypisywano nadnaturalne osiągnięcia, takie jak: przewidywanie przyszłości – czyli profecję, leczenie chorych, ochronę przed wodą i ogniem czy w końcu kontrolowanie pogody, do dziś przecież przytaczane w procesach beatyfikacyjnych.
Kościół jako instytucja w przededniu Reformacji nie uzurpował sobie mocy czynienia cudów, jednak skrzętnie korzystał z prestiżu dostarczanego przez tych jego członków, którzy otrzymali od Boga moce cudotwórcze. Samo wstawiennictwo świętego uproszonego gorliwymi modlitwami lub datkiem na jego sanktuarium, powodowało cudowne wyzdrowienia, wskrzeszanie zmarłych czy odwrócenie niebezpieczeństw.
Podobną moc miały także same tylko obrazy świętych. Rozprzestrzeniał się bowiem kult obrazów, jako działających cuda fetyszy, nie tylko chroniących swych wyznawców ale także zsyłających zarazę na ich wrogów. Kluczowym dla religijności był i nadal jest kult maryjny, którego charakter trafnie przedstawiała sarmacka maksyma: De Maria numąuam satis. W zasadzie każdy kościół miał swojego świętego patrona, którego lokalny kult można było porównać z totemizmem. Również każdy niemal zawód posiadał swojego świętego opiekuna, który był korporacyjnie wyznawany i którego dzień święty miał dla danego cechu zawodowe skutki.
Wiara w moc świętych nie opierała się tylko na dokonanych w przeszłości cudach, lecz także na założeniu, że swoją mocą mogą jeszcze dziś wpłynąć na losy swoich wiernych na ziemi. Każda plaga, zaraza czy niebezpieczeństwo miały swojego wstawiennika i orędownika, do którego zwracali się wyznawcy w potrzebie. Każdy święty miał swoją „specjalizację”. Cuda dokonywane przez owych patronów były wykorzystywane nie tylko w celu uzdrawiania ludzi, ale także zwierząt.
Kościół wytwarzał w średniowieczu również wiele magicznych artefaktów. Woda święcona stosowana była nie tylko w celu wypędzania z ciała duchów i złych mocy, ale także w celu błogosławienia ludzi, zwierząt, domów czy pokarmów lub jako remedium na każdą chorobę. Księgi liturgiczne zawierały modlitwy na określone okazje, na przykład przed długą podróżą albo przed bitwą.
Teologowie twierdzili, że nie ma nic złego w noszeniu na szyi zwitka papieru z narysowanym krzyżem lub napisaną na nim modlitwą. W zależności od zapisanej modlitwy zmieniały się właściwości ochronne amuletu. Na przykład mógł on chronić od choroby, głodu, ognia lub szatańskich zakusów. Właściwości ochronne miały też pobłogosławione w odpowiedniej intencji różańce. W podobny sposób działały relikwie, które w zależności od rangi i zasług świętego miały zmienny wachlarz zastosowań i możliwości. W Polsce od czasów średniowiecznych apotropaionem przeciwko demonom był szkaplerz związany z zakonem żebraczym Karmelitów Trzewiczkowych. Posiadacze takowych mieli zostać wybawieni z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Podobną moc miał także medalik św. Benedykta, który wieszano po domach lub noszono na piersiach.
Działaniem odstraszającym demony cieszyły się także plecionki ozdobne w budynkach sakralnych oraz ozdobione diabelskimi maskami kamienie, umieszczane na kolumnach lub zewnętrznych ścianach budowli. Zakusy szatańskie odpędzać miały także gromnice, niewielkie dzwoneczki loretańskie, przywożone z włoskiej miejscowości kultu maryjnego oraz kołatki. Skutecznym artefaktem była też karawaka, czyli krzyż o dwóch ramionach, słynącym jako środek zapobiegawczy przed morem i czartem. Przed niepożądaną ingerencją diabła chroniły także nakreślone kredą krzyże oraz inicjały imion Trzech Króli, co do dziś jest w Kościele Katolickim praktykowanym zwyczajem. W ludowej tradycji obok przedmiotów sakralnych istniała cała gama tzw. „diabelskich prezerwatyw”, czyli amuletów o magicznej mocy.
Moc ochrony przed złem zyskały także gesty: na przykład znak krzyża czy błogosławieństwa. Jednak dopiero w połączeniu z sakramentami, wiara w nadnaturalne zjawiska wzrastała. Chrześcijański sakrament ołtarza przeszedł w historii Kościoła przez proces teologicznej reinterpretacji. W średniowieczu nacisk przechodził z komunii wiernych na specjalną rolę konsekrującego kapłana. Uwagę średniowiecznych wiernych przykuwało nie uczestnictwo w kongregacji, lecz moc księdza zmieniającego wino w krew i chleb w ciało. Inną kwestią był fakt, że większość uczestników mszy nie znało zawiłości teologicznych doktryny, przez co wierzono, że rytualne słowa o magicznym charakterze, mogły zmienić charakter rzeczy materialnej, czyli na przykład wino w krew, co zresztą sporadycznie i faktycznie się zdarzało w rozpuszczanych wśród wiernych anegdotach i pismach. Świadczy to o zaangażowaniu kleru w rozprzestrzenianie tych nadnaturalnych praktyk. Kolejnym potwierdzającym to przykładem były polecenia przełożonych kościelnych, aby skrzętnie zbierać nawet te odrobiny hostii, które upadły na podłogę, by nie dostały się w niepowołane ręce. Należało też tak zabezpieczać wino i chleb używane podczas sakramentu aby ich nikt nie wykradł.
Hostia cieszyła się nadnaturalnymi właściwościami i mogła być użyta w całym spektrum zaklęć: od uzdrawiania, przez ugaszenie ognia i nawożenie pól, aż do czarów miłosnych. Mogła być także wykorzystana przez uprawiających czarną, szkodliwą magię czarnoksiężników. Dlatego też księża byli zobowiązani wkładać hostię do ust tak, by mieć pewność, że nie zostanie wykorzystana magicznie. Także sakramenty wytworzyły grupę zabobonnych wierzeń, których Ojcowie Kościoła nigdy nie wprowadzili. Wierzono, że chrzest powodował często ozdrowienie chorowitych noworodków. Próbowano nawet chrzcić domowy inwentarz, w nadziei na wykorzystanie magicznej mocy tego sakramentu. Podobnie było z komunią świętą, która miała wzmacniać dzieci przed atakami Złego oraz przynosić szczęście, jeśli tylko przez odpowiednio długi czas nosiło się komunijne szaty. Swoiście magiczną otoczkę posiadał sakrament małżeństwa, który nie dochodził do skutku przy niezachowaniu pewnych określonych reguł, prawem kanonicznym, ale i zwyczajem uświęconych, dotyczących czasu, miejsca, sukni panny młodej, itd. Powszechnie wierzono, że noszenie obrączki małżeńskiej, miało moc zażegnywania sporów i kłótni.
Funkcję magiczną miały także modlitwy, które w wielości swych form zawsze odwoływały się do Boga z prośbą o wstawiennictwo zarówno w sprawach zbawienia jak i życia wiecznego, a także bardziej przyziemnych kwestiach. W okresach plag, epidemii czy słabych zbiorów organizowane były uroczyste procesje, mające zjednać Boga i uprosić go o okazanie łaski. Liczne ich opisy są dostępne również w źródłach z czasów nowożytnych.
Modlitwy kapłanów tym różniły się od zaklęć czarowników, że zaklęcia i uroki miały działać automatycznie, podczas gdy modlący się nigdy nie mieli pewności, czy ich prośby zostaną wysłuchane. Z drugiej strony czarownik rzucający czar, zawsze narażony był na ryzyko niepowodzenia; z tym, że przyczyną klęski mógł być element nie spełniający odpowiednich standardów lub kontraczar innego zaklinacza. Modlitwa była rodzajem prośby, natomiast czary to „wyuczone narzędzia manipulacji siłami natury”.
W praktyce jednak granica ta była zamazana w popularnej ocenie. Spowiednicy często nakazywał odmawiać po kilkanaście razy Pater Noster, Ave czy Credo zapewniając o zbawiennym wpływie tychże recytacji. Życie wieczne można było osiągnąć przez wielokrotne zamawianie mszy św., przy założeniu, że im więcej modlitw, tym większy i pewniejszy jest sukces. Zbawienie leżało więc w zasięgu ręki i w granicach możliwości. Towarzyszyło temu przekonanie, że ofiarami i modlitwami, a nie realnymi czynami można dokonać zmian w otaczającym świecie. Religia katolicka poprzez tolerowanie licznych na wpół chrześcijańskich czarów dodawanych do oficjalnych sakramentów i modlitw, sama w pewnym sensie utrwalała postawę sprzyjającą czarownictwu. Nie czyniąc ostrej dystynkcji, podtrzymywała wiarę w zaklęcia i ich moc. Modlitwy chrześcijańskie można było wykorzystać w celach czarowniczych mówiąc je – na przykład – wspak.
Innym sposobem wykorzystywania mocy Boga do celów ziemskich, były uroczyste przysięgi, które składał człowiek w ciężkich terminach lub przed sądem. W zamian za wyratowanie z tych opresji, stipulator zobowiązywał się dokonać pewnych działań na rzecz drugiej strony. Człowiek był związany z Bogiem węzłem wzajemnych, przyszłych korzyści.
Dalszym przykładem nadnaturalnych mocy będących do dyspozycji kościoła, były sankcje religijne, zapewniane w celu usprawnienia działania wymiaru sprawiedliwości. Przysięgi składane przez podsądnych na Biblię, krzyż czy relikwie miały zapewnić wsparcie istoty najwyższej, przy wykonywaniu złożonych zobowiązań czy zeznań. W razie krzywoprzysięstwa, składający narażony był na natychmiastową zemstę Boga – jak rażenie gromem – lub na bardziej w czasie odległą – ogień piekielny. Podobny mechanizm działał w przypadku innych ordaliów. Zarówno przy próbach, jak i przy pojedynkach wzywany był tam Bóg, by swoją pomocą wspomógł sprawiedliwego w jego działaniach sądowych, a pogrążył krzywoprzysięzcę, niegodziwca. Dowody na wiarę w możliwość magicznego wpływania na wynik postępowania sądowego, spotykamy w Polsce już w Księdze elbląskiej z XIII wieku, która nakazywała pokropienie rozgrzanego metalu, przed dokonaniem „próby żelaza”. Romuald Hube opisuje także zwyczaj przechowywania przedmiotów służących do przeprowadzania sądów bożych w świątyniach, pod nadzorem duchowieństwa. Roli ordaliów w postępowaniu inkwizycyjnym poświęcę więcej miejsca w następnych rozdziałach. Wszystkie te argumenty nie oznaczają jednak, że Kościół świadomie wprowadzał dla wiernych cały system magicznych rozwiązań, dzięki którym można było radzić sobie z ziemskimi problemami. Większość z nich dane nam było poznać dzięki usiłowaniom kleru, który z mniejszą lub większą gorliwością starał się niektóre z nich obalić.
Są jednak argumenty przemawiające za tym, że Kościół był instytucją tak magiczną jak i religijną. Przede wszystkim chodziło tu o praktykę nawracania, w której misjonarze kładli nacisk na wyższą skuteczność mocy Boga chrześcijańskiego nad lokalnymi bóstwami. Kolejną kwestią była asymilacja religii tubylczych w jak największym stopniu, by w ten sposób możliwie ułatwić i zwiększyć tempo akcji chrystianizacyjnych. Już Grzegorz VII nakazywał stawiać kościoły, w miejscach gdzie do niedawna stały świątynie pogańskie lub po prostu konsekrować te ostatnie. To samo tyczyło się innych miejsc kultu pogańskiego, takich jak: święte źródła czy gaje. Nie było też przypadkiem, że terminy większości katolickich świąt pokrywają się z datami świąt celebrowanych na tych ziemiach przed przyjęciem chrześcijaństwa. Ten proces asymilacji nie został osiągnięty bez żadnych kosztów, bowiem Kościół wstępuj ąc niejako w rolę dawnej religii, obarczony został ciężarem oczekiwań, których spełnienia społeczności dotychczas oczekiwały od swych bogów. W ten sposób Kościół zaczął leczyć i uzdrawiać chorych, zapewniać dobry urodzaj, chronić przed plagami, ogniami czy złymi mocami. Profity wynikające z tych praktyk były zbyt znaczące, by Kościół mógł je zignorować. Społeczności potrzebowały magii, więc i tak doszłoby do jej wytworzenia, lepiej więc że stało się to pod bokiem Kościoła, który miał na to jakikolwiek wpływ.
Innym czynnikiem wpływającym na obecność magii w Kościele było samo stanowisko doktryny. Podczas gdy z jednej strony teologowie kreślili zdecydowanie linię między religią i magią, to kategoria przesądów i zabobonów zawsze miała w sobie znaczny margines elastyczności. Ogólną zasadę można przedstawić w ten sposób, że przesądy zyskujące aprobatę instytucji czy to na szczeblu biskupim czy papieskim, nie były magią. Te natomiast, które takiej aprobaty nie uzyskały, były przez Kościół zwalczane. Katoliccy teologowie zawsze podkreślali, że to obecność lub brak aprobaty Kościoła determinuje właściwość każdego czynu.
Dystynkcja między ludźmi obdarzonymi przez Boga, a czarownikami, leżała rzadziej w dokonywanych przez nich nadnaturalnych czynach, ale częściej w ich pozycji społecznej i władzy, która daną skargę wnosiła. Można tu przytoczyć słowa Reginalda Scota, który o papieżu napisał, iż ten: „Kanonizuje bogatych na świętych, a potępia biednych jako czarowników ”.
Naczelnicy Kościoła wspierali magiczną stronę religii zapewniając o skuteczności środków chrześcijańskich, takich jak woda święcona, egzorcyzmy czy znak krzyża w zwalczaniu sił szatańskich. Nie tłumili przesądów, gdyż mogło to zapewnić większe poparcie ludności dla całej instytucji i wzmocnienie jej wiary. Podkreślano cudowną moc hostii, jeśli mogło to zapewnić zwiększenie atencji społeczności.
Podejście, które reprezentował Kościół uczyniło zeń być może instytucję bardziej elastyczną niż ta, jaką miał być w założeniu. Działo się tak mimo faktu, że teologowie, historycy i socjologowie twierdzili, że postawa magiczna pasożytowała tylko na organizmie Katolicyzmu i mogła – bez naruszania podstaw wiary – być od niego odcięta. Rozdział taki możliwy był dla teologów, jednakże nie było to osiągalne dla zwykłych ludzi, dla których wiara w magiczną moc Kościoła była podstawą wiary chrześcijańskiej w ogóle.
Kościół reformowany wyeliminował ze swej doktryny większość magicznych rytuałów na kulcie świętych począwszy, przez cudowną moc wody święconej, a na egzorcyzmach kończąc. Pozbawiając kler ich szczególnych szat i zwalniając z obowiązku celibatu, zmniejszono ich mistyczną rolę. Kościół pozbawiony został tym samym swej broni do walki z magią i przesądami. Była to jednak zmiana stopniowa i w społeczeństwach średniowiecznych dopiero powoli zaczynała rysować się granica między magią a religią.
Cały czas jednak w przypadku choroby czy innej straty, ludzie zwracali się do czarowników, a nie do kleru. Była to reakcja laikatu na stanowisko Kościoła dotyczące tego, że w kwestii jakiejkolwiek straty (od pieniędzy do zdrowia i życia bliskich) lepiej było poświęcić dane dobro, niż odzyskać je za pomocą sztuczek diabelskich. Czarownicy ofiarowywali w takich przypadkach pewność (relatywną rzecz jasna) skutecznego działania, podczas gdy Kościół pozostawiał wszystko w rękach Boga i nakazywał cierpliwie oczekiwać na Jego wyroki. Dlatego magia cieszyła się cały czas niegasnącą popularnością.
Wysoce wątpliwym jest, czy oficjalna kampania jaką przeciwko magii podjął w średniowieczu Kościół, spowodowała zmniejszenie częstotliwości jej występowania. Zarówno przed, jak i po Reformacji sądy duchowne prześladowały czarownictwo, spychając je niejako do podziemia społecznego, co było w dalszych wiekach kontynuowane. Niemożliwym jawi się, by wyeliminowały one magię, jeśli popyt na nią cały czas w społeczeństwach istniał. Jeśliby więc wrogiem magii były tylko sądy kościelne, jej pozycja do dziś byłaby niezachwiana.