Od XXXlX-go doXLV-go generalnego inkwizytora. Panowania Ferdynanda VI, Karola III, Karola IV i Ferdynanda VII

5/5 - (5 votes)

Ferdynand VI, starszy syn Filipa V, nastąpił po ojcu w r. 1746. Perez del Prado był wówczas generalnym inkwizytorem i pełnił: te obowiązki do roku 1758. W owej epoce zajął jego miejsce don Manu­el Quintano Bonifaz, arcybiskup Farsalu. Ten trzy­dziesty dziewiąty generalny inkwizytor Hiszpanii, stał jeszcze na czele inkwizycji w r. 1759, kiedy Ferdynand umarł. Korona przypadła Karolowi III, drugiemu synowi Filipa V, który wówczas zasiadał na tronie neapolitańskim. Panowanie jego trwało około lat dwudziestu dziewięciu, w ciągu których by­ło kilku inkwizytorów generalnych. Quintano Bo­nifaz, wygnany w r. 1761.’ Filip Bertrand biskup Salamanki czterdziesty naczelnik inkwizycji zmar­ły w r. 1783, i Augustyn Rubin de Cevalos, biskup z Jaenu, czterdziesty pierwszy inkwizytor general­ny, który sprawował ten urząd jeszcze w r. 1788, to jest w chwili śmierci Karola III.

Szczęśliwe zmiany pojęć i ciągle wzrastający postęp światła i filozofii, zmusiły święte oficjum zwolnić swą dawną srogość. Wprawdzie zawsze jeszcze rządziło się ono tymi samymi prawami, lecz stosowano je coraz rzadziej; a chociaż liczba spraw była zawsze prawie ta sama, bo święte oficjum nieprzestanie dopuszczało wszelkie denuncjacje, mimo jednak tego na sześćset rozpoczętych spraw zaledwie dziesięć było osądzonych; bo prawie zupełnie znikły przesądy, z powodu których lekkie winy uważano za ciężkie. Za obu tych panowań inkwizytorowie nagle przybrali system umiarkowa­nia, nieznany w historii inkwizycji. Prawie wszyst­kich oskarżonych po lekkiej sekretnej pokucie uwalniano, a jeżeli których skazywano na relaksację lub na kary publiczne, to tak rzadko i szczu­pło w stosunku do poprzedzających periodów, że jeżeli porównamy panowania Ferdynanda VI i Ka­rola III z panowaniem Filipa V ich ojca, zdaje się, że je przedzielały wieki.

Przez czterdzieści trzy lata życia tych synów Filipa, auto-da-fe stały się tak rzadkie, iż w ogóle liczą tylko dwieście czterdzieści pięć skazań, z któ­rych 14 tylko na śmierć, a resztę na uwięzienie. A tak święte oficjum pozostało tylko cieniem owe­go potwornego trybunału, przed którym jeszcze na początku tego samego wieku drżeli wielcy i mali. Wolno-mularstwo i jansenizm prawie zupełnie zaj­mowały inkwizytorów owej epoki. Papież Klemens XIV wydał nową bullę ekskomunikacyjną przeciw wolnym mularzom, a jezuici wówczas wielce wpły­wowi w Hiszpanii, prześladowali wszystkich niepodzielających zdań Moliny o łasce i wolnej woli, których oznaczano nazwą janseniatów. Nienawiść jednej strony ku drugiej wywoływała wzajemne oskarżenia i obronę błędnych wniosków; inkwizycja często poprzestawała na potępianiu ich książek Ta scholastyczna wojna trwała do czasu wygnania jezuitów z królestwa Hiszpanii, które nastąpiło w r. 17G9, za panowania Karola III.

Jednocześnie wskutek zmiany systemu, zaczę­to dopuszczać w Hiszpanii naukę przeciwną zasa­dom ultramontanizmu, tein samem sprzyjającą pra­wom monarchy. Były to jednak te same opinie, za które skazano jako heretyków i bezbożnych tylu prawników i znakomitych uczonych. To co nazywa­no zbrodnią na początku XVIII stulecia, w pięćdzie­siąt lat później stawało się cnotą. Jakkolwiek nag­łe było to przejście, pojmujemy, że nastąpić nie mogło przynajmniej bez spiesznego przebycia sto­pniowania. To też n. p. wygnanie jezuitów pozos­tawiło po sobie bardzo potężną frakcję w inkwizycji, która chciwie przyjmowała wszelkie doniesie­nia przeciwko ludziom, którzy wy wołali to wygnanie lub którzy przynajmniej byli jego stronnikami. — W liczbie takich osób znajdował się hrabia de Roda minister sekretarz stanu, który żądał wygnania Towarzystwa Jezusowego; dwóch arcybiskupów i trzech biskupów, członków rady nadzwyczajnej, którzy głosowali za wygnaniem; Campomanes uczo­ny literat i filozof; hrabia de Florida Blanca, minis­ter i sekretarz stanu; hrabia poseł we Francji, Paweł 01avide prefekt Sewilli, hrabia Riela minister wojny, Clavio uczony naturalista, Benedykt Bayle wielki matematyk, Tomasz Iriate głęboki literat, i tylu innych obwinionych o wyzna­wanie filozoficznych opinii, które nazwano bezbożnymi. Wiele osób prześladowano także za janse­nizm; ale wytoczone im procesy pozostawały bez skutku; gdy frakcja jezuitów wkrótce swój wpływ straciła, znalazła się w niemożności urządzania tych spraw i zamilknąć musiała.

Inkwizycją hiszpańska za panowania Karola III prześladowała także francuskiego księdza Clementa, później biskupa wersalskiego. Gdy bawił w Madry­cie, gorliwy o czystość nauki, sądził, że należy ko­rzystać z dobrych usposobień dworu i ziścić tak często chybiające nadzieje. Ułożył on projekt o poddaniu inkwizycji pod rozporządzenie każdego diecezjalnego biskupa; o zobowiązaniu wszystkich zakonników i zakonnic do uznania diecezjalnego biskupa za swojego zwierzchnika i do słuchania go; o niedozwalanie na żadne różniące się szkoły teologii.

Gdyby ten Francuz znał dobrze Hiszpanię i stan ówczesnych mnichów, byłby niewątpliwie przewi­dział, na jakie naraża się prześladowania, ponieważ uzbroił przeciw sobie dwie tak potężne korporacje jak inkwizytorowie i zakonnicy. I rzeczywiście gdy szpiedzy wywiedzieli się o jego zamiarze, denuncjowali świętemu oficjum księdza Cleinenta jako heretyka, lutra, kalwinistę i nieprzyjaciela wszyst­kich zakonów. Tymczasem inkwizycja dawniej tak śmiała, nie odważyła się aresztować księdza Clementa, bo go dwór protegował, i skończyło się na tern, iż schronił się do Francji.

Mimo istniejących jeszcze wówczas nadużyć, wy­znać należy, że inkwizytorowie za czasów Ferdy­nanda IV i Karola III byli to ludzie niezmiernie umiarkowani, w porównaniu do inkwizytorów z cza­sów Filipa V, a mianowicie do jeszcze dawniej­szych.

Karol IV wstąpił na tron dnia 17 listopada 1788 r., gdy czterdziesty pierwszy inkwizytor ge­neralny Cevallos jeszcze urząd swój sprawował. Cezallos umarł w r. 1792 i zastąpił go don Manuel Abady la Sierra, arcybiskup Selimbryi; ale dwór zmusił tego czterdziestego drugiego inkwizytora generalnego do wzięcia dymisji, czego tenże dopeł­nił w r. 1794 Następnie król mianował czterdzies­tego trzeciego inkwizytora generalnego, w osobie kardynała arcybiskupa Toleda, don Franciszka Lorenzana, którego także skłonił do usunięcia się i do oddania w r. 1799 swojego miejsca arcybiskupowi don Romanowi Józefowi de Arce, patriarsze Indii. De Arce czterdziesty czwarty inkwizytor general­ny, stał jeszcze na czele hiszpańskich inkwizyto­rów, gdy Karol IV abdykował na rzecz swojego syna.

Za panowania Karola IV oświecenie zaczynają­ce przenikać do Hiszpanii, poczyniło od połowy XVIII wieku znaczne postępy. Dwie wielkie przeszko­dy tamujące jego rozkrzewianie się, już nie istniały od czasu reformy sześciu kolegiów Kastylii i od wygnania jezuitów.

Margrabia de la Ronda, główny sprawca tego podwójnego politycznego środka, umiał wzbudzić powszechne współubieganie się i we wszystkich klasach rozkrzewiać światło i gust do nauki; w przeciągu dwudziestu lat, które poprzedziły rządy tego monarchy, wykształciło się mnóstwo ludzi za­służonych i wystąpiło wpośród zdziwionej Hiszpanii.

Ale wypadek najbardziej stanowczy, najwięcej wpływający na wyswobodzenie ludów i na po­wrót społeczności do zasad prawa przyrodzonego, wywarł w Hiszpanii przeciwny skutek i zatrzymał popęd dany Hiszpanom przez filozofów i uczonych tego narodu. Mówimy tu o rewolucji francuskiej. Mnóstwo dzieł o prawach człowieka i obywatela, o prawach ludu” i narodów w tej chwili ukazało się we Francji i zalało Hiszpanię. Karol IV monarcha samowładny, zatrwożył się zasadami wyznawanymi przy jego granicach.  Wiedział, że poddani jego chciwie czytają wszystkie utwory spłodzone przez ducha wolności i że we wszystkich prowincjach krzewią się nowe pojęcia. Ministerium zatem hisz­pańskie w zamiarze zachowania despotycznej wła­dzy, obawiając się zarazy, dla powstrzymania poli­tycznej francuskiej doktryny, uciekło się do środka cofnięcia wstecz umysłu ludzkiego. Polecono gene­ralnemu inkwizytorowi przejmować wszystkie francuskie książki i dziennik; każdy więc inkwizytor dokładał wszelkich starań do przeszkodzenia tajem­nemu ich wprowadzaniu do Hiszpanii. Pierwszy minister hrabia Florida Blanca nie poprzestał na tym środku; w następstwie przyjętego systemu na­kazał zniesienie katedr prawa przyrodzonego i pra­wa narodów we wszystkich uniwersytetach i innych zakładach wychowania publicznego. Na koniec rząd wydał inkwizytorom wyraźny rozkaz sprzeciwiania się wprowadzaniu i krążeniu książek wydawanych przez zwolenników nowoczesnej filozofii, jako prze­ciwnych najwyższej władzy i odrzuconych przez Pismo święte, oraz denuncjowania świętemu oficjum wszystkich osób znanych ze swojej przychyl­ności dla zasad francuskiej rewolucji.

Trudno policzyć ile wskutek tego środka rządu Karola IV posypało się denuncjacji. Oskarżano pra­wie wszystkich młodych uczniów hiszpańskich uni­wersytetów i wielu ludzi pierwszych stopni monarchicznego towarzystwa, ale surowość rządu i gor­liwość inkwizytorów, ten tylko wydały skutek, że się zrodziła niezmierna ilość spraw, których in­strukcję prawie zawsze zawieszano dla braku do­wodów, i które dodały nowej siły liberalnym ideom, jakie właśnie wytępić chciano.

Z licznych procesów w owej epoce wytoczonych, niektóre zasługują na uwagę. Proces Marsylczyka Michała des Rieux, znanego w Hiszpanii pod nazwą człowieka natury, przedstawia przerażającą ka­tastrofę, która oburza duszę na niegodziwe se­kreta inkwizycji. Michała des Rieux aresztowano w roku 1791 jako heretyka i wtrącono do wię­zień świętego oficjum. Był to bardzo światły czło­wiek, który w najlepszej wierze oświadczył inkwi­zytorom, że czytanie dzieł Voltaire i Rousseau tu­dzież innych filozofów, doprowadziło go do przeko­nania, że najpewniejszą religią jest religia natu­ralna, inne zaś są tylko wynalazkiem ludzkim, że w badaniach swoich miał on tylko na celu wykry­cie prawdy i że zamierzał porzucić religię naturalną a wrócić do religii katolickiego kościoła, jeżeli mu kto dowiedzie, że był w błędzie.

Jeden biskup podjął się go nawrócić; ponieważ był bardzo wymowny, więc mu się udało j człowiek natury okazał wtedy usposobienie do pojednania się z kościołem; święte oficjum potajemnie zgodzi­ło się na to, ponieważ des Rieux nie był zatwardzia­łym heretykiem, miał więc wystąpić na szczegółowym auto-da-fe dla odbycia pokuty; lecz że tajono przed nim wypadek procesu, zdziwił się zatem mocno, widząc pewnego poranku wchodzących do jego więzienia familiarów, żądających aby przy­wdział san benito, dozwolił uwiązać sobie sznur ko­nopny i iść z zieloną woskową świecą w ręku, dla wysłuchania wyroku w sali audiencjonalnej. Nie­szczęśliwy przeraża się, gniewa i tylko sile ulega. Zaledwie ukazał się we drzwiach sali, postrzega wielkie zgromadzenie przybyłe dla przypatrzenia się auto-da-fe, przestaje być panem siebie, unosi się przeciw barbarzyństwu inkwizytorów i słychać jak przemawia w te słowa: „Jeżeli prawda, że reli­gia katolicka zaleca czynić to co czynicie, jeszcze raz jej się odrzekam, bo niepodobieństwem jest, aby religia pozbawiająca czci ludzi szczerych, była praw­dziwą.” Natychmiast doprowadzono go do więzienia, gdzie nieustannie żądał, aby go zaprowadzono na stos, aż wreszcie znudzony oczekiwaniem na katów powiesił się, połknąwszy pierwej kawałek płótna, aby się prędzej mógł udusić. Taki był opłakany koniec człowieka natury, gdyby był wiedział jaki go los czeka, zapewne nie byłby zadał sobie śmierci.

Proces wytoczony don Ludwikowi de Urguijo, dowodzi także, iż w pierwszych latach panowania Karola IV, święte oficjum wróciło było do swojej groźnej postawy. Kawaler Urguijo, zanim został mi­nistrem, znany był ze swój wielkiej nauki i zami­łowania filozofii, tudzież niezależności myśli. Inkwizycja zamierzała aresztować go, gdy hrabia Aran-da, pierwszy minister, zaprojektował królowi wta­jemniczenie tego młodzieńca w sprawy publiczne i wyjednał mu nominację w roku 1792 na pierw­szego urzędnika w pierwszym wydziale sekretariatu stanu. Inkwizytorowie widząc wyniesienie czło­wieka przeznaczonego na ich ofiarę, ucichli.

Urgugijo kolejno doszedł do stopnia pierwszego ministra, dowiódł że zna sztukę oceniania czasu i ludzi, dokładał wszelkich starań ku wytępianiu nadużyć i wszystkiego co się sprzeciwiało postępo­wi światła; w skutek tego korzystał ze śmierci pa­pieża Piusa VI, i wydobył Hiszpanię z pod zawisło­ści Watykanu, tudzież wymógł podpisanie dekretu wracającego biskupom przywłaszczone sobie przez dwór rzymski ich prawa. Tak śmiały krok musiał doprowadzić do reformy inkwizycji; minister prag­nął nawet, aby ją zupełnie zniesiono i aby jej ma­jątki oddać dobroczynnym zakładom i na użytek publiczny. Zredagował stosowny dekret i przedsta­wił go królowi do podpisu; lecz wkrótce ofiara nędz­nej intrygi, ten minister filantrop, popadł w nie­łaskę. Wtedy to święte oficjum usiłowało napo-wrót pochwycić swoją zdobycz. Urguijo zamknięty w wilgotnych więzieniach, trzymany w nich był w jak największej tajemnicy, aż do czasu abdykacji Karola IV. Urguijo umarł w Paryżu w r. 1817.

Inkwizytorów hiszpańskich zajmowały jeszcze inne odznaczające się sprawy, jak z powodu janse­nizmu tak i z powodu zasad, które posłużyły za podstawę ustawom cywilnym dla francuskiego kleru za konstytuanty. Janseniści mianowicie stanowili przedmiot nowych prześladowań, bo gdy w r. 1798 otrzymali na nowo pozwolenie powrotu do Hiszpa­nii, obecność ich zakłóciła spokojność, którą się po ich wygnaniu cieszono, postępowali zaś tak niepoli­tycznie, że rząd ujrzał się zmuszonym do powtór­nego ich wygnania z królestwa.

Dowodem, że inkwizycja podnosiła dumną głowę był jeszcze proces wytoczony sławnemu księciu Pokoju, kuzynowi króla i królowej, przez żonę swo­ją donnę Marię Teresę de Bourbon. Pojmuje­my jakiej trzeba było zręczności i intryg, aby ude­rzyć na osobę mającą tak dobrze ustalone względy -Godoy, książę Pokoju, obwiniony został przed świę­tom oficjum wskutek intryg spowiednika królo­wo j i kilku innych duchownych, jako podejrzany o ateizm, bo się od lat ośmiu nie spowiadał, i że wiódł skandaliczne życie obcując z wielu kobietami.

Stojący na czele inkwizycji generalny inkwizy­tor Lorenzana, człowiek dobroduszny i bojaźliwy, nie śmiał postanowić aresztowania księcia; wielcy kierownicy tego interesu potajemnie udali się do papieża, żądając nakazu aresztowania tego księcia, co Lorenzana byłby dokonał, ale Napoleon Bonaparte, generał Rzeczypospolitej Francuskiej, prze­jął w Genewie papieskiego kuriera, wiozącego list, którego potrzebowano w Madrycie. Francuzki generał uznał, że z powodu dobrego porozumienia, jakie istniało między dworem francuskim a rządem hisz­pańskim, użyteczną będzie rzeczą uwiadomić księ­cia, o uknutej przeciw niemu intrydze, i polecił ge­nerałowi Perignonowi, wtedy ambasadorowi w Ma­drycie, aby przejętą korespondencję doręczył księciu Pokoju. Tym sposobem ten faworyt znalazł się w możności zwichnięcia zamiarów swoich nieprzy­jaciół i usunięcia generalnego inkwizytora Lorenzany.

Za przykładem, który dał Urguijo, minister sekre­tarz stanu Melchior de Jovanellos przedsięwziął zreformowania świętego oficjum, mianowicie pod względem zakazu książek; lecz gdy postradał urząd, natychmiast denuncjowano go inkwizycji jako nieprzyjaciela; wskutek czego wygnany, został na Majorkę.

Od lat kilku nie wydali inkwizytorowie żadnego wyroku o relaksacji skazanego, a jednak w r. 1805 święte oficjum w Saragossie wziąwszy pod sąd pewnego plebana, który głosił i popierał zdania przez kościół potępione, z powodu jego uporu, po­czyniło mu tak ciężkie zarzuty, iż inkwizytorowie nie mogli wstrzymać się od skazania go na relaksację. Pleban ten niebezpiecznie zachorował i umarł w wię­zieniu; rada najwyższa zabroniła dalszego prowa­dzenia sprawy przeciw zmarłemu, aby przeszko­dzić spaleniu jego portretu.

Była to już ostatnia osoba skazana na śmierć przez święte oficjum, i karę tę zapewne by złago­dzono, gdyby pleban nie był umarł w chwili, kiedy rada najwyższa zrewidować miała jego sprawę.

W rok po tym ostatnim skazaniu na karę główną bardzo ważne zamieszki polityczne nastąpiły w Aranjuezie; tyle one przeraziły Karola IV, iż wolał zrzec się korony na korzyść swojego starsze­go syna, księcia Asturii, aniżeli narażać dni swoje i swojej małżonki.

Nowy król zaczął panować d. 19 marca 1808 r. pod imieniem Ferdynanda VII, pierwej nim ogło­szono publicznie akt abdykacyjny jego ojca. Ka­rol IV wkrótce zaprotestował przeciw tej abdykacji, oświadczając że nie była dobrowolną. Ferdy­nand nie zważał wcale na protestację i w rodzinie królewskiej zaszła niezgoda.

„Wiadomo jakim sposobem Napoleon korzystał z tej okoliczności i detronizował Bourbonów na pół­wyspie, a oddał koronę hiszpańską bratu swojemu Józefowi; ale nie wszyscy może wiedzą, że Ferdy­nand VII pisał wówczas z Walencji do króla Józe­fa, winszując mu i prosząc go o przyjaźń, i że jednocześnie rozkazał wszystkim Hiszpanom, aby uznali nowego króla.

Naród, który tak uprzejmy pan ustępował drugie­mu obcemu panu, jak się ustępuje bydło, odmówił po­słuszeństwa królowi, narzuconemu sobie przez francuskie bagnety, powstał, pokonał generała Duponta pod Bayleą, i zmusił nowy dwór do przejścia za rzekę Ebro. Wskutek tego Napoleon osobiście wkroczył do Hiszpanii z potężną armią, wygrał bitwy pod Burgosem i Guadarramą, a Madryt poddał mu się przez kapitulację.

Chociaż w skutek zajęcia królestwa przez woj­ska francuskie, inkwizycja już była prawie zniesio­na, a czterdziesty czwarty inkwizytor generalny od dawna urzędować przestał, Napoleon jednak prag­nąc sobie zjednać stronników w Hiszpanii, 4 grud­nia 1808 postanowił w Chamartinie, wiosce pod Madrytem, znieść trybunał świętego oficjum jako zagrażający munarcAizmowi,k3LZ&ł zrobić auto-da-fe prawie ze wszystkich procedur znalezionych w archiwach Najwyższej Rady, a zachować regestra i breva rzymskie jako mogące być przydatne.

Wszyscy Hiszpanie zapewne byliby poklasnęli temu zniesieniu, gdyby go nie był postanowił cu­dzoziemiec ; ale okoliczność ta zraniła miłość włas­ną Kastylianów, a mało brakowało, aby przez nie­nawiść dla cudzoziemca nie przywrócono znowu świętego oficjum. Usłużni stronnicy inkwizycji już ten czyn Napoleona wzięli sobie byli za pre­tekst do żądania utrzymania wspomnianego trybu­nału. Szczęściem liberalni Hiszpani innego byli zdania, i przy każdej sposobności przygotowywali umysły do widoku uroczystego obalenia tej instytucji.

Wkrótce deputowanych hiszpańskich zgromadzonych w Kadyksie i opatrzonych w nieograniczone upoważnienia, dla rozpraw i postanowień co do punktów wskazanych w ich listach zwołujących, instalowano jako zgromadzenie narodowe. Odro­czyli oni wszystkie zrzeczenia się i transakcje do­konane w Bayonnie oraz wszelki akt mogący wyjść od króla, dopóki ten pozostawać będzie pod władzą Napoleona.

Po jednej z najświetniejszych rozpraw ogłoszo­no wolność prasy. Jednocześnie znikły prawa panów, liczne przywileje i inne pozostałości feudalnego . rządu, a konstytucję hiszpańską uroczyście pro­mulgowano w Kadyksie, na końcu r. 1812. Wszyscy Hiszpani przyjęli ją z zapałem.

Konstytucja zatem zniosła niejako inkwizycję, niemniej generalne kortezy uznały za obowiązek należny hiszpańskiemu narodowi, znieść w sposób wyraźny i stanowczy barbarzyńską instytucję, któ­ra tak silnie przyczyniła się do wszelkich jego nie­szczęść, stawiać nieprzeparte przeszkody rozwojowi umysłu ludzkiego, ścigając nawet myśl samą i trzy­mając uwięzioną cywilizację w ciasnych nieustannie zakreślonych jej granicach.

Zniesienie to postanowione zostało większością trzech części głosów, a prawie wszyscy oponujący bronili inkwizycji żądając jednak zmiany jej form.

Zewsząd błogosławiono reprezentantów Hiszpanii za zniesienie znienawidzonego trybunału, zewsząd dziękowano im za zwycięstwo odniesione nad ciem­notą i fanatyzmem, zabobonami i przesądami, słowem umysły tak były usposobione do tego nowego od dawna upragnionego kroku, że każdy widział, iż go sankcjonuje opinia publiczna.

Po zniesieniu inkwizycji, kortezy zajęły się re­formą zakonów. Zredukowały liczbę klasztorów i utrudniły przyjmowanie nowicjuszy. Deputowa­ni obmyślili także środki uszczuplenia duchownych majątków, których po części użyli na pokrycie długów krajowych; ale wszystko to czynili z naj­większą przezornością i wstrzymali się od wszel­kiego ostatecznego postanowienia. Pozostawiono mnichom możność sekularyzacji; wyznaczono pła­ce występującym z klasztorów; a co do kapituł du­chownych, ograniczono się na zawieszeniu prebend bez obowiązku.

Na nieszczęście wszystkie te zbawienne reformy pozostały bez użytku. Zima 1812 roku wytępiła nieśmiertelne falangi Napoleona, zwycięzcy z pól Austerlitz i Marengo znaleźli grób w lodach półno­cy, a Ferdynand VII wrócił do Hiszpanii w marcu 1814 r. Wkrótce otoczyli go ludzie przejęci gotyckimi ideami i przesądami, bez zdolności, obcy światłu wieku i powodujący się jedynie namiętnościami. Ci zawładnęli rządem. Pierwszą czynnością Ferdy­nanda VII było przywrócenie inkwizycji, której na­czelnikiem” został don Franciszek Mier y Compillo biskup Almeiry.

Ten czterdziesty piąty inkwizytor generalny na początku r. 1815 wydał edykt, który pomimo swo­ich niedorzecznych zasad, byłby przyniósł zaszczyt świętemu oficjum, lecz doświadczenie nauczyło, że ła­godność i umiarkowanie, zalecane werdyktach inkwi­zytorów, prowadzą wnet za sobą najopłakańsze rezul­taty. I rzeczywiście denuncjacje zrodzone przez nie­nawiść, zazdrość, zemstę i ducha stronniczego, nigdy nie wydały w Hiszpanii tylu zgubnych następstw, jak w owej chwili. Szczęściem papież Pius VII zniósł torturę; ale tajemne więzienia i galery na­pełniły się nowymi ofiarami inkwizycji, a wyspy za­ludniły się dostojnymi wygnańcami.

Srogość obejścia z członkami obu izb kortezów i ludźmi, którzy w czasie wojny najlepiej służyli Hiszpanii, sprawiedliwie obawiać się kazała odro­dzenia w tym królestwie wieków ciemnoty i barba­rzyństwa, w których dziesiątkowano ludność. Ale nieprzeparta siła opinii toczyła nieustanną walkę przeciw zbrojnemu despotyzmowi i świętemu oficjum. Na wyspie Leon dał się słyszeć okrzyk swo­body, i te same wojska, które tam zgromadzono dla okucia w kajdany ludów Ameryki, znowu w r. 1820 ogłosiły tę samą konstytucję, które przed ośmiu laty Hiszpani krwią własną skropili. Nagle wszyst­kie prowincje oświadczyły się za konstytucyjnym rządem. Gotycka budowla, na której spoczywało samowładztwo, nie znajdując podpory w narodzie, runęła sama przez się, a inkwizycją, jej familiarowie i stosy zniknęły z kastylijskiej ziemi. Wszędzie gdziekolwiek istniał inkwizycyjny trybunał, naród wysadził drzwi jego, uwolnił jęczące tam ofiary, zburzył pałace inkwizytorów i ich okropne więzie­nia, skruszył okropne narzędzia tortur, a wzniósł konstytucyjne trofea na placach przez tak długi czas kalanych przez nienawistne zamczyska.

I dla Portugalii wybiła także godzina oswobo­dzenia. Luzytanie naśladowali Hiszpanów, i teraz współubiegają się z nimi w przywiązaniu do no­wego porządku rzeczy.

Następnie absolutna władza i inkwizycją wal­czyły znowu ze swobodą i tolerancją, fanatyzm pod­nosił obrzydłą głowę, rodząc rozmaite niezgody i z mieczem w ręku pragnął odzyskać swoje pano­wanie ; ale światło cofać się nie może, ludy półwys­pu poznały rozum i prawdę, nadeszła chwila ich tryumfu, a panowanie ciemnoty i samowoli prze­minęło na zawsze.

Piąty inkwizytor generalny Alfons Maurique

5/5 - (4 votes)

Nowi chrześcijanie izraelskiego pochodzenia po­chlebiali sobie na początku inkwizytorskich rządów D. Alfonsa Mauriquego, że wkrótce forma procedury świętego oficjum ulegnie zbawiennym zmianom. Nadzieje swoje pokładali w tymże Mauriquiem który popierał prośbę ich zaniesioną do Karola V, kiedy monarcha ten i Maurique byli jeszcze we Flandrii; lecz ten piąty inkwizytor generalny nie różnił się niczym od swoich poprzedników. Inni inkwizytoro­wie przekonali go, że żądana reforma dąży do znie­sienia świętego oficjum i do tryumfu nieprzyjaciół wiary, którzy niezawodnie wyznawać będą zgubne maksymy, skoro ujrzą, że już ich od tego nie po­wstrzymuje system tajemnych denuncjacji. W tej­że epoce opinie Marcina Lutra zaczęły rozpościerać się w południowej Europie, a papież w powadze swo­jej przez tego żyjącego mnicha mocno zachwiany, niezmiernie niepokoił się skutkami nauki zalewa­jącej Niemcy. Już Leon X potępił był rozmaite propozycje Lutra, jako heretyckie, a Adrian zalecił użycie jak najsurowszych środków w celu przeszko­dzenia propagowaniu luteranizmu.

Wszystkie te przyczyny tudzież pojawienie się w Hiszpanii nowej sekty maury tanów, przekonały generalnego inkwizytora, że istniejąca dotąd srogość stała się jeszcze potrzebniejszą. Maurique zatem, zamiast nałożyć na inkwizycję wędzidła, uj­rzał się zmuszonym podciągnąć pod ten trybunał mauresków i luteranów, i przypomnieć wszystkim chrześcijanom obowiązek denuncjowania, w przecią­gu sześciu dni, wszystkiego co widzieli lub słyszeli przeciwnego wierze, pod karą ekskomuniki i śmier­telnego grzechu.

Mimo to Maurique zlitował się nad maureskami, zostającymi w opłakanym położeniu, przyjął wszystkie ich reklamacje, i o ile mógł sprzeciwiał się prześladowaniu ich przez inkwizytorów. Więcej jeszcze uczynił: zgodnie ze zdaniem Rady Najwyższej, kazał przywrócić moc edyktom Ferdynanda i Izabelli, zabraniającym inkwizytorom stawiania mauresków przed sąd za błahe przyczyny; a że wielu już było dostawionych trybunałom, zalecił szybkie ukończe­nie wszystkich spraw w sposób dla obwinionych jak najkorzystniejszy.

Na nieszczęście dla mauresków, w tej epoce wy­buchła wojna domowa w królewskiej Walencji i Kastylii. Ponieważ maureskowie brali w niej czyn­ny udział, rozgniewany cesarz kazał kilku ukarać i postanowił zastosować edykt wygnania z 1502 r. do Maurów Walencji i Aragonu, którzy na skutek reklamacji czynionych w swoim czasie przez kortezy i panów tych dwóch królestw, nie ulegli skutkom tego postanowienia. Następnie Karol V żądał u pa­pieża dyspensy od przysięgi, którą wykonał przed kortezami Saragossy. Adrian odpowiedział z razu, że takie ustępstwo byłoby skandalem, lecz gdy ce­sarz nalegał, zostało mu udzielone. Natychmiast rozkaz królewski z 1525 r. zalecił wszystkim Mau­rom Kastylii, Walencji i Arragonu, aby ochrzcili się w krótkim przeciągu czasu, albo wyjadą z Hiszpanii drogami, które im będą pokazane. Owocześni historycy zapewnia wtedy jako jeniec bawiący w Maire oświadczył Karolowi V, że w Hiszpanii społeczność wtedy da się przywrócić, gdy nie pozostanie w niej jednego Maura i maureska.  Jeżeli okoliczność tajnie jest zmyśloną, wypada podzielać chytrość króla Francji, który pochlebiając skłonności nieprzyjaciela, dawał mu złą radę i zalecał przyjąć system szkodliwy dla interesów królestwa Hiszpanii.

Zaledwie ogłoszono wspomniany edykt, zaraz Maurowie uciekli w góry i uporczywie stawili czoło wojskom, które Karol V musiał wyprawić przeciwko nim, uśmierzyć ich zaś zdołał dopiero po udzieleniu im części żądanych ustępstw. Główne z nich były: niepoddawanie inkwizycji za błahe przyczyny, zacho­wanie używania ich języka, odzieży i broni, i płace­nie takich samych jak chrześcijanie podatków. Pod tymi warunkami kazali się ochrzcić prawie wszyscy.

Ze swojej strony generalny inkwizytor Maurique rozgrzeszył ich ze wszystkiego czego się przed tern dopuścili, uprzedzając wszakże, że jeżeliby wpadli w herezję lub apostazję, zostosowane będą do nich z całą surowością prawa inkwizycji.

Łatwo pojąć, że ludzie wychowani w religii oj­ców swoich, przywiązani do praktyk mahometańskich, niecierpiący chrystianizmu, do którego przy­jęcia zmuszono ich, bez żadnego skrupułu wracali do zasad Mahometa, ilekroć sądzili, że czynić to mogą bez niebezpieczeństwa.

To też prawie wszyscy Maurowie, nawróceni groźbą i mieczem, tajemnie wracali do pierwotnej swojej wiary, i wkrótce dostawali się w moc świę­tego oficjum, którego szpiedzy zanieczyszczali wszyst­kie miasta zamieszkane przez nowych chrześcijan. A tak pomimo więcej zgodnego z ludzkością syste­mu, który generalny inkwizytor Maurique przyjął w postępowaniu z maureskami, wielu z pomiędzy nich zaprowadzono na stosy lub do więzienia, inni emigrowali do Afryki, ilekroć mogli oszukać czuj­ność, której byli przedmiotem tak ze strony ce­sarza, jak ze strony inkwizycji. Karol i następ­ca jego Filip II ułaskawili na koniec mauresków, skazanych przez święte oficjum, od zajęcia ich majątków, aby tym sposobem powstrzymać emigrację, zadającą dotkliwy cios hiszpańskiej lud­ności; lecz inkwizytorowie zawsze panowie swo­ich działań, za pomocą jakiejś nieprzeniknionej ta­jemnicy, udaremnili te dobroczynne rozporządzenia monarchów; tak, iż maureskowie, zrozpaczeni wobec inkwizycji, sprzykrzyli sobie narzucone na nich jarzmo i całą masą powstali, co było przy­czyną całkowitego wygnania tego ludu w 1609 r., wygnania, przez które Hiszpania straciła znowu blisko miliona mieszkańców, prawie wszystkich rol­ników, pasterzy lub zręcznych rzemieślników. Te wychodztwa stanowią przyczynę upadku rolnictwa i rękodzieł w tern królestwie.

Ale nie tylko Maurowie i maureskowie zajmo­wali Mauriquego podczas sprawowania urzędu gene­ralnego inkwizytora. Opinie Muncera i Kalwina, rozkrzewiały się wówczas w całej Europie, i pomi­mo wszelkich ostrożności, jakie inkwizycja przed­siębrała w celu przeszkodzenia wprowadzaniu tych doktryn do Hiszpanii, zdaje się być rzeczą pewną, że wielu Hiszpanów, a między nimi duchownych, znalazło sposób zaopatrzenia się w książki wyda­wane w Niemczech przez protestantów ze Spiry. Otóż ponieważ obieg książek stanowi najpewniej­szy środek propagowania doktryn, inkwizytorowie i Karol V przedsięwzięli jak najskuteczniejsze kro­ki ku przeszkodzeniu straszliwej ich cyrkulacji.

Od roku 1521 papież zalecił’ już był rządcom hiszpań­skiej prowincji, aby pilnie czuwali nad wprowadza­niem dzieł Lutra, i chwytali wszystkie takie księgi, które wykryć zdołają. Nieco później Rada Najwyższa pisała do inkwizytorów, aby przejrzeli wszystkie biblioteki i ściśle w nich szukali dzieł nowych sektarzy, zalecając im jednocześnie, aby do coroczne­go edyktu o denuncjacjach, dodawali osobny arty­kuł, obowiązujący katolików do donoszeniach o oso­bach, które czytały takie książki lub je w swoich domach przechowywały.   W roku 1539, Karol V kazał ułożyć listę niebezpiecznych książek, otrzy­mał od papieża bullę dotyczącą umieszczenia ich na Indeksie i zabronił pod karą śmierci posiadania ksią­żek lub pism Lutra. Monarcha ten o tyle był srogi, że pragnął prawo rozciągnąć i do krajów Flandrii. Lecz niemieccy książęta, protestanci, wzięli się do oręża przeciw Karolowi Piątemu; a chęć zrzucenia jego jarzma, tudzież jarzma rzymskich papieżów, sprawiła, w że większej części Niemiec przyjęto na­ukę Lutra.

Tymczasem inkwizycja hiszpańska jak najpilniej i najsurowiej czuwała nad napływem luteranizmu. Generalny inkwizytor, pragnąc zawczasu powstrzy­mać postęp tej nauki w Hiszpanii, zgodnie z inkwizycyjną radą, dodał kilka artykułów do dawnych regulaminów.

Na mocy tych nowych przepisów, każdy chrześcijanin katolik, pod karą grzechu śmiertelnego i ekskomuniki większość obowiązany był wyznać, czy nic zna koso, który mówił, utrzymywał lub myślał, że sekta Lutra jest na dobrej drodze, czy nie pochwa­la którejkolwiek z potępionych propozycji, jak n.p.: że dosyć jest spowiadać się przed Bogiem, bez pośred­nictwa księdza, bo ani papież, ani księża nie mają władzy odpuszczania grzechów; że Ciało Jezusa Chrystusa nie może być obecne w poświęcanej hostii; że nie ma czyśćca; że niepotrzebna modlić się za umarłych; że papież nie posiada rzeczywistej mocy udzielania indulgencja i przebaczań; że księża dowolnie żenić się mogą; że zakonnicy, zakonnice i .”klasztory są niepotrzebne; że prócz niedzieli in­nych świąt być nie powinno; że jedzenie mięsa w piąt­ki i inne postne dni nie jest grzechem i t. d.

Zalecono także było każdemu chrześcijaninowi katolikowi, aby donosił, czy nie wie, czy nie słyszał, iż ktoś wydalił się z królestwa dla przyjęcia za gra­nicą luterskiej wiary.

Niezależnie od tych wszystkich ostrożności Al­fons Maurique pisał do prowincjonalnych inkwizy­torów, iż dozwala im umieścić w edykcie o denuncjacjach wszystko co uznają za stosowne do wykry­cia osób, które przyjęły herezję illuminatów (alam-bradott). Ci ludzie, wskazywani pod nazwą deja-dos (hwietyści), tworzyli sektę, której naczelni­kiem był, jak mówią, ów Mincer, który już był ustanowił sektę anabaptystów. Po niejakim czasie rada inkwizycyjna sama dodała kilka artykułów do rozporządzenia generalnego inkwizytora.

W epoce zarządu generalnego inkwizytora Mauriquego, historia wskazuje nam kilka znakomitych ofiar, które się dostały w straszliwe szpony trybu­nału, za samo podejrzenie o przyjęcie wiary Lutra. Takim był czcigodny Jan Awilski, przezwany Aposto­łem Andaluzyt, z powodu wzorowego życia i zna­komitych czynów miłosierdzia. Ponieważ po prostu opowiadał Ewangelię, nie dotykając w mowach swoich żadnej z kwestii tak haniebnie naówczas miotających teologami szkolnymi, przeto zazdrośni mnisi zmówili się na jego zgubę. Wtrącono Jana Awilskiego do tajemnych więzień świętego oficjum, oskarżywszy go, że ogłosił, propozycje dążące do luteranizmu i doktryny iluminatów. Na szczęście po­stanowienia tego nie zakomunikowano Radzie Naj­wyższej, a ta okoliczność depcąca ustawy świętego oficjum, cudownie posłużyła mu, bo go uwolniono w r. 1531.

Ten sam rok zgubniejszy był jeszcze dla dwóch ludzi sławnych w hiszpańskiej literaturze, a miano­wicie dla Jana z Vergary i dla jego brata Bernarda z Tabery. Zatrzymani z rozkazu inkwizycji w Toledzie, wyszli z więzień świętego oficjum dopiero gdy się zgodzili na wyrzeczenie się (herezji Lutra, na przyjęcie absolucji cenzur ad cautelam i na wycierpienie różnych innych pokut. Jan z Vergary, znakomity znawca języków hebrajskiego i greckiego, postrzegł błędy w tłumaczeniu Wulgaty, to było dostateczne dla zjednania sobie niena­wiści ciemnych mnichów; ich też intrygom on i brat jego wini byli całe swoje nieszczęście.

Ciż sami mnisi potrafili wyjednać aresztowanie Alfonsa Yiruesa, benedyktyna wielce biegłego w ję­zykach wschodnich i autora wielu dzieł. Karol V z taką go słuchał przyjemnością, że zabrał go z sobą w podróż do Niemiec, i za powrotem nie chciał słyszeć innego kaznodziei. Podejrzewano Yiruesa o sprzyjanie opiniom Lutra; wtrącono go do tajemnych więzień świętego oficjum w Sewilli. Cesarz uczuł cios, jaki mu zadała inkwizycja, i nie wątpił, że Virues padł ofiarą jakiejś skrytej intrygi, której generalny inkwizytor powinien był nie dopuścić. Wygnał więc Mauriquego, i zalecił mu, aby mieszkał w swojej rezydencji w Sewilli.

Mimo stałości i wytrwałości cesarza, Yirues przez lat cztery znosił wszelkie okropności tajem­nego więzienia, i dziwić się należy, że Karol V, do­statecznie przez tę sprawę objaśniony o naturze inkwizycji, nie przestał jej protegować; ale nie znano jego niepokonanej nienawiści dla wyznawców Lutra. W każdym jednak razie inne przeciwności, których doznał około tej epoki, sprawiły, że w r. 1535 odjął świętemu oficjum królewską jurysdykcję, której by­ło pozbawione do roku 1545.

Alfons Maurique, arcybiskup i kardynał, umarł na wygnaniu w Sewilli, 28 września 1538 r., po piętnastoletniemu sprawowaniu obowiązków general­nego inkwizytora; zyskał on sławę przyjaciela i do­broczyńcy ubogich; lecz błądził ciągłym opieraniem się reformie inkwizycji i trybunałom świętego oficjum dozwalał dopuszczać się licznych okrucieństw. Jednak liczba osób skazanych podczas jego urzędu, w porównaniu z liczbą wykazaną rachunkami pierw­szych czterech generalnych inkwizytorów, była da­leko mniejsza. Przez lat piętnaście hiszpańska in­kwizycja spaliła żywcem tylko 2,250 osób żywych, 1,125 w wyobrażeniach, 11,252 zaś obojga płci ponio­sło rozmaite kary, jako to wieczne lub czasowe uwięzienie, galery, wygnanie lub chłostę.

Maurique miał kilkoro naturalnych dzieci, z któ­rych jeden syn z czasem został kolejno inkwizyto­rem prowincjonalnym, członkiem Rady Najwyższej, prezydentem kanclerstwa w Valladolidzie, a na koniec generalnym inkwizytorem.

Generalni inkwizytorowie za panowania Filipa III

5/5 - (5 votes)

Filip III, syn Filipa II z czwartej żony, nastą­pił po ojcu w końcu r. 1598. Wychowanie uczyni­ło go daleko zdolniejszym do życia w habicie Świętego Dominika, niż do rządzenia wielkim narodem. Inkwizycja była wówczas równie potężna jak przed ustawami Valdesa z roku 1561.

Nowy monarcha pragnąc posiadać generalnego inkwizytora według swojego wyboru, korzystał z bulli papieża Klemensa VIII, obowiązującej wszystkich biskupów do rezydowania we właści­wych diecezjach, i tym sposobem skłonił general­nego inkwizytora Porto-Carrerę, iż wrócił także do swojego biskupstwa w Cuency; a jego następcą mianował don Ferdynanda Niguo de Guerara, kardynała a następnie arcybiskupa Sewilli.

Zarząd tego czternastego inkwizytora general­nego trwał krótko, i nie przedstawia nic ciekawego oprócz niejakich kaznodziejskich nieporozumień między jezuitami z Alcali i częścią hiszpańskiego kleru: chodziło o przekonanie się, czy jest rzeczą wiary lub nie, że Klemens VIII jest prawdziwym wikariuszem Jezusa Chrystusa.

Inkwizytorowie także wdali się w tę dysputę: umysły rozgrzały się i byłby pewnie wynikł z tego jakiś skandal, ale pa­pież napisał do generalnego inkwizytora, aby zabro­nił podobnych rozpraw.  Ta sprawa skłoniła pa­pieża i króla do złożenia kardynała Nigui z urzędu generalnego inkwizytora, którego wysłali do zarzą­dzania swoją diecezją na początku r. 1602. Umarł on w roku 1609 po trzech-letnim pobycie na czele hiszpańskiej inkwizycji, w ciągu którego święte oficjum spaliło 240 osób żywych, a 66 w wyobra­żeniach, 1,728 nieszczęśliwych skazano na różne kary i konfiskatę majątku, razem 2,064 osoby, co do­wodzi, że auto-da-fe były równie częste jak za Fili­pa II.   Piętnastym inkwizytorem generalnym, któ­ry nastąpił po kardynale Nigui, był don Juan de Zuniga, generalny komisarz apostolski od świętej krucjaty i biskup Kartageny. Umarł on po kilku miesiącach urzędowania, lecz miał czas spalić żyw­cem 80 heretyków i rzucić w płomienie kości 32 nieszczęśliwych, prawie wszystkich zmarłych w wię­zieniach świętego oficjum. Prócz tego było 176 osób skazanych na więzienie lub galery, wespół z kon­fiskatą majątków, razem 688 ofiar.

Don Juan Babtysta (Taccebedo, arcybiskup inyartibus infidelinm, gubernator rady kastylijskiej, patriarcha Indii i komisarz generalny apostolski od świętej krucjaty, nastąpił po Zunidze.

Papież zatwierdził tego szesnastego inkwizy­tora generalnego na nowym urzędzie w początku r. 1603; sprawował go Accebedo do lipca 1607 czyli do daty śmierci. Zarząd jego tym sposobem trwał lat pięć, w ciągu których szesnaście hiszpańskich inkwizycji straciło w płomieniach 400 osób, 116 spaliło w wyobrażeniach, a 2,880 skazało na roz­maite kary. W ogóle 3,440 ofiar.

Siedmnasty inkwizytor generalny don Bernard de Sandon al y Roxas, kardynał arcybiskup toledański i radca stanu, otrzymał konfirmacyjną bullę 12 września 1608 r. W owej epoce Filip III zwołał był kortezy królestwa do Madrytu, gdzie były zgro­madzone przeszło przez rok.

Ponieważ inkwizytorowie coraz bardziej roz­zuchwalali się. i nie przestawali przejmować trwogą, zapełniając więzienia ofiarami i dobrowolnie obrzu­cając infamią, deputowani przedstawili królowi: „Że w latach 1579 i 1586 upraszali o reformę nad­użyć popełnionych przez trybunał inkwizycyjny, aby zapobiec znacznym i ciągłym krzywdom, ja­kie poddanym jego wyrządza prawo, które sobie ł przywłaszczają niektórzy inkwizytorowie, znajo­mości pewnych zbrodni, nie podchodzących pod ru­brykę herezji; że Filip II jego ojciec przyrzekł był zaradzić złemu, na które się użalano; lecz że go śmierć zaskoczyła i obietnica jego nie przyszła do skutku. Z tego powodu ponownie zanoszą o to prośbę do jego królewskiej mości, zważywszy że nieład powiększył się, i że czas już, aby nie aresz­towano i nie osadzano nikogo w inkwizycyjnych wię­zieniach, prócz tylko obwinionych o herezję, bo więk­sza liczba Hiszpanów, nie mogąc rozróżnić powodów aresztowania, uważa wszystkich więźniów za here­tyków, a to uprzedzenie naraża tych, których nie­szczęście wtrąciło na pewien czas do więzienia świętego oficjum, na niemożność zawierania mał­żeństw, albowiem uważani są za pohańbionych na równi z innymi; że środkiem zapobieżenia temu zamieszaniu, jakie się wkradło w prawa, byłoby postanowienie, aby obwinieni o występki inne jak herezja, byli trzymani w zwykłych więzieniach, dla „oczekiwania tam na wyrok.”

Filip III odpowiedział kortezom, iż przedsięweź­mie jak najstosowniejsze środki zaradzenia ich za­żaleniom ; lecz obietnicy tej nie dotrzymał wcale w sposób zadawalający, a święte oficjum znowu bezkarnie dopuszczało się nadużyć.

Następnego roku don Juan de Ribera, arcybis­kup Walencji, któremu później papież przyznał honory beatyfikacji, przedstawił Filipowi III, iż nie podobna było dokonać prawdziwego nawrócenia Maurów w królestwie Walencji, z powodu uporne-go trwania ich w swoich błędach; że biegłość w rzemiosłach i użyteczność w pracach rolniczych stanowią sprawiedliwy powód obawy, aby z czasem nie zakłócili spokojności królestwa przez pomoc Maurów algierskich i innych ludów Afryki, z które-mi zostawali w dobrom porozumieniu i ciągłych stosunkach; zatem arcybiskup ten projektował królowi, aby ich całkowicie wygnał z kraju, dla zacho­wania w nim czystości wiary i pokoju.

Filip wziął ten projekt pod rozwagę: zwołał zaraz zgromadzenie radców stanu, których preze­sem był inkwizytor generalny Sandoval, i poruczył mu ten interes. Szlachta hiszpańska, licząc wielu Maurów pomiędzy swoimi wasalami, przedstawiała królowi i radzie stanu ogromne szkody, jakie by im wyrządziło zastosowanie tego środka, pozbawiając ich poddanych, stanowiących siłę i bogactwo ich posiadłości, jako ludzi najużyteczniejszych; tudzież że ta emigracja, w razie jej nastąpienia, prawie nie pozostawi mieszkańców i rolników na ich zie­miach. Szlachta utrzymywała nadto, iż przedsta­wienie arcybiskupa było wygórowane pod względem religii, ponieważ święte oficjum nie zaniedbało nigdy karać Maurów, którzy popadli w herezję, wy­krywszy ich poprzednio za pomocą swoich więźniów i szpiegów, ciągle zajętych chwytaniem winnych.

Ze swojej strony inkwizytorowie tak dobrze in­trygowali u dworu i w radzie stanu, iż ciało to dało wniosek za zupełnym wypędzeniem Maurów. Do środka tego najwięcej przyczynił się inkwizytor ge­neralny, sam głosowa! pierwszy, a kazał notować jako podejrzanych w wierze wszystkich oponentów, między innymi i księcia Ossuny, którego wziął pod sąd. Filip zatwierdził i kazał wykonać to wygnanie równie niesprawiedliwe jak niepoli­tyczne. Zmuszono Maurów prowincji Walencji do wyjścia z ojczyzny przed końcem września 1609 r. a z innych prowincji przed 10 stycznia 1610 r. Przez tę emigrację, do której najwięcej przyczyniła się inkwizycja, Hiszpania i Europa straciła zno­wu przeszło milion pracowitych i użytecznych mieszkańców, którzy wszyscy przeszli do Afryki, bo chociaż prosili o przyjęcie ich do Francji, dla za­ludnienia tamtejszych Landów, Henryk IV położył im za warunek przyjęcie katolickiej religii, czego przyrzec nie śmieli, w obawie aby z czasem nie byli tak samo prześladowani jak w swojej ojczyźnie. A tak Landy, które by ta kolonia była użyźniła, do dnia dzisiejszego są niepłodną pustynią.

Kilkakrotnie wspominaliśmy, że każdy trybunał inkwizycyjny corocznie wyprawiał przynajmniej jedno auto-da-fe, złożone mniej więcej ze znacznej liczby ofiar. Moglibyśmy zatem nie powtarzać tego, lecz auto-da-fe wyprawione w Logronie w 1610 r. zasługuje na osobliwą wzmiankę, z powodu natury mniemanych zbrodni większej części figurujących na nim osób.

Już w innych epokach 1507 i 1527 r. inkwizycja potępiła bardzo wielu czarowników, których sprawy przedstawiają tyle zadziwiających niedo­rzeczności i bezeceństw czytelnikowi dziewiętnaste­go stulecia, iż trudno byłoby wierzyć tym potępie­niom, gdyby sama Francja nie przedstawiała nam w owym czasie prawie podobnego widowiska, i gdy­by nie istniały jeszcze rozmaite dzieła na serio traktujące o czarnoksięstwie.

Czarownicy spaleni lub skazani w Logronie w roku 1610 należeli do tej samej sekty, co cza­rownicy z XVI wieku, i zamieszkiwali dolinę Bastan w Nawarze. Prawie wszystkich mieszkańców miast Vera i Zugarremurdi implifikowano do sprawy, któ­rej szczegóły znajdziemy w szóstej części niniejszego dzieła. Spalono jedenastu tych czarowników, a dziewiętnastu skazano na inne kary. Wszyscy ra­zem występowali na jednym i tern samem aulu-da-fe.

Interes ten wniesiony na radę inkwizycyjną uległ długim rozprawom. Wkrótce potem wydano inkwizytorom instrukcje, z zaleceniem jak największej przezorności w badaniu świadków, oraz w zeznaniach i deklaracjach oskarżonych. Prawi­dła te przyniosły pożytek, bo uśmierzyły zapał w denuncjowaniu i ściganiu czarowników, i zmniejszyły upodobanie w czarnoksięstwie. Od tej też epoki nie obchodzono żadnego auto-da-fe w podob­nym rodzaju. Światło powoli wzrosło, a następnie zmniejszyła się liczba czarowników i biedaków, którzy w cuda ich wierzyli. Przekonano się na koniec, że jeżeli mniemana sztuka, zwana czarnoksięstwem, przedstawiała jakieś pewne zjawiska, to były one czysto naturalne, inne zaś jej skutki były imaginacyjne, lub oparte na oszustwie. Dzi­siaj czarodzieje znikli zupełnie; lecz znajdujemy jeszcze wielu dających się oszukiwać i wizjonerów. W rok po egzekucji czarowników, kortezy królestwa znowu się zgromadziły i ponowiły swoje prośby do króla, o powstrzymanie nieustannych nadużyć świę­tego oficjum; ale te nowe usiłowania nie powiodły się równie jak poprzedzające, a inkwizycja spo­kojnie prowadziła dalej dzieło swojego przerażają­cego systemu.”

Inkwizytor generalny Sandoval, któremu Hisz­pania winna była kilka rozsądnych rozporządzeń o czarownikach, umarł 1618 roku. Urząd swój spra­wował przez lat dziesięć, w przeciągu których spalono żywcem 880 heretyków, czarowników i t. p., 352 zaś w wyobrażeniach, a 6,336 skazano na roz­maite kary.

Następcą Sandoala był Don Franciszek Ludwik de Aliaga, dominikanin i spowiednik Filipa III. Ten osiemnasty inkwizytor generalny cieszył się niezmier­ną łaską króla, która równie trwała krótko jak wszystkie łaski dworskie. Filip umarł w r. 1621, a Aliaga nie tylko postradał swój urząd, ale i swo­bodę. Zarząd jego trwa! około lat trzech, w ciągu których święte oficjum potępiło 2,064 indywiduów, 240 spalono żywcem, a 96 w wyobrażeniach; 1,720 wrzucono do więzień lub zesłano na galery i skon­fiskowano im majątki.

Filip III umarł na początku roku 1621 po dwu­dziestu trzech latach panowania, w ciągu których protegował zawsze święte oficjum przeciwko atakom ze strony kortezów swojego ludu.

Czytaliśmy w różnych historiach inkwizycji, a mianowicie wydrukowanej w Kolonii roku 1769, bajkę o pokucie, którą inkwizytorowie oznaczyli filipowi III. ponieważ na jednym auln-da-fe oka­zał litość dla skazanego.  Fakt ten jak również wiele innych anekdot ogłaszanych przez romanso-pisarzy dla zabawienia czytelnika, są wszystkie bezzasadne. Filip nie okazał litości na żadnym auto-da fe\ a tern samom święte oficjum nie skazywało go na upuszczenie krwi, dla wylania jej po­tem na ogień; atoli fałszywość tej okoliczności nie dowodzi, iż inkwizycja nie byłaby zdolną wyrzec podobnego wyroku, ponieważ nieraz już skazywała na chłostę i dziesięcioletnie galery ceklarzy, któ­rzy okazywali jakiś odcień ludzkości dla jej więź­niów. Wypadek byłby jednakowy, a ponieważ in­kwizycja nie szanowała nikogo, więc gdyby Filip III mógł był rozczulić się losem mordowanych osób, święte oficjum zapewne byłoby go ukarało, jak ukarało wielu innych monarchów.

Za panowania Filipa III i pięciu generalnych inkwizytorów kolejno stojących na czele inkwizycji, szesnaście trybunałów świętego oficjum, urządzonych tylko w Hiszpanii, skazało 13,280 osób, z któ­rych 1,840 spalono osobiście, a 692 w wyobraże­niach. Hiszpania przez ostatnie wygnanie Maurów, straciła przeszło 1,000,000 mieszkańców.

Ustanowienie nowoczesnej inkwizycji w Hiszpanii

5/5 - (5 votes)

W czternastym wieku, niezmiernie rozgałęziony handel, którym się trudnili hiszpańscy żydzi, oddał w ich ręce nie tylko większą część bogactw pół­wyspu, lecz zarazem kredyt i wynikające stąd ko­rzyści. Chrześcijanie nie mogący współzawodniczyć z nimi pod względem przemysłu, prawie wszyscy zostali ich wierzycielami, a zazdrość wkrótce prze­rodziła się w nieprzyjaźń dla swoich kredytorów. Tak nieustanny stan nieporozumień, wywołał mnóstwo ludowych rozruchów, podczas których wymor­dowano kilka tysięcy żydów. Wielu innych uniknęło śmierci przez przyjęcie chrześcijańskiej wiary, a koś­cioły napełniły się żydami wszelkiej płci i stanu żądającymi chrztu.   Wkrótce przeszło sto tysięcy rodzin, to jest blisko milion indywiduów, odrzekło się albo udało że się odrzeka prawa Mojżeszowego, i przeszło na wiarę chrześcijańską.  Przejścia te znacznie się jeszcze zwiększyły w pierwszych la­tach piętnastego stulecia; lecz że na nawrócenie się tych nowych chrześcijan, zwanych Marrani, wpły­wała raczej obawa śmierci, aniżeli rzetelne przeko­nanie, wielu więc żałowało, że odstąpili od dawnej 'religii i potajemnie powróciło do judaizmu. Nie­mniej, gdy obowiązani byli żyć pod bardzo dolegli­wym przymusem, koniecznie zdradzić się musieli, wnet też odkryto ich apostazję.

Mniemana potrzeba ukarania tej zbrodni w spo­sób przykładny, posłużyła papieżowi Syxtusowi IX i Ferdynandowi V za powód do ustanowienia w Hiszpanii nowoczesnej inkwizycji. Ta zasada, na pozór religijna, nastręczyła chciwemu Ferdynando­wi sposobność do skonfiskowania i zabrania ogrom­nych majątków, które marranowie nabyli w Hisz­panii, a papież zatwierdził zaprowadzenie trybuna­łu, wzmagającego kredyt ultramontańskich maksym. Jedynie tylko Izabella, małżonka Ferdynanda, sta­wiała opór ustanowieniu trybunału inkwizycyjnego w jej królestwie Kastylii. Ta królowa nie mogła pochwalić środka, tyle wstrętnego, dla słodyczy jej charakteru; lecz spowiednik jej Tomasz de Torguemada, przeor klasztoru dominikanów w Sewilli, znał się już na sztuce usuwania skrupułów; prze­konał ją, że ten środek był obowiązkiem jaki na nią wkładała religia, w okolicznościach, w jakich się znajdowała Kastylia, i tym sposobem wyzyskał zgodę królowej.  W tejże chwili nuncjusz papieski wyznaczył swoich pierwszych inkwizytorów, do za­prowadzenia inkwizycji w Sewilli, i zarazem wy­dano rozkaz wszystkim gubernatorom prowincji, aby im i osobom orszak ich stanowiącym, dostar­czyli wszelkich bagażów i zapasów, których potrze­bować mogą w ciągu podróży. Ludność królestwa Kastylii z taką niechęcią patrzała się na zagnież­dżanie inkwizycji w pośród niej, że inkwizytorowie przybywszy do Sewilli, nie mogli zgromadzić liczby osób i pomocy potrzebnej do rozpoczęcia swoich urzędowań. Ferdynand i Izabella kilkakrotnie pona­wiać musieli swoje rozkazy do gubernatorów i miesz­kańców, lecz zdołali wymóc tylko bardzo niezu­pełne posłuszeństwo.

Skoro zainstalowano inkwizytorów, zaraz wszys­cy nowi chrześcijanie zaczęli emigrować do ziem księcia di Medina-Sidonia, markiza Kadyksu, hra­biego d’Arcos i kilku innych panów. Nowi inkwizy­torowie, na czele których tylko co stanął Tomasz Torąuemada, jako pierwszy inkwizytor generalny, dowiedziawszy się o tak licznym wychodztwie, za­drżeli widząc swoje ofiary wymykające się spod władzy świętego oficjum, i proklamacją z dnia 2 stycznia 1484 r. stanowiąca pierwszy akt ich jurysdykcji, ogłosili wszystkich wychodźców za prze­konanych o herezję, już przez sam fakt ich wychodztwa; zarazem rozkazali margrabiemu Kadyksu. księciu d’Arcos, i innym panom Kastylijskiego kró­lestwa, aby obywateli zbiegów pod strażą odsyłali do Sewilli, oraz aby zasekwestrowali ich mająt­ki, pod karą klątwy, konfiskaty ich własnych po­siadłości, tudzież utraty urzędów i godności. Wkrót­ce liczba więźniów tak się wzmogła, że klasztor, w którym ich spakowano, okazał się za szczupłym do objęcia ich wszystkich. Tymczasem inkwizyto­rowie nie poprzestając na wydaniu im tylu nie­szczęśliwych, ogłosili edykt, zwany edyktem łaskie wzywający niearesztowanych apostatów, aby dobro­wolnie poddali się świętemu oficjum, przyrzekano im udzielenie rozgrzeszenia po lekkiej pokucie i nie konfiskowanie majątków.

Ten rodzaj amnestii uwiódł wielu marranosów, którzy się stawili; ale inkwizytorowie kazali ich uwięzić i udzielili im rozgrzeszenia dopiero wów­czas, gdy zmusili ich do wskazania nazwisk i miejsc zamieszkania wszystkich osób, czy to znajomych im z osoby, czy tylko ze słuchu, o których wiedzieli, że wpadły w apostazję, a tak edykt laski, zamienił się w edykt delatorstwa. Wkrótce ogłoszono w całym królestwie- Kastylii inny edykt generalnego inkwi­zytora. Mniej zwodniczy, mniej obłudny niż pierw­szy, oznaczał on rozmaite wypadki, zalecające denuncjację, pod karą śmiertelnego grzechu i więk­szej klątwy. Znajdowało się tam do dwudziestu artykułów, obejmujących mniemane dowody juda­izmu, tak dwuznaczne lub niedorzeczne, iż ze wszyst­kich tych razem zebranych wskazówek, zaledwie można by ustanowić proste uprzedzenie, gdyby in­kwizytorowie nie znaleźli sposobu przedstawienia swoich śmiesznych przesad jako niezaprzeczonych prawd.

Środki tak właściwe do pomnożenia ofiar, ko­niecznie przyniosły najstraszliwsze rezultaty: to też święte oficjum rozpoczęło wkrótce swoje okropne egzekucje. Na czwarty dzień po instalowaniu go w Sewilli, spalono już sześciu skazanych; a w kilka dni później siedemnastu innych uległo te­mu samemu losowi; a w mniej jak w pół roku dwustu dziewięćdziesięciu nowych chrześcijan poniosło śmierć w ogniu, siedemdziesięciu dziewięciu skazano na wieczne więzienie, a wszystko to w jednym mieś­cie Sewilli- Jednocześnie przeszło dwa tysiące marranów wrzucono w płomienie w innych częściach prowincji”, większą jeszcze ilość spalono w wyo­brażeniach, a tysiąc siedemset poniosło kanoniczne kary. Pomiędzy straconymi na stosach, zauważyć należy wiele bardzo bogatych osób, których mająt­ki na skarb zabrano.

„Wielka ilość skazanych na śmierć przez spale­nie sprawiła, że prefekt Sewilli ujrzał się w ko­nieczności wymurowania trwałego kamiennego rusz­towania za miastem, na którem wzniesiono cztery wielkie posągi gipsowe; były one wewnątrz wydrą­żone, a w tych wydrążeniach umieszczano żywcem nowych chrześcijan recydywistów, aby tam ginęli powolnie gorejąc okropnie. Rusztowanie to zwane quemadero, niegdyś jeszcze istniało. Czegóż można było się spodziewać po trybunale, który na samym początku już tak występował?

Z obawy podobnej kary, wielkie mnóstwo no­wych chrześcijan wyemigrowało do Francji, do Por­tugalii a nawet do Afryki. Wielu skazanych zaocznie udało się do Rzymu, błagając papieża o sprawiedli­wość, ale ojciec święty poprzestał na pogrożeniu inkwizytorom destytucją, a pogróżki te nie przy­niosły bynajmniej korzystnego rezultatu dla osób niesprawiedliwie skazanych.

W tejże epoce, królowa Izabella, którą sumienie dręczyło co do artykułów o konfiskacie, prosiła pa­pieża o nadanie trybunałowi formy stałej, ogół za­spokajającej; żądała także, aby wyroki wydawane w Hiszpanii, były stanowcze i nie potrzebowały apelacji do Rzymu. Sykstus IV pochwalił gorliwość królowej dla inkwizycji, uspokoił jej skrupuły i wy­znaczył dla Hiszpanii sędziego apostolskiego, obowią­zanego wyrzekać o wszelkich odwoływaniach się od wyroków inkwizytorskich. D. Inigo Maurique, arcy­biskup Sewilli, miał sobie poruczony ten urząd.

Ustanowienie takiego sędziego apelacyjnego i jego rezydencja w Hiszpanii, miały przynieść wielki pożytek, ponieważ powstrzymywały miesz­kańców od wywożenia pieniędzy za granicę króles­twa; lecz dwór rzymski uczynił to bezpożytecznym, przez ciągłe przyjmowanie apelacji wielu Hisz­panów, bojących się ukazać w Sewilli. To nieporo­zumienie władz było szkodliwe pod każdym wzglę­dem dla nieszczęśliwych, użalających się w Rzymie na niesprawiedliwość inkwizycji; gdyż oddawszy pieniądze papieżowi i otrzymawszy odpuszczenie grzechów, za powrotem do Hiszpanii, byli pomimo to potępieni i karani, chociaż mieli świadectwa na­wrócenia i przebaczenia. A tak, pomimo bulli papieskiej, ganiącej niesprawiedliwość i surowość inkwizycji, oraz nakazującej łaskawe obchodzenie się z dobrowolnie nawracającymi się, Ferdynand, jako wielce sprzyjający konfiskatom, tudzież inkwizy­torowie, którym mocno chodziło o to, aby ich spo­sób postępowania nie wydawał się krzywym, trzy­mali się ciągle systemu tyle sprzyjającego ich wi­dokom. Papież sam mógł był zapobiec temu złu, ale aby się przypodobać Ferdynandowi, myślał je­dynie o nadaniu stałej imponującej formy inkwizycji w Hiszpanii.

Boże Narodzenie w Tunezji

5/5 - (4 votes)

Kolejne święta Bożego Narodzenia w Tunezji nie budzą już zdziwienia. Ozdoby świąteczne w witrynach sklepowych, kolorowe girlandy rozwieszone w supermarketach i wzory namalowane sztucznym śniegiem na szybach zlewają się w całość z obrazami opatrzonymi surami koranicznymi czy wiszącym na podorędziu różańcem.

W nowoczesnych salonach sprzedaży w lepszych dzielnicach stoją ładnie przystrojone choinki i figurki Świętego Mikołaja we wszelkich formach. Świąteczna kolorystyka obowiązuje często w restauracjach i kawiarniach – nie tylko tych przeznaczonych dla turystów. Nieco uroczystej atmosferze pomaga fakt, że dwutygodniowe ferie szkolne rozpoczynają się mniej więcej na tydzień przed Bożym Narodzeniem i wszyscy, uczniowie, jak i nauczyciele, rozjeżdżają się do domów rodzinnych.

W domach wygląda to trochę inaczej. Mianowicie w pełni tunezyjskie rodziny nie obchodzą Świąt ani nie traktują ich jako swojej tradycji, mimo że świetnie zdają sobie sprawę z ich obecności dzięki francuskojęzycznym kanałom telewizyjnym. Odmiennie prezentuje się duch świąteczny wśród klasy wyższej, zwłaszcza jeśli rodzina posiada mieszane pochodzenie bądź mieszkała częściowo za granicą. W tym wypadku kultura popularna każe zakupić prezenty, by obdarować nimi członków rodziny lub przyjaciół bez większego kontekstu religijnego. Możliwe, że odbywają się spotkania w najbliższym gronie w miłych okolicznościach, by złożyć życzenia i podsumować kończący się rok. Obowiązkowo spotykają się mieszkający w Tunezji cudzoziemcy, którzy celebrują Boże Narodzenie we własnym kręgu i na własny niepowtarzalny sposób – francuski, angielski, włoski, rosyjski, polski… Odbywają się msze święte w językach narodowych w głównej katedrze w Tunisie oraz licznie rozsianych kameralnych kościołach. Nie można zapominać również o chrześcijańskiej społeczności czarnoskórych mieszkańców Tunezji, którzy zamieszkują tam na stałe lub tymczasowo.

Pseudoświąteczna atmosfera panuje głównie w stolicy i turystycznych miejscowościach, gdzie francuskie dziedzictwo jest silnie zauważalne i wciąż żywe wśród mieszkańców. Stanowi to niejako most między Tunezją i Europą, który podtrzymuje psychiczną więź tego w większości muzułmańskiego kraju z chrześcijańskim kontynentem. Jest to prawdopodobnie kolejny przykład tej tak subtelnej gry, w której Tunezja tkwi od lat i nie widzi z niej konkretnego wyjścia. Próba balansu między własnymi tradycjami a tymi zaimportowanymi przede wszystkim z Francji nie przyniosła dotąd jednoznacznych rezultatów – ani w pełni pozytywnych, ani całkowicie negatywnych. Nikt nie znalazł odpowiedzi na pytanie, jak sprawić, by ludzie byli dumni z lokalnych zwyczajów i przestali uważać podświadomie zachodnie zwyczaje za kulturę wyższą. Nawet postrewolucyjne przemiany nie są w stanie zmienić sposobu myślenia mas na ten temat. Może sukces polityczno-gospodarczy kraju pomógłby w przywróceniu szacunku do własnej ojczyzny, może jedynie podniesienie poziomu edukacji jest jedyną nadzieją na wyrobienie dumy narodowej.

Alicja Adala