Sposób postępowania trybunałów dawnej inkwizycji

5/5 - (4 votes)

Skoro tylko jakiegoś mnicha mianowano inkwi­zytorem, uprzedzał on o tern króla, który natych­miast zalecał wszystkim trybunałom miast, w któ­rych ów inkwizytor sprawować miał swoje urzędo­wanie, aby dostarczały mu wszelkiej potrzebnej pomocy; aby kazały aresztować wszelkie osoby, które im wskaże jako heretyków lub podejrzanych o herezję; aby je poddawały karom wymierzonym przez inkwizycję; aby nie cierpiały najmniejszej obrazy wyrządzonej inkwizytorowi lub jego familia-rom  na koniec, aby mu wyznaczyły mieszkanie, równie też dostarczyły wszelkich wygód potrzeb­nych do podróży.

Pierwiastkowo inkwizytorowie nie pobierali stałej płacy; pełniący wówczas te obowiązki byli to mnisi, którzy ślubowali ubóstwo, a księża nie­kiedy dodawani im do pomocy byli to duchowni za­opatrzeni beneficjami; lecz ten stan rzeczy musiał się koniecznie zmienić, odkąd inkwizytorowie zaczęli podróżować w towarzystwie pisarzów, alguazilów i siły zbrojnej, a wydatki ich kazał papież pokry­wać biskupom, pod pozorem, że inkwizytorowie pra­cują nad wytępieniem herezji w ich diecezjach. Bi­skupi użaliwszy się na ten uciążliwy dla nich przepis, narzucili go panom, zasadzając się na obowiązku ich nie znoszenia w swoich posiadłościach żadnego heretyka. Na koniec przyszedł czas, w którym wy­datki inkwizycji zaspakajano albo sprzedażą, albo dochodami z dóbr skonfiskowanych, lub też wpły­wem z kar pieniężnych nakładanych w razach, gdy konfiskata jeszcze nie była postanowiona.

Skoro inkwizytor przybył do miasta, w którym zamierzał urzędować, zawiadamiał o tym magistrat i wzywał prezydenta, aby przybył do niego w ozna­czonym dniu i godzinie. Naczelnik miasta stawił się u inkwizytora i zaprzysięgał mu, że wprowadzi w wykonanie wszelkie prawa o heretykach i że do­starczy mu wszelkich środków do wykrycia ich i przyaresztowania. Inkwizytorowi służyło prawo wykląć i zawiesić w pełnieniu obowiązków każdego urzędnika monarszego, który by śmiał nie być mu posłusznym, mógł nawet rzucić interdykt na całe miasto. Jeżeli przeciwnie gubernator lub naczelnik miasta nie czynili żadnych trudności w wykonywa­niu rozkazów inkwizytora, ten wyznaczał dzień świąteczny, w którym miewał kazanie zalecające denuncjować heretyków i zarazem zawiadamia­jące, że osoby winne herezji, które oskarżają się same przed oddaniem ich pod sąd, ulegną jedynie lekkiej pokucie kanonicznej, a przeciwnie będą jak najsurowiej prześladowane, jeżeli po upływie oznaczonego terminu, zostaną denuncjowane. Miesiąc czasu zwy­kle termin ten stanowił.

Jeżeli w tym przeciągu czasu przytrafiały się denuncjacje, zapisywano je, lecz pozostawały bez skutku do czasu, aż się przekonano, że denuncjowani nie stawili się z własnej woli.

Po upływie oznaczonego terminu wzywano denuncjanta; oświadczano mu, że są trzy sposoby przy­stąpienia do wykrycia prawdy: oskarżenie, denuncjacja i inkwizycja, zostawiano mu wybór. Jeżeli wy­brał pierwszy, wzywano go, aby oskarżył denuncjowanego; lecz uprzedzano go, że ulegnie karze od­wetu, jeżeli uznany zostanie za potwarcę. Tej dro­gi używali zwykle tylko zuchwalcy, mniemający, że bezkarnie będą mogli zgubić swoich nieprzyjaciół. „Większa część oświadczała, że jedynym powodem, który ich skłonił do denuncjowania, jest obawa oznaczonej prawem kary na tych, którzy by nie wy­krywali świętemu oficjum heretyków; wtedy po­przestawali na wskazaniu osób, będących według ich zdania, w możności świadczyć przeciw denuncjowanemu. Inni znowu wyjawiali wrażenie, jakie wy­warły na ich umysłach pogłoski publiczne, podają­ce oskarżonego w podejrzenie. W tym ostatnim razie przeciw oskarżonemu postępowano z urzędu.

Świadków badał sam inkwizytor, w towarzystwie pisarza i dwóch księży.

Jeżeli przygotowawcza instrukcja przekonywa­ła o występku, lub podejrzeniu o herezję, inkwizy­torowie nakazywali ujęcie obwinionego. Od tej chwili tracił on wszelkie przywileje i przytułek, jakikolwiek by zajmował stopień w społeczeństwie: aresztowano go w pośród rodziny, przyjaciół, a nikt nie śmiał stawić żadnego oporu. Skoro tylko do­stał się w ręce inkwizycji, nie wolno już było ni­komu z nim się znosić; nagle przez wszystkich opusz­czony, zostawał pozbawiony wszelkiej pociechy. Biada czułej duszy, która by śmiała okazywać ja­kieś politowanie dla ofiar świętego oficjum. Oskarżonego wrzucano do okropnego więzienia, do­póki nie podobało się inkwizytorom badać go.

Tymczasem urzędnicy inkwizycji szli do miesz­kania obwinionego, spisywali tam inwentarz wszyst­kiego co znaleźli, i przystępowali do zabrania wszelkiej jego własności. Jego wierzyciele tracili swoje pieniądze; jego żona i dzieci w najokropniejszym pozostawały niedostatku, a widziano częstokroć żony i córki cnotliwe i dobrze wychowane, dopro­wadzone do strasznej konieczności prostytuowania się, tak z powodu gnębiącej je nędzy, jak z powo­du pogardy, na jaką narażało je nieszczęście nale­żenia do człowieka prześladowanego przez święte oficjum.

Kiedy obwiniony przepędził w więzieniu kilka dni, a czasem i kilka miesięcy, inkwizytorowie ka­zali ceklarzowi, aby mu oświadczył, iż ma prosić o audiencję, ponieważ trybunał ów trzymał się cią­gle tej zasady, aby oskarżony był zawsze proszącym. ‚ Gdy więzień stanął po raz pierwszy przed sędziami, zadawali mu pytania jakby go nie znali, i jak najprzebieglejszymi środkami wzywali go do przyzna­nia się do swojego przestępstwa. Jeżeli obwiniony wyznawał się winnym herezji i prosił o pozwolenie odrzeczenia się takowej, inkwizytor zgadzał się na jego nawrócenie, jeżeli tylko nie był w stanie recy­dywy, co zawsze pociągało za sobą karę główną, bo inkwizycja nigdy po dwakroć nie przebacza. Od­syłano go do więzienia, aby się nawrócił i pozosta­wiano tam aż do przyszłego auto-da-fe; a gdy na nićm wystąpił i naznaczono mu kanoniczną pokutę, wypuszczano go na wolność. Często widziano więź­niów, którym sumienie nic nie wyrzucało, a którzy woleli jednak obwinie się o jakieś przekroczenie, aniżeli uledz torturze lub umrzeć w więzieniu.

Kiedy występek przypisywany oskarżonemu okazał się nieistniejącym i kiedy tenże oskarżony nie splątał się sam w ciągu badania, inkwizytorowie dawali mu pokwitowanie, pod warunkiem, iż się for­malnie odrzeknie wszelkiej herezji, i że się oczyści drogą kanoniczną z podejrzenia, które na nim cią­żyło; po czym otrzymywał rozgrzeszenie ad cautelam t. j. jako były podejrzany o herezję.

Jeżeli najzwyczajniejszy wypadek niezmiernej liczby procesów, wytoczonych przez inkwizycję nie ustanawiał niezbitego dowodu, iż obwiniony jest he­retykiem, jednakże prawie zawsze wskazywał, że tenże jest podejrzanym o herezję, bądź z powodu swoich twierdzeń, bądź z powodu czynów, i wtedy oficjum święte stosując kary do stopnia podejrzenia, nazywało takowe lekkim, wainem lub gwałtow­nym, i podejrzaną osobę skazywało, według reguł dla każdej z tych trzech kategorii ustanowionych.

Lecz jeżeli zarzuty czynione obwinionemu były ciężkie, a zapierał się przypisywanego mu występku, uważano go natychmiast za zatwardziałego herety­ka; odprowadzano go zatem do więzienia i dopiero po kilkoletnim przeprowadzaniu go z więzienia na posłuchanie i z posłuchania do więzienia, doręczano mu kopię procesu, w której opuszczano nazwiska delatora i świadków, tudzież wszelkie okoliczności, które by mogły wykryć ich przed nim. Jednocześnie dodawano mu adwokata; lecz rada jego była zupeł­nie iluzyjna, ponieważ adwokat mógł się widzieć z obwinionym jedynie wobec inkwizytorów, i mó­wić tylko to, co by zmusiło obwinionego do przyzna­nia się do występku.

Skoro obwiniony przytoczył wszelkie środki obrony, jakie miał w swojej mocy, i odpowiedział na wszelkie pytania, jeżeli odpowiedzi jego nie za­spakajały inkwizytorów, lub jeżeli występek nie był dostatecznie udowodniony, inkwizytorowie nakazy­wali torturę, jako środek prawie zawsze pewny do otrzymania zeznań rzetelnych lub uważanych za prawdziwe; a zeznania te wyrwane przez najokrop­niejsze męki, wystarczały inkwizycyjnym sędziom do spokojności ich sumienia.

Zdarzało się niekiedy, że inkwizytorowie nie uważali za potrzebę uciekać się do tortury; w takim razie przystępowano do wyroku, który wydawał in­kwizytor. Wyrok ten czytano obwinionemu dopie­ro w chwili wykonania go.

Inkwizycja nie trzymała się zwykłej procedury, a sędziowie nie oznaczali żadnego terminu na zebra­nie dowodów zarzucanych czynów; w pierwszych czasach inkwizycji nie było wcale prokuratorów, obowiązanych oskarżać podejrzane osoby; formalno­ści tej słownie dopełniał sam inkwizytor, po prze­słuchaniu świadków.

Świadkowie nie byli obowiązani udowadniać przed trybunałem świętego oficjum swoich zeznań; nigdy także nie konfrontowano ich wzajemnie. Do­puszczano do świadczenia ludzi najnikczemniejszych i najniegodziwszych, a ich zeznania dostateczne by­ły często do skazania na ogień najuczciwszego czło­wieka, którego całym występkiem było to, że miał nieprzyjaciół pomiędzy zbrodniarzami nie lękający­mi się krzywoprzysięstwa. Dwaj świadkowie, któ­rzy tylko słyszeli o jakiej rzeczy, wyrównywali jed­nemu, który ją widział lub słyszał sam; innego zarzutu nie potrzeba było, aby poddać obwinionego pod tortury. Delatorów samych przyjmowano za świadków; na koniec z pominięciem wszelkich praw i najzdrowszej moralności, służący mógł świadczyć przeciwko swemu panu, mąż przeciwko żonie, żona przeciwko mężowi, syn przeciwko ojcu, a ojcowie przeciw własnym dzieciom. Cóż to za szeroka dro­ga, otwarta dla zemsty i zdrady, protegowanych przez tajemnicę!

Inkwizytorowie dopuszczali wyłączenie tylko w razie najgwałtowniejszej nieprzyjaźni; aby zaś przekonać się o prawdziwości tej nieprzyjaźni, za­pytywali obwinionego czy miał nieprzyjaciół, od ja­kiego czasu i jaka była przyczyna ich nienawiści? dowód przyjmowano, a sędziowie uwzględniali go. W początkach inkwizytorowie zręcznie wybadywali obwinionego, czy zna wskazywane mu pewne indy­widua; były niemi denuncjant i świadkowie, o czym obwiniony nie wiedział, i jeżeli z jakiego bądź po­wodu obwiniony zaprzeczał, tracił prawo wyłącze­nia ich jako nieprzyjaciół. Obwiniony mógł także wyłączyć samego nawet inkwizytora; lecz wpadał zwykle ze Scylli w Charybdę. Na koniec obwiniony mógł jeszcze apelować do papieża od czynów i środ­ków przedsięwziętych przez trybunał; lecz gdy in­kwizytorowie ze wszelką łatwością mogli wyjeżdżać do Rzymu i tam usprawiedliwiać swoje postępowanie, najlepiej zatem uzasadnione apelacje, prawie zawsze odrzucano, a nieszczęśliwi obwinieni, idąc na karę, dowiadywali się o skutku tego słabego i ostatniego środka.

Taki był sposób postępowania trybunałów daw­nej inkwizycji; kto czytał jej ustawy, osądzi, iż nie podobna zredagować kodeksu bardziej święcie barbarzyńskiego, lecz nowoczesna inkwizycja dowiodła, że dopięła tego.

Ustanowienie Świętego Oficjum w Hiszpanii

5/5 - (3 votes)

O dawnej inkwizycji w Hiszpanii

W epoce, w której Grzegorz IX wydał swoją piorunującą bullę przeciw heretykom, t. j. w r. 1231, Hiszpania dzieliła się na cztery chrześcijańskie pań­stwa, a mianowicie: na królestwo Kastylii, z którem wkrótce złączone zostały mahometańskie kró­lestwa Sewilli, Kordoby i Jean; na królestwo Arragonu, którego, władca opanował wkrótce królestwa Walencji i Majorki; na królestwo Nawarry i na królestwo Portugalii. W tych czterech katolickich królestwach od dawna istniały już dominikańskie klasztory, co kazało przypuszczać, iż tam już wy­konywano inkwizycję-, lecz żaden autentyczny do­kument nie dowodzi jej istnienia w Hiszpanii przed r. 1232. Wówczas dopiero papież wydał osobne breve do arcybiskupa Tarragonu, w którym do­nosząc mu, iż doszło jego wiadomości, że herezja przeniknęła już do rozmaitych hiszpańskich diecezji, upomina, aby tenże arcybiskup, jego bis­kupi, suffragani, zapobiegli jej postępowi, wyszuki­waniem i zalecaniem wyszukiwania heretyków i ich stronników, stosownie do rozporządzeń zawartych w jego bulli z r. 1231.

Arcybiskup tarragoński przesłał to papieskie breve, prowincjałowi dominikanów, Rodrigezowi de Villadares, pod którego zawiadywaniem pozo­stawały dominikańskie klasztory czterech chrześcijańskich królestw półwyspu, i zalecił mu wskazanie księży z jego zakonu, których uzna za najzdolniej­szych do pełnienia inkwizytorskich obowiązków. Breve to również przesłano biskupowi Leridy, któ­ry je natychmiast wprowadził w wykonanie w swo­jej diecezji, gdzie ustanowiono pierwszą hiszpań­ską inkwizycję. Biskup z Urgelu wnet przykład ten naśladował; lecz mnich Piotr de Planedie, inkwi­zytor dominikanin, przypłacił to życiem. Nieznacz­nie nad całą Katalonią i Arragonem zaciężyło jarz­mo inkwizycji.

Tutaj nadmienić należy, że pomimo ciemnoty i zabobonności ludów w trzynastym wieku, zapro­wadzono u nich inkwizycję nie bez krwawego opo­ru tychże ludów. Nienawiść powszechna dla inkwi­zytorskiego rzemiosła sprawiła, że znaczna liczba dominikanów, a nawet franciszkanów zginęła gwał­towną śmiercią. Widzieliśmy że ksiądz Citeaux padł pod ciosami Albigensów; teraz widzimy, że zaraz przy pierwszych srogościach hiszpańskiej inkwizycji nastąpiło zamordowanie dominikana Pio­tra de Planedie; ujrzymy następnie, że zrozpaczeni Hiszpani kamienowali inkwizytorów i przebijali ich sztyletami, nawet przy stopniach ołtarzy.

Zaledwie inkwizycja ustaliła się w Katolonii, arcybiskup Tarragonu odbył sobór prowincjonalny, na którym urządzono sposób postępowania z here­tykami i oznaczono kanoniczne pokuty dla nawró­conych. Nieukorzonych miano wydawać sprawiedli­wości świeckiej dla wymierzania na nich kary śmierci, a nawróceni powinni byli przez lat dzie­sięć, każdej niedzieli wielkiego postu, stać przy drzwiach kościoła w ubiorze pokutników, na któ­rym powinny były być wyszyte dwa krzyże koloru odmiennego od barwy sukni.

Papież Innocenty IV, zazdroszcząc poprzednikom swoim sprzyjania inkwizycji, rozszerzył prawa in­kwizytorów, i dozwolił im nie tylko pozbawiać he­retyków zaszczytów, urzędów i godności, lecz także rozciągnął to pozwolenie do ich popleczni­ków, wspólników i przechowywaczy.

Inkwizytorowie zachęcani przez tego papieża, protegowani i wspomagani przez króla Aragonu i przez króla Francji Ludwika IX, rozpoczęli jak najusilniejsze poszukiwania, nie tylko codo żyjących popieraczy herezji, lecz i co do tych, których po­pioły dawno spoczywały w pokoju. Pogwałcono groby, wydobyto z nich kości Arnauda hrabiego de Forcalquier i UrgeFa, tudzież wielu innych panów, i wydano spaleniu na stosie. Jakiegoż to fanatyzmu potrzeba, aby prześladować umarłych?

Takie postępowanie inkwizycji, obrzucające in­famią możne rodziny, było także przyczyną morderstwa dopełnionego w owej epoce na osobie in­kwizytora Piotra Cadiretego: dominikanin ten zginął podobnie jak Ś-ty Szczepan—lud ukamienował go. Jednak choć znaczną liczbę inkwizytorów wy­mordowano w ciągu ich urzędowania, mocno współubiegano się o tę godność, ponieważ ambitnym mni­chom sowicie wynagradzały się wszelkie niebezpie­czeństwa przez nadanie im zbyt obszernej władzy przez powagę i przywileje do ich obowiązków przy­wiązane, tudzież przez względy, jakie ciągle okazy­wali inkwizytorom urzędnicy, biskupi, a nawet sami monarchowie. Eatwo zatem pojąć, jak ważną rzeczą była prerogatywa obierania tychże inkwizytorów.

Od czasu ustanowienia dawnej inkwizycji w Hisz­panii aż do początku czternastego wieku, na całym półwyspie istniał tylko jeden prowincjał dominikań­ski, mający prawo mianować mnichów wybranych do pełnienia inkwizytorskich obowiązków; lecz gdy klasztory tego zakonu znacznie się rozgałęziły, ka­pituła generalna w r. 1301 postanowiła, że odtąd „będą utworzone dwie prowincje, z których pierwsza zwana hiszpańską, obejmie Kastylię i Portugalię, a druga pod nazwą aragońskiej, składać się bę­dzie z królestw: Walencji, Katalonii, Rousylionu, Cerdanu i wysp Balearskich. Mimo tego postano­wienia prowincjał Hiszpanii nie chciał z początku podzielić się z prowincjałem Aragonu prerogatywą wyznaczania inkwizytorów; wkrótce jednak musiał się na to zgodzić, i od tej pory półwysep miał dwóch prowincjałów generalnych inkwizytorów, którzy wysyłali inkwizytorów szczegółowych wszędzie, gdzie tego uznawali potrzebę i nakazywali corocznie ob­chód bardzo licznych auto-da-fe.

Wkrótce potem, t. j. w roku 1308, papież Kle­mens V pisał do królów Arragonu, Kastylii i Portu­galii, tudzież do inkwizytorów tych prowincji, aby nieprześladowanych dotychczas templariuszy aresztować kazali, jako podejrzanych o herezję. Inkwizycja stosownie do rozkazów papieża zabrała naprzód ich majątki, a potem pracowała nad zgro­madzeniem templariuszów w rozmaitych klaszto­rach, dla wypróbowania ich wiary i postępowania. Niektórych nawrócono, innych skazano na rozmai­te kary, z których najlżejszą było wygnanie.

Historia uczy nas, że od r. 1314, w którym wy­kryto nowych heretyków w Aragonii, aż do r. 1356, to jest do epoki, w której dominikanin Mikołaj Egmerick stanął’ na czele inkwizycji tego królestwa, inkwizytorowie generalni aragońscy, równie jak in­kwizytorowie szczegółowi prowincji Katalonii, Walencji, Majorki, Roussylionu i Cerdanu, nieustannie ścigali heretyków, albo podejrzanych o herezję i obchodzili auto-dc-Je. Pomiędzy nieszczęśliwymi skazanymi na spalenie, w obecności króla Jakóba i jego dwojga dzieci, znajdujemy dogmatystów Pio­tra Duranda i Bonatę, którzy po nawróceniu się, po­wtórnie wpadli w herezję. W tym także czasie in­kwizytor aragoński Roselli wykrył w Walencji kilku heretyków, znanych i prześladowanych później pod nazwą Be gardo w. Jakóba sprawiedliwego, któ­ry wówczas stał na ich czele, skazano na wieczne więzienie; sektarzy jego nawrócono; lecz wydobyto z grobu kości trzech Begardów, dla wydania pło­mieniom, zmarłych bezkarnie. Tenże inkwizytor Roselłi wyprawił równie znaczną liczbę aulo- da- Je w Katalonii, a stosy inkwizycji przestał podsy­cać dopiero wtedy, gdy go papież Innocenty VI w na­grodę gorliwości mianował kardynałem. Mikołaj Egmerick jego następca, zaczął od aresztowania innóztwa Katalonów i Arragonów, podejrzanych o herezję, i prawie wszystkich skazał na najbardziej upokarzające kary. W następnym roku kazał spa­lić żywcem kalabryjskiego księdza, który po otrzy­maniu Sanbenito dopuszczony do nawrócenia się, powtórnie wpadł w herezję.

Gdy generalny inkwizytor aragoński Egmerick okazuje tyle gorliwości dla inkwizycji i redaguje Przewodnik dla inkwizytorów tymczasem delegaci jego po prowincjach naśladowali jego srogość i ciągle wyprawiali aulo-da-fe, z których historia szczególniej wzmiankuje o odbytem w Walencji, r. 1360, odznaczającym się pomiędzy innymi wielką liczbą figurujących na nich skazanych.

Egmerick przez całe swoje życie sprawował urząd generalnego inkwizytora królestw aragońskiej ko­rony i mianował prowincjonalnych inkwizytorów-Ale żaden dokument nie przekonywa, że prowincjał kastylijski, któremu nadano godność generalnego inkwizytora Hiszpanii, używał tychże samych praw. Domyślać się należy, że gdy herezja nie przeniknę­ła jeszcze była do stanów kastylijskich, nie miano* zatem potrzeby uciekać się do dominikanów.

Po śmierci papieża Grzegorza XI w r. 1378 i po mianowaniu przez Rzymian Urbana IV jego następ­cą, niektórzy niezadowoleni kardynałowie zgro­madzili się zewnątrz Rzymu i wybrali drugiego pa­pieża pod imieniem Klemensa Vn. Wtenczas to zaczęło się wielkie rozdwojenie kościoła zachodnie­go, trwające aż do roku 1429, w którym papież Kle­mens VIH zrezygnował. Rewolucja ta wpłynęła na stan inkwizycji, równie jak i na inne punkty zakonnej karności. Instytucja dominikanów rozdwoiła się; mnisi mieszkający w Portugalii, mieli generała, który uznawał Urbana, a inni znowu po­słuszni byli Klemensowi. W następstwie tego, każ­dy z dwóch wybranych papieży, oraz ich odnośni następcy, mianowali inkwizytorów wedle woli swo­jej, co wywołało niezgodę pomiędzy samymi inkwi­zytorami. Lecz na nieszczęście ludy hiszpańskie nie cieszyły się żadną przerwą w ciągu tych sporów, a każdy inkwizytor podwajał tylko gorliwość i srogość. Egzekucje i proskrypcje tak się wzmogły, iż około połowy piętnastego wieku zabrakło ofiar dla inkwizycji, chociaż najlżejsze podejrzenie wystar­czało zawsze do zguby nieszczęśliwego.

W tej samej epoce papieże mianowali nowych inkwizytorów, w prowincjach Algarbii i Walencji, gdzie jeszcze takowi dotąd nie istnieli. Dla uła­twienia inkwizytorskich poszukiwań, dawne inkwi­zytorskie obręby również uległy topograficznym zmianom. Kastylia miała także swoich generalnych inkwizytorów, mianowanych przez papieża Bonifa­cego IX; lecz gdy królestwo to podlegało wówczas Benedyktowi XIII, znanemu pod nazwą Antypapieża Piotra de Luna, inkwizytorowie ci nie mogli spełniać swojej straszliwej misji, a Kastylia dosta­ła się istotnie pod jarzmo Świętego Oficjum, do­piero w epoce, kiedy Izabella, małżonka Ferdynan­da króla Aragonu, odziedziczyła Kastylijskie kró­lestwo, które przyłączyła do krajów swojego męża. Wtedy, t. j. ku końcowi piętnastego wieku, zapro­wadzono tam inkwizycję, po zreformowaniu jej przez nadanie nadzwyczaj srogich statutów i reguł.

Inkwizycja ta, zwana nowoczesną, istniała w Hiszpanii od roku 1481 do chwili, w której po raz pierwszy znieśli ją Francuzi; co nastąpiło z wielkim zadowoleniem wszystkich Hiszpanów, przy­jaciół tolerancji, ludzkości i światła.

Ponieważ w zakres tego dzieła nie wchodzi roz­winiecie dawnej inkwizycji, w sposób mogący przerwać nasze opowiadanie, wstrzymywaliśmy się aż dotąd od wykazania wszystkich przestępstw, za jakie inkwizycja prześladowała, tudzież sposobu postępowania jej trybunałów, jak równie kar i pokut, jakie zadawała. Mniemamy jednak, że należy wspom­nieć o nich w tej drugiej części, dla zwrócenia na nie z góry uwagi czytelnika i poznajomienia go ze wszelkimi czynami Świętego Oficjum. Co do kar, jakie wymierzali inkwizytorowie na swoje ofia­ry, tak w biegu procedury, jak i w chwili obchodu auto-da-fe, opisanie ich zastrzegamy sobie, gdy przyjdziemy do epoki inkwizycji nowoczesnej, ma­jącej na czele słynnego inkwizytora generalnego Torquemadę, który wymyślił tortury, a okrucień­stwem i obłudą przeszedł wszystko, co dotąd widziano.

O karach i pokutach naznaczanych przez dawną inkwizycję

5/5 - (3 votes)

Skutkiem powszechnego zepsucia pojęć i zasad kanonicznych, trybunał inkwizycyjny, chociaż duchowny, przyznawał sobie prawo oznaczania wszel­kiego rodzaju kar doczesnych, wyjąwszy kary śmierci, i jeżeli nie miał władzy jej wyrzekania, dla kompensaty ustanowił, że skazani będą relaksowani t. j. wydawani w ręce sędziów świeckich, którzy wtedy zmuszeni byli skazywać ich na męki.

A tak, od lekko podejrzanych o błędy heretyckie aż do heretyków formalnie zatwardziałych i here­tyków recydywistów, każdy z tych nieszczęśliwych ponosił kary i pokuty, wzbudzające koniecznie żywe oburzenie przeciw trybunałowi, który je naznaczał w imieniu Boga miłosiernego i dobrotliwego.

Najmniejszej karze podlegał obwiniony, uważa­ny za lekko podejrzanego. Winien on był najpierw zgodzić się na uroczyste wyprzysiężenie się herezji, o jaką był podejrzany, następnie przygotowywano rodzaj obrzędu, na który zapraszano z góry wszyst­kich mieszkańców miasta. W dniu oznaczonym du­chowieństwo i lud zbierali się w kościele, oskarżony, lekko podejrzany, umieszczony był na wzniesionym tam rusztowaniu, gdzie stał z odkrytą głową. Odprawiano mszę świętą, a inkwizytor, przerywając służbę bożą, po epistole, miał kazanie przeciw heretykom.  Po czym podawano skazanemu krzyż i Ewangelię, i kazano mu złożyć wyprzysiężenie się, które powinien był podpisać, jeżeli pisać umiał-Następnie inkwizytor udzielał mu rozgrzeszenia, nawracał go, i nakazywał następującą pokutę:

„W dni Wszystkich Świętych, Bożego Narodze­nia, Trzech Króli i Najświętszej Panny Gromnicznej, tudzież każdej niedzieli postu, nawrócony miał się znajdować w katedrze i asystować procesji w ko­szuli, boso, z rękami na krzyż złożonymi; biskup lub proboszcz powinien go wtedy biczować, wyjąwszy niedzieli kwietniej, kiedy nastąpi pojednanie. W po­pielcową środę w tenże sam sposób powinien był znajdować się w katedrze, gdzie na cały czas postu wyganiano go z kościoła, w przeciągu zaś tego czasu powinien byt stać u drzwi, i stamtąd asystować służbie bożej. Zajmie to samo miejsce w „Wielki Czwartek, kiedy znowu nastąpi pojednanie. Każdej niedzieli postu będzie w kościele, gdzie po pojedna­niu wróci na swoje miejsce u drzwi, zawsze nosić będzie na piersiach dwa krzyże, koloru różnego od odzieży.”

Ta pokuta trwać miała przez lat trzy dla lekko podejrzanych o herezyjne błędy, pięć lat dla moc­no podejrzanych, a siedem dla gwałtownie podej­rzanych.

Heretycy formalni i dogmatyzujący, żądający nawrócić się, mieli po wyprzysiężeniu się i otrzy­maniu rozgrzeszenia, być zamknięci w więzieniu aż do śmierci.

Jeżeli oskarżony był heretykiem zatwardziałym lub upornym, skazywano go na oczyszczenie cho­ciaż nie był recydywistą. Zdarzało się jednak nie­kiedy, iż potrafiono go nawrócić przed auto-da-fe; w takim razie nie ginął, lecz zamykano go w wię­zieniu na zawsze.

Heretyk recydywista nadaremnie oświadczał się z postanowieniem powrotu do wiary; nie mógł już w żaden sposób uniknąć .kary śmierci; wy­świadczano mu jedynie tę łaskę, iż zwalniano go od mąk na stosie. Kat dusił go przed wydaniem na ogień.

Skazywano zaocznie obwinionych, którzy albo uciekli z więzienia, albo też takich, których nie można była aresztować, palono ich wyobrażenia. To samo działo się z kośćmi heretyków zmarłych przed nawróceniem.

A tak, inkwizycja nie przebaczała nikomu; obecni, nieobecni, a nawet umarli, zarówno figuro­wali haniebnie w auto-da-fe.

Niezależnie od wspomnianych kar i pokut, inkwi­zytorowie wymierzali jeszcze kary pieniężne, jak całkowita lub cząstkowa konfiskata majątku obwi­nionych i kontrybucje, stosownie do okoliczno­ści. Wygnanie, deportacja, infamia, utrata urzędu, zaszczytów i godności, należały także do liczby kar wymierzanych przez inkwizycyjne trybunały.

Ważną była okolicznością w wyrokach świętego oficjum formuła, umieszczona na końcu, dotyczą­ca oczyszczenia skazanego, w której inkwizytoro­wie prosili sędziego świeckiego, aby nie stosować kary głównej. Prośba ta zawsze tylko stanowiła formalność dyktowaną przez obłudę; liczne bowiem przykłady przekonywają, że skoro sędzia, stosując się do tej prośby, nie wydawał winnego na karę, to inkwizycja ścigała jego samego, i brała pod sąd jako podejrzanego o herezję, z uwagi, że niedbalstwo sędziego w wykonywaniu praw cywilnych przeciw heretykom, dostatecznie już czyniło go podejrzanym.

Zakończamy ten rozdział zamieszczając tu w ca­łości akt świętego Dominika, dotyczący nawróce­nia jednego heretyka. Ten dokument z pierwszych czasów inkwizycji, da dokładne pojęcie o srogości kar, wymierzanych na osoby w owym czasie nawra­cane, i przekona, że jeżeli Ś-ty Dominik nie szczycił się sławą założenia inkwizycji, jak o tern zapewniali niektórzy pisarze, to godnym był przynajmniej stać na czele inkwizytorów. Oto ów akt:

„Wszystkim wiernym chrześcijanom, którzy otrzymają ten list, Fr. Dominik, kanonik z Osmy, najniższy z grzeszników, pozdrowienie w Jezusie Chrystusie.

„Na mocy upoważnienia księdza de Citeaux, legata świętej apostolskiej stolicy (którego obowią­zani jesteśmy reprezentować), nawróciliśmy od­dawcę tego pisma, Roberta Ponce, który za łaską Bożą opuścił sektę heretyków; i rozkazaliśmy mu (po otrzymaniu obietnicy pod przysięgą, iż wy­kona nasze rozkazy), aby przez trzy następne niedziele, zdjąwszy odzież, pozwolił się prowadzić od bramy miasta aż do bramy kościoła, księdzu, który go będzie ciąć rózgami. Również nakazujemy mu za pokutę, aby nie jadł ani mięsa, ani jaj, ani sera lub wszelkiego innego posiłku pochodzącego z królestwa zwierzęcego, a to przez całe życie, wy­jąwszy w święta „Wielkiejnocy, Zielonych Świątek i Narodzenia Pańskiego, w które mu takowe jeść dozwalamy, a to na znak wstrętu do dawnej herezji; aby trzy razy do roku odprawiał post wielki i nie jadł przez ten czas ryby; aby przez całe życie pościł trzy razy na tydzień, wstrzymując się od ry­by, oliwy i wina, wyjąwszy w razie choroby lub ciężkiej pracy według pory; aby nosił odzież reli­gijną, tak co do kształtu jako i koloru, z dwoma małymi krzyżami wyszytymi na każdej stronie piersi, aby jeżeli to łatwo nastąpić może, każdego dnia wysłuchał Mszy świętej, a w niedzielę i święto znajdował się na nieszporach; aby pilnie odmawiał modlitwy dzienne i ranne, a „Ojcze Nasz” po siedem razy w dzień, po dziesięć wieczorem, a po dwanaście o północy; aby żył czysto, i aby to pismo okazywał raz w miesiąc proboszczowi swojej parafii, w Cereri, któremu rozkazujemy, aby był uważany za he­retyka, krzywoprzysięzcę i wyklętego i aby był wy­dalony z towarzystwa wiernych.”

Początek herezji i inkwizycji

5/5 - (3 votes)

Zaraz prawie po ustanowieniu chrześcijańskiej religii, pomiędzy wyznawcami jej powstały herezje. Pierwsze wieki kościoła wydały najwięcej sektarzy, na których czele stawali prawie zawsze biskupi i arcybiskupi. W tym to czasie pojawili się kolejno: Gnostycy, nauczający, że wiara dostateczną była bez dobrych uczynków; Mikołaici, żądający wspól­ności żon; Arianie, zaprzeczający współistotności, to jest równości istoty Syna z Ojcem, w Trój­cy Świętej; Apollinaryści, utrzymujący, że Jezus Chrystus nie przybrał podobnego nam ciała ludzkiego, ani rozumnej duszy; Nestorianie, głoszący że Maria nie była wcale Matką Bożą.

Monoteiści, obrońcy jedynej woli w Jezusie Chrystusie; Ikonoklaści, odmawiający wiary w obrazy, i niszczący takowe; Montaniści, utrzymujący, iż Duch Święty opowiadał przez usta Montana naukę daleko do­skonalszą od nauki apostołów; Pelagianie, których system dążył do zniesienia potrzeby łaski; Manicheusze, ustanawiający dwie zasady, jedną dobro­czynności, drugą wyrządzania złego; Donatyści, twierdzący, że prawdziwy kościół zniknął wszędzie, wyjąwszy jedyny ich, który posiadali w Afryce; fryscylianie, zapewniający że dusze były tej samej istoty co Bóg; Maccdonianie, zaprzeczający bóstwa Duchowi Świętemu, tudzież wiele innych sekt, wy­znających więcej lub mniej potępienia godne, wię­cej lub mniej śmieszne dogmaty.

Lecz herezja była błędem umysłu. Jezus Chry­stus żąda przebaczenia dla tego, kto w nią popadł, i pojednania się z nim nie tylko po dwakroć, jak wyrzekł Ś-ty Paweł, lecz po siedemdziesiąt siedem razy, to jest, ilekroć w nią wpadnie i żałować tego będzie; co przypuszczać każe, iż nie należy nigdy karać śmiercią człowieka będącego w błędzie.

Taka była niezmiennie nauka kościoła w pierw­szej jego epoce, to jest w pierwszych trzech wiekach, czyli do czasów soboru konstancjańskiego. Powszechne wówczas istniało przekonanie, że z heretykami należało postępować łagodnie i ludzko, według natchnień miłosierdzia, aby nie utwierdzać ich bardziej w uporze. Kościół nie myślał zgoła o ustanowieniu kar cielesnych na heretyków; karał ich jedynie ekskomuniką, a tylko wówczas uciekał się do surowości, gdy wyczerpał wszelkie środki perswazji, dla sprowadzenia ich na nowo do wiary. Wnosić należy, że do takiego postępowania, skła­niała pod pewnym względem kościół niemożność użycia świeckiej władzy przeciw heretykom, ponie­waż monarchowie byli jeszcze poganami; lecz nie­mniej zapewnić można, że nie wydano żadnego prze­śladującego edyktu.

Gdyby pierwiastkowy system kościoła co do heretyków był się utrzymał ściśle i po soborze konstancjańskim, trybunał inkwizycyjny nie byłby ist­niał nigdy, a zapewne i liczba rodzajów herezji byłaby mniejsza i nie tak trwała. Ale papieże i biskupi czwartego wieku sądzili, iż obowiązkiem ich jest wytępienie herezji: zaczęli naśladować postę­powanie, które niegdyś ganili duchownym pogań­skim, a potem korzystając z wpływu swojego na cesarzów, którzy przyjęli wiarę katolicką, skłonili Konstantyna i jego następców do ustanowienia praw cywilnych o heretykach, do uważania herezji za występki podpadające pod dolegliwe kary. W dru­giej więc epoce kościoła, to jest w przeciągu czasu od czwartego do ósmego wieku, ustanowiono kolej­no następujące kary: pozbawienie czci (infamia), pozbawienie godności i urzędów, konfiskatę majątku, pozbawienie prawa spisywania testamentu i dzie­dziczenia na zasadzie nadawczego przywileju, tudzież skazywanie na większe lub mniejsze kary pieniężne stosownie do okoliczności.

Zaledwie papieże uzyskali prawo cielesnego ka­rania heretyków, wnet ujrzeli potrzebę żądania innych, daleko surowszych praw, jak np. chłosta, wygnanie i deportacja.  Samych tylko Manicheuszów i Donatystów karano śmiercią, z powodu za­mieszek, jakie wywołali w Afryce, a nawet w samym Rzymie; lecz dla uchronienia się od prześladowań, jakimi cesarscy sędziowie obowiązani byli ścigać heretyków, dosyć było dobrowolnie wyprzysiądz się herezji, ponieważ władza sądowa była dopiero jeszcze tylko w wyłącznych wypadkach biskupom przyznawana.

Kościół hiszpański trzymał się wiernie ogól­nych praw karnych do chwili czwartego koncylium w Toledzie, które zgodnie z królem Sisenandem postanowiło oddanie judajskich heretyków pod roz­porządzenie biskupów, dla ukarania ich i zmuszenia do wyparcia się judaizmu. Kary wymierzane na tych, którzy z chrystianizmu przeszli powrotnie do pogaństwa, stosowano do charakteru delikwenta: ekskomunikowano i skazywano na wygnanie, jeżeli obwiniony był szlachetnego pochodzenia; chłostano, golono i pozbawiono mienia, jeżeli był z niskiego stanu.

W ciągu tej drugiej epoki cesarze i królowie nadali duchowieństwu mnóstwo przywilejów. Wkrót­ce potem pojawiły się fałszywe dekretalia, stwier­dzone powszechną prawie ciemnotą, jaka nastąpiła po wtargnięciu barbarzyńców. Dekretalia te nadały papieżom rzymskim taką przewagę u chrześcijańskich ludów, iż nie wątpiono, że władza papieska jest nieograniczona i że rozciągać się winna nawet do władzy świeckiej. I rzeczywiście, skoro tylko Rzy­mianie wygnali ostatniego swojego księcia Bazyle­go, papież Grzegorz II objął cywilne rządy Rzymu, a następca jego Grzegorz III w traktatach zawiera­nych z królami Longobardów, postępował zupełnie’ w charakterze świeckiego monarchy. Od tej pory papieże rozdawali królewskie korony, i bez oporu przywłaszczyli sobie prawo uwalniania poddanych od przysięgi wierności.  Posiedli oni taki wpływ, iż wszyscy chrześcijańscy królowie przekonali się o potrzebie dogadzania wszelkim zachceniom przy­jemność im sprawić mogącym. Przekonamy się ni­żej, ile to ustępstwo sprzyjało ustanowieniu in­kwizycji. Dotychczas papieże nie myśleli jeszcze o wybieraniu ludzi obowiązanych przekonywać się o prawowierności chrześcijan, trzymano się więc dawnych przepisów kościoła co do heretyków, usi­łując ich nawracać.

Lecz w trzeciej epoce ten system umiarkowa­nia i łagodności nieznacznie się zmienił, i od czasu wstąpienia na tron cesarza Michała, odnowione zo­stały wszelkie prawa skazujące na karę śmierci he­retyków Manicheuszów.   Ksiądz Teofan, sławny z pobożności i nauki, nie wahał się utrzymywać, iż palenie heretyków zgadzało się z duchem Ewangelii. Wkrótce potem Goteskal, zakonnik od Ś-go Bene­dykta, ogłosił błędną naukę o przeznaczeniu. Na­tychmiast zgromadziło się koncylium złożone z trzy­nastu biskupów i kilku opatów i skazało go na uwięzienie i na publiczne ochłostanie stu razami. Na początku jedenastego wieku, wykryto w Orlea­nie i w kilku innych miastach Francji heretyków zdających się wyznawać naukę Manicheuszów. By­ło to dostateczne do zwołania innego koncylium, które ich skazało na spalenie.  Wydano ich świec­kiej władzy, i ponieśli karę, którą im biskupi na­znaczyli.

Jednocześnie dwór rzymski rozkazał prześla­dowanie heretyków uważać za czyn zasługi, i w nagrodę tego rodzaju poświęcenia dla sprawy religii, wydawać apostolskie indulgencje. Te przykła­dy i wiele innych, które tu wymieniać byłoby za długo, przekonywają, jak dalece już oddalono się od zasady praktykowanej w pierwszych dwóch epokach kościoła chrześcijańskiego. Przez coraz to większą surowość, przygotowano kraje chrześcijańskich królów do przyjęcia inkwizycji, usta­nowionej dla prześladowania heretyków i apo­statów.

Taki był stan umysłów na początku czwartej epoki, wówczas gdy sławny Hildebrand zasiadł na apostolskim tronie pod imieniem Grzegorza VII. Przewaga, z jaką ten papież potrafił wpływać na chrześcijańskich monarchów, jakkolwiek przeciwna duchowi Ewangelii, przeszła wszystko co się działo za jego poprzedników. Zbuntowani Saksonowie obwinili przed papieżem cesarza Henryka m o herezję, a gdy się nie stawił na wezwanie, Grzegorz VII rzucił nań klątwę, uwolnił jego poddanych od przy­sięgi wierności i dozwolił obrać sobie innego mo­narchę. W owych nieszczęśliwych czasach panowa­ła tak wielka ciemnota, że ani królowie, ani bisku­pi nie byli w możności porozumieć się względem przeszkodzenia nadużyciom tego papieża i jego na­stępców co do klątw we dwunastym wieku.

Należy tu nadmienić koniecznie, że od czasu roz­dzielenia się dwóch cesarstw, aż do jedenastego wie­ku, kościół zachodni prawie zawsze cieszył się głę­bokim pokojem, i że jeżeli pokój ten bywał niekie­dy zakłócony, to ani herezja, ani heretycy, nie mie­li w tern żadnego czynnego udziału; lecz po zerwa­niu unii istniejącej między papieżami a cesarzami, powstały między nimi gwałtowne zatargi, które rozszarpały Zachód. Papieże i liczni ich stronnicy zapragnęli podnieść władzę kościoła do nieograniczoności; ze swojej strony cesarze pracowali ciągle nad osłabieniem tej władzy i nad utrzymaniem jej w najsprawiedliwszych granicach. Walka ta zro­dziła herezje Arnodystów, Wodejczyków, Albigensóio i t. p., daleko straszliwsze dla papieskiej władzy, bo wszystkie o których wspomnieliśmy wyżej, zbijały jedynie tajemnice wiary, a heretycy dwunastego wieku uderzali w najczulsze miejsca, mianowicie w moralność, karność i włącznie w po­wagę kościoła.

Ponieważ papieżom najwięcej chodziło o wyko­rzenienie tych herezji, więc dla dopięcia tego celu nic nie szczędzili, a nie poprzestając na najpilniej­szych śledzeniach, ośmielali się zabronić monarchom, nie będącym już ich wasalami, cierpienia herety­ków w swoich krajach, i rozkazywali aby ich powyganiano.

A tak wszystko zapowiadało ustanowienie inkwizycji, a idee rozpowszechnione podczas wojen krzyżowych ostatecznie dopomogły do usunięcia lekkich przeszkód, jakie papieże napotkać jeszcze mogli ze strony monarchów i biskupów. Już ludy przejęte były niedorzeczną maksymą, że nie tylko wolno prowadzić wojnę z tymi, których wiara różni się od wiary nauczanej przez kościół, ale nadto, że taka wojna stanowiła zasługę.

Nie zadowoleni ogłaszaniem krucjaty przeciw mahometanom, papieże rzymscy wzywali ludy do pochwycenia oręża w celu wytępienia heretyków w kra­jach chrześcijańskich, których przede wszystkim wyklinali. Więcej jeszcze uczynił Aleksander III: wyprawił do Francji legata swego, księdza de Clairveaux, dla wojowania z tymi heretykami, i widzia­no jak ów prałat, zbrojny tępiącym mieczem, wal­czył na czele sfanatyzowanego wojska i kilka francuskich prowincji spalił lub krwią zalał.

Krucyata takowa nie przyniosła wcale skutków, jakich się spodziewała stolica apostolska, oprócz kilku pozornych korzyści, które odniósł legat; na­stąpiło tylko to, co się widzi zawsze przy prześlado­waniu jakiegoś stronnictwa, że zamiast wytępienia go za pomocą użytych przeciw niemu surowych środków, owszem przyczyniono się do jego wzrostu. Papież Lucyan II słusznie zatrwożony wytrwaniem Albigensów, Wodejczyków, Ubogich z Lyonu i w ogólności wszystkich heretyków narbonejskiej Gallii, zwołał w 1184 r. wielkie koncylium do Werony, na którem miał się znajdować i cesarz Fryderyk I.

Koncylium to uchwaliło najsurowsze środki przeciw heretykom: postanowiło, że hrabiowie, ba­ronowie i inni panowie zaprzysięgną udzielanie zbrojnej pomocy kościołowi, dla wykrycia herety­ków i karania ich, a to pod rygorem ekskomuniki i pozbawienia ich własności ziemskich i urzędów; że mieszkańcy zobowiążą się również przysięgą do denuncjowania biskupowi, lub jego wysłańcom, wszyst­kich osób podejrzanych o herezję lub potajemne stowarzyszenia tworzących; że biskupi sami po dwa razy na rok zwiedzać będą wszystkie miasta i wsi swoich diecezji, w celu wykrycia heretyków; że wszyscy przez biskupów za heretyków uznani, a nie przyznawający się do swego występku, wydawani będą świeckiej sprawiedliwości; że na koniec trwają­cy w herezji na zawsze pozbawieni zostaną czci i usunięci od urzędów. W skutek takich postano­wień i za radą legata stolicy apostolskiej w Hiszpanii, Alfons II, król aragoński, rozkaz Wodejczyków, Ubogich z Lyonu, tudzież heretyków wszelkich in­nych sekt, wygnać ze swoich posiadłości, i zabronił poddanym swoim udzielać im schronienia, pod za­strzeżeniem kary za obrazę majestatu i konfiskaty majątków. Rozporządzenia te ponowił we trzy lata później syn jego Piotr II, pozwalając dotykać osoby nieposłusznych heretyków wszelkiego rodzaju prze­śladowaniami, wyjąwszy śmierci i wytrzebienia.

Kanoniczne przepisy postanowione przez koncylium werońskie w 1184 r. sprawiły, iż niektórzy, historycy datują od tej epoki zaprowadzenie inkwizycji. Główna idea tego kanonu bez zaprzeczenia stanowiła podstawę reguł tej instytucji. Zważywszy atoli, że owo koncylium zaleciło biskupom utrzyma­nie wiary, przekonamy się, że pisarze ci byli w błę­dzie. Wprawdzie koncylium werońskie ustanowiło to co uważało za potrzebne dla prześladowania here­tyków; lecz wypadało ustanowić jeszcze ciało du­chowne różniące się od władzy biskupiej, obowiąza­ne wykrywać i ścigać heretyków, a zależące bezpo­średnio od papieży, ciało tak uorganizowane, iżby królowie i inni monarchowie obowiązani byli ule­gać mu, pod karą klątwy i pozbawienia rządów. Organizacja takiego ciała nastąpiła dopiero w począt­ku trzynastego stulecia.

[Dzieje inkwizycji hiszpańskiej]

Przemówienie Jana Pawła II do naukowców, część II

5/5 - (2 votes)

kontynuacja trzeciego rozdziału pracy magisterskiej

System społeczny współczesnych państw, służba zdrowia i szkolnictwo, procesy gospodarcze i dorobek kulturalny – wszystko to w ogromnym stopniu określane jest przez wpływ tych nauk. Chodzi jednak o to, aby nauka nie pozbawiała człowieka jego podmiotowości. Również w sferze kultury technicznej człowiek dla zachowania swej godności musi pozostać wolnym, a sens tej kultury powinien polegać na poszerzaniu tej wolności.

Refleksja nad godnością osoby ludzkiej i jej dzisiejszym znaczeniem możliwa jest także niezależnie od wiary. Rozum naturalny jest zdolny do odróżniania prawdy od fałszu, dobra od zła oraz do poznania wolności jako zasadniczego warunku ludzkiej egzystencji. Świadomość ta upowszechnia się w całym świecie; niczego innego nie dotyczy wszak idea praw człowieka, której nie mogą zanegować nawet ci, którzy nie respektują tych praw w praktyce.

Mnożą się także głosy, które nie chcą zadowalać się immanentnym ograniczeniem nauki i pytają o całą prawdę ludzkiego życia. Można by powiedzieć, że wiedza i badania naukowe rozwijają się w nieskończoność i właśnie dlatego zwracają się niepowstrzymanie ku swoim źródłom. Stare pytanie o wzajemne związki wiedzy i wiary nie tylko nie straciło na aktualności w wyniku rozwoju współczesnych nauk, lecz właśnie w naszym świecie coraz bardziej przenikniętym nauką okazało w pełni swą żywotność.

Zdaniem Ojca Świętego ograniczanie się do aspektu: nauka w służbie kultury a przez to w służbie człowiekowi, byłoby niewystarczające. W obliczu kryzysu należy przypomnieć sobie, że uprawianie nauki nie polega tylko na służeniu jakimś pozanaukowym celom. Poznawanie prawdy ma sens samo w sobie. Jest to proces o charakterze ludzkim i osobowym, dobro ludzkie wysokiej rangi. Czysta teoria jest już pewnym sposobem ludzkiej praktyki, a człowiek wierzący oczekuje najwyższej, jednoczącej go na wieki z Bogiem praktyki. Jest ona oglądem, a więc teorią.

Nauka ma swój sens i jest usprawiedliwiona wówczas, gdy rozumie się ją jako drogę do poznania prawdy, a prawdę – jako dobro człowieka. Wówczas usprawiedliwiony jest także postulat wolności nauki, bo jakże inaczej może urzeczywistnić się dobro człowieka, jeśli nie poprzez wolność? Nauka musi być wolna także w tym sensie, że jej uprawianie nie może być określane przez bezpośrednie cele utylitarne, korzyść społeczną, czy interes ekonomiczny. Nie znaczy to, że musi być ona z zasady oddzielona od praktyki.

Oddana prawdzie nauka nie da się sprowadzić do modelu funkcjonalizmu czy jakiegoś innego modelu, ograniczającego pojmowanie racjonalności naukowej. Nauka musi być otwarta, a także wielostronna i dlatego nie musimy się obawiać utracenia jakiejś ujednolicającej orientacji. Orientację nauki określa trój-jedność osobowego rozumu, wolności i prawdy. W ramach tej jedności usprawiedliwiona i zagwarantowana jest wielkość konkretnych dróg poznania. Jan Paweł II nie miał zastrzeżeń co do tego, by również naukę o wierze widzieć w perspektywie tak pojętej racjonalności. Kościół pragnie, by istniały samodzielne badania teologiczne, stanowiące dziedzinę odrębną wobec Magisterium Kościoła, ale świadome swoich zobowiązań wobec tego Magisterium we wspólnej służbie prawdzie i Ludowi Bożemu. Nie można wykluczyć powstawania napięć, a także konfliktów. Ale przecież we wzajemnych stosunkach Kościoła i nauki nigdy nie da się tego wykluczyć. Ma to swoją przyczynę w skończoności naszego rozumu, który jest ograniczony w swym zasięgu, a do tego narażony na błędy. Jednak możemy zawsze mieć nadzieję na pojednawcze rozwiązanie, właśnie wtedy, jeśli stawiamy na zdolności tego rozumu do poznawania prawdy.

W minionej epoce szermierze nauki walczyli z Kościołem, używając haseł rozumu, wolności i postępu. Dziś, w obliczu kryzysu sensu nauki, wielorakich zagrożeń jej wolności oraz zwątpienia w postęp, mamy do czynienia niemalże z odwróceniem frontów dawnych walk. To Kościół opowiada się dziś za rozumem i za nauką, w której rozum realizuje swą godność jako dobro ludzkie i osobowe, a także opowiada się za postępem w służbie ludzkości, która potrzebuje tego postępu dla zabezpieczenia swego życia i swej godności. Podejmując to zadanie, Kościół i wszyscy chrześcijanie stają w centrum walki o oblicze naszych czasów. Zadowalające rozwiązanie pilnych problemów sensu ludzkiej egzystencji, znalezienie kryteriów działania i przekraczającej rzeczywistość nadziei możliwe jest tylko w zespoleniu myślenia naukowego z poszukującą prawdy siłą wiary człowieka.

Walka o nowy humanizm, na którym mógłby się oprzeć rozwój trzeciego tysiąclecia, będzie uwieńczona sukcesem tylko wówczas, jeśli wywrócona zostaje żywotna zgodność poznania naukowego z prawdą objawiona człowiekowi jako dar Boży.

Rozum człowieka jest wspaniałym instrumentem poznania i kształtowania świata. Dla urzeczywistnienia całej pełni ludzkich możliwości potrzebuje on jednak otwarcia na słowo wiecznej prawdy, ucieleśnione w Chrystusie.

Na zakończenie przemówienia Jan Paweł II przypomina, że spotkanie powinno być znakiem gotowości do dialogu między nauką i Kościołem. I dalej pyta: czyż rozważania te nie uwydatniały, jak bardzo dialog ten jest potrzebny? Obie strony powinny kontynuować go z trzeźwością, pokorą i wytrwałością. Potrzebujemy się nawzajem…