Ewolucja podejścia Kościoła do herezji

5/5 - (1 vote)

Nowy Testament nakazywał w stosunku do innowierców, heretyków czy magów postawę dialogu, a w przypadku jej bezskuteczności ostracyzm. Nawet jeśli dochodziło do konfrontacji umiejętności magicznych z cudami dokonywanymi przez Chrystusa i jego uczniów, z prób tych wychodzili chrześcijanie obronną ręką, dzięki manifestacji mocy boskich, których siła przekonywała nawet opornych pogan i magów, którzy znosili swoje księgi magiczne i palili je na stosach. Było to rozwiązanie diametralnie różne od podejścia starotestamentowego, jakim w przypadku pogan było ukamienowanie za bramami miasta, czy śmierć dla osób parających się magią. Najwyższy wymiar kary w pierwszych wiekach chrześcijaństwa stanowiła ekskomunika, czyli wyłączenie ze wspólnoty.

Przykład postawy, którą realizować przykazuje Chrystus i apostołowie, dał Kościół już w II wieku podczas pojawienia się prądów gnostyckich. Chrześcijanie nie szukali pomocy z zewnątrz, w organizacji państwowej, lecz zwyciężali schizmatyków poprzez umocnienie pozycji biskupów jako nauczających i ulepszeniu wykładni doktrynalnej Pisma Świętego. Wewnętrzne zmiany wystarczyły, aby odeprzeć niebezpieczeństwo schizmy.

Ważnym też wydaje się fakt, iż w czasach gdy władza cesarska była połączona z najwyższą pogańską władzą kościelną, starożytni teologowie chrześcijańscy walczyli o rozdzielenie tego co cesarskie, od tego co boskie. Twórczość autorów takich jak wspomniany wyżej Tertulian czy Orygenes, była nieustanną walką o wolność religijną, a przymuszanie kogokolwiek do zmiany wiary było chrześcijanom obce. Najdobitniej ujął to Laktancjusz mówiąc, że religia jest jedyną sferą na stałe związaną z wolnością. Mówił także, że religii winno się bronić nie zabijając, lecz umierając dla niej. Bronić nie okrucieństwem, lecz cierpieniem. Nie zbrodnią ale wiarą.

Czasy zdrowego dystansu wobec narzędzi władzy państwowej skończyły się z dnia na dzień, gdy w 313 roku Konstantyn Wielki – pierwszy cesarz chrześcijański – ustanowił wolność religijną dla współwyznawców. Prześladowani dotąd chrześcijanie, zostali wezwani do wzięcia odpowiedzialności za losy państwa, które nagle przestało być wrogie.

Rozterki teologów dotyczące tego jak miało wyglądać państwo chrześcijańskie, zostały zażegnane na pewien czas przez cesarza. Doszło wtedy do zamienienia religii dotychczas panującej na chrześcijaństwo i połączenia jej z władzą świecką. Religia miała być instrumentem zachowania pokoju i jedności państwa. Konstantyn stał się wtedy zarówno władcą świeckim (cesarzem), jak i najwyższym zwierzchnikiem duchowym (Pontifex maximus). Koncentracja takiej władzy oraz instrumentalna rola religii, spowodowała szybkie odstępowanie od biblijnej zasady upominania grzeszników i błądzących na rzecz wygnania ich z państwa.

Na odpowiedź teologów nie należało długo czekać. Do surowego tonu pism Tertuliana i Orygenesa, postulujących rozdzielenie władzy świeckiej od duchownej, powrócili ojcowie Kościoła już na synodzie w Sardyce w 343 roku. Z podobnymi apelami zwrócili się w następnych latach Honoriusz z Kordoby i Ambroży.

Następne zmiany przyniósł edykt cesarza Teodozjusza z Thesalonik z 380 roku. Wtedy to ortodoksyjna wykładnia Kościoła Katolickiego stała się prawem państwa. Związek władzy Kościoła z władzą państwową potwierdziły: edykt z 376 roku zakazujący tajnych zgromadzeń heretyków raz edykt konstantynopolitański z 392 roku, sankcjonujący praktykowanie jakichkolwiek form kultu pogańskiego, nawet w domach prywatnych. Późniejsze edykty cesarskie dotyczące magii i czarów omówione powyżej oraz edykty regulujące sprawy dotyczące herezji, uznawały je za zbrodnie i wyznaczały za nie kary jak za najpoważniejsze przestępstwa kryminalne czyli: konfiskatę dóbr, pozbawienie prawa dziedziczenia, wygnanie, deportację i śmierć.

Kościół nie korzystał z początku w pełni z uprawnień do ścigania pogan i heretyków, jakie przyznał mu cesarz, jednak w miarę upływu czasu dyscyplina soborowa na tym polu zaostrzyła się. Poruszane były na przykład kwestie takie jak ekskomunikowanie osób zmarłych, czy posiadających książki heretyckie. Przybywało jednak coraz więcej głosów zachęcających do ścigania pogan i heretyków za pomocą ramienia świeckiego. Listę tych działaczy otwiera około 346 r. wspomniany już wyżej Firmicus Maternus, który w swym dziele o znaczącym tytule O niedorzeczności religii pogańskich zachęcał „świątobliwych” cesarzy, do konfiskaty ozdób ze świątyń pogańskich. Co do samych świątyń i posągów, zalecał ich burzenie, jako przyczynek do wzmożenia chwały prawdziwego Boga. Po budynkach i posągach nadszedł czas na wyznawców. Twórca ów stwierdzał obowiązek cesarzy dotyczący ścigania surowo i wszelkimi sposobami zbrodni bałwochwalstwa. Obowiązek ten nadany był władcom przez samego Boga, a jako uprawomocnienie swoich słów autor posłużył się surowym starotestamentowym nakazem zawartym w Księdze Powtórzonego Prawa.

Mniej radykalnym, ale bardziej poważanym kontynuatorem myśli Maternusa był św. Augustyn. Postawa Doktora Kościoła w stosunku do użycia państwa w walce z poganami zaostrzyła się wprost proporcjonalnie do eskalacji brutalnych ekscesów związanych ze schizmą donatystów w północnej Afryce. Początkowo władze świeckie miały zapewnić bezpieczeństwo ludności katolickiej, później zaś Augustyn stwierdził, że herezja może być karana tak jak inne przestępstwa, ponieważ rozbija porządek społeczny i można zaliczyć ją do tej samej kategorii co trucicielstwo. Chociaż konsekwentnie nadal twierdził, że nie można pogan nawracać siłą, to przymus w stosunku do heretyków był dozwolony. Jako poparcie swojej tezy „zbawiennego przymusu” posłużył się Augustyn przypowieścią o zlekceważeniu przez gości zapraszającego na ucztę Gospodarza. Reszty argumentów dostarczyły Augustynowi przykłady praw wydawanych przez starotestamentowych królów. Przemoc niesprawiedliwą, stosowaną przez heretyków odróżnia od przemocy stosowanej przez ortodoksyjny Kościół, który kieruje się miłością i ma na celu życie wieczne dotychczasowych przeciwników.

Podsumowując ewolucję postaw teologów starożytnych należy jednoznacznie stwierdzić, że wyważony ton dyscypliny soborowej, który wzywał państwo do tolerancji religijnej, a Kościół do zachowania właściwego względem państwa dystansu, nie znalazł szerszego oddźwięku w nadchodzących wiekach średnich. Powodem tego były działania władzy świeckiej, która za pośrednictwem prawa rzymskiego traktowała religię jako narzędzie służące utrzymaniu jedności i porządku wewnątrzpaństwowego. Innym czynnikiem, jak się okazało po upadku Rzymu bardziej nawet trwałym, było znaczenie pism świętego Augustyna, który był dla całego średniowiecza największym autorytetem. To spod pióra tego Doktora Kościoła wyszły dzieła, które dostarczyły argumentacji kolejnym pokoleniom teologów i na następne wieki ustaliły pojęcia i sposoby postępowania względem pogan, heretyków i czarowników.

Wierzenia na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu

5/5 - (1 vote)

Na temat roli kapłanów i religii panującej na ziemiach polskich przed przyjęciem chrztu wiemy bardzo niewiele. Jedynym źródłem, z którego czerpane są wszelkie wiadomości na temat kapłaństwa, są skąpe w tym względzie przekazy pisane. Możemy się tutaj oprzeć jedynie się na trzech podstawowych w tym zakresie źródłach – kronikach Thietmara, Helmolda i Saxo Grammatyka.

Saxo Grammatyk opisuje nawet wygląd kapłana, który odznaczał się „wbrew powszechnemu miejscowemu zwyczajowi długością spadających włosów”. Do obowiązków kapłanów należała więc w pierwszym rzędzie troska o całość świątyni, a przede wszystkim o znajdujący się wewnątrz posąg boga. Poza tym kapłani byli zobowiązani do przeprowadzania wróżb. Wróżono na przykład przed podjęciem decyzji wagi ogólnoplemiennej, a także dla rozstrzygnięcia, jakie ofiary należało złożyć dla zapewnienia sobie przychylności boskiej. Wróżb dokonywano przed podjęciem wyprawy wojennej, jak również dla określenia urodzajów w danym roku.

Do ich kultowych obowiązków należało składanie ofiar ze zwierząt i ludzi (przeważnie – a może wyłącznie – chrześcijan), a także z płodów roślinnych i miodu, jak również pilnowanie przestrzegania tych obowiązków przez wiernych. Kapłani i tu spełniają funkcje wróżbitów. Pod przewodnictwem kapłanów odbywały się uroczystości doroczne, takie jak święto plonów, w czasie których kapłan przeprowadzał cały szereg obrzędów ku czci bóstwa. Do obowiązków kapłanów należało wreszcie utrzymywanie w czystości świątyni, opieka nad koniem poświęconym bóstwu (którego dosiadać mógł tylko kapłan) oraz nadzór nad świątynnym skarbcem, do którego wpływały dary, podatki i daniny z sąsiednich ziem. Do świątyni prawo wstępu mieli tylko kapłani.

W plemionach słowiańskich kapłani spełniali także funkcje pozakultowe. Z przekazu Helmolda wiemy, iż kapłan uczestniczył w rozprawach sądowych. Nie jest jasno powiedziane, czy sam pełnił funkcję sędziego. Być może, iż sama tylko jego obecność, jak i miejsce sądu – święty gaj, nadawały wyrokowi sądowemu sankcję religijną. Kapłan występował też w roli posła.

Fakt, iż radzono się w sprawach wagi ogólnoplemiennej bogów, którzy mieli rozstrzygnąć, jak w danym momencie należy postąpić, nie świadczy o ograniczonej na rzecz kapłanów roli wiecu czy starszyzny plemiennej, a jedynie o pewnych ograniczeniach wypływających z systemu wierzeń. Kapłani – wróżbici mogli interpretować pewne zjawiska dowolnie, problem tylko w tym, czy ich interpretacja podporządkowana była uświęconym tradycją sposobom objaśniania, czy też była czysto tendencyjna, zależna od potrzeb chwili i woli kapłanów. Faktem jest w każdym razie, iż wyniki wróżb nie zawsze respektowane były przez starszyznę plemienną.

Stosunek kapłana do wiecu ilustrują też słowa Helmolda, iż kapłan „zwoławszy króla i naród, objawił im, że Bogi silnie są zagniewane i że gniew ich nie inaczej złagodzonym być może, jak krwią kapłana, który śmiał pośród nich obce obrzędy religijne odprawiać”. Wydaje się, iż przytoczony wyżej przykład świadczy jedynie o możliwościach i sposobach walki kapłanów pogańskich z ekspansją nowej wiary. W szczególnie trudnych dla religii pogańskiej czasach, kapłani uciekali się do różnych sposobów, mniej lub bardziej skutecznych, dla pognębienia chrześcijan. W specyficznych warunkach kapłani mogli postępować nawet niezgodnie z obowiązującymi na ogół regułami.

W okresie starć pogaństwa z chrześcijaństwem lud chętnie słuchał kapłana i jest to chyba sprawą zrozumiałą. Książęta często zawierali przymierza z obcymi i chętnie godzili się na przyjęcie nowej wiary, co wprowadzało niepokój wśród ludu. Niewątpliwie kapłani oddziaływali na umysłowość członków plemienia, mieli w pewnym sensie nad nimi „władzę duchową”, w pewnych wypadkach mogli oddziaływać na bieg poszczególnych wydarzeń, jednakże nie wydaje się, by to mogło wiązać się rzeczywistą ich przewagą nad księciem i wiecem.

W rzeczywistości kapłani byli jedynie sługami bóstwa. Jak dalece – świadczy najlepiej opis sprzątania świątyni, kiedy to kapłan nie miał prawa swobodnie oddychać w jej wnętrzu i dla nabrania tchu musiał biec do drzwi. Wszystko, co znajdowało się w świątyni – koń, skarbiec, załoga – nie stanowiło własności kapłana

Bogowie Słowian stali już na wysokiej pozycji – władców, których należało przebłagiwać darami i modlitwami, by zyskać ich przychylność lub by pozwolili ujrzeć śmiertelnikom ich przyszłe wyroki. Można było zatem dzięki pewnym działaniom wpłynąć na wolę bogów, bóstw i demonów, a przez to osiągnąć korzyści w życiu doczesnym.

Niemal każda religia jest postrzegana przez swych wyznawców jako sposób na zdobycie ponadnaturalnych mocy. Nie wyklucza to płynących z niej innych korzyści, takich jak: wskazówki moralne, funkcja symbolu porządku społecznego, czy w końcu drogi do nieśmiertelności, jakie z owej wiary czerpią wierni. Historia wczesnego chrześcijaństwa, które niewątpliwie było udziałem Polski w pierwszych kilku wiekach istnienia państwa, nie odbiega od tej zasady. Przejście na nową religię było przez konwertytów nie tylko wstąpieniem na nową drogę życia, kończącą się zbawieniem w innym świecie, ale także zdobyciem nowej, bardziej skutecznej magii.

Figurę czarownictwa można określić jako układ mityczno-rytualny, w którym wyraża się agresywna reakcja grup i marginesów społecznych, z różnych powodów nie zintegrowanych, albo zintegrowanych tylko częściowo z typowymi w danym okresie modelami kulturowymi. W takich przypadkach społeczności te spychane są na margines i uważane są za nosicieli innej spuścizny obrzędowej i mitologicznej, która groźnie przeciwstawia się modelom właściwym dla większości. Niekiedy zjawisko to ma miejsce w obrębie historii danej kultury, gdy grupa społecznie bagatelizowana lub uciskana odrzuca schematy religijne i jednocześnie konstytuuje się przez sprzeciw i odrzucenie przyjętych ogólnie wartości. Agresywność między tymi grupami jest obustronna.

Magia katolicka

5/5 - (1 vote)

praca magisterska

Zmiany stricte polityczne często łączyły się z przyjmowaniem nowych bogów danego związku politycznego. Przyjmujemy zatem, iż potężniejszy od nas sojusznik ma i potężnie­jszą magię. Ślady potwierdzające walkę polityczną, a przez to także magiczną, odnajdujemy już w Starym Testamencie, gdy kapłani Jahwe wyzwali na publiczny pojedynek kapłanów Baala. Działania magiczne śledzimy także w poczynaniach apostołów oraz w żywotach świętych, w przypadku których do dzisiaj dokonywanie nadnaturalnych aktów – cudów jest sprawdzianem ich świętości. Kościół średniowieczny od XII wieku ustalił standardowy wzór życia świętego, któremu po śmierci przypisywano nadnaturalne osiągnięcia, takie jak: przewidywanie przyszłości – czyli profecję, leczenie chorych, ochronę przed wodą i ogniem czy w końcu kontrolowanie pogody, do dziś przecież przytaczane w procesach beatyfikacyjnych.

Kościół jako instytucja w przededniu Reformacji nie uzurpował sobie mocy czynienia cudów, jednak skrzętnie korzystał z prestiżu dostarczanego przez tych jego członków, którzy otrzymali od Boga moce cudotwórcze. Samo wstawiennictwo świętego uproszonego gorliwymi modlitwami lub datkiem na jego sanktuarium, powodowało cudowne wyzdrowienia, wskrzeszanie zmarłych czy odwrócenie niebezpieczeństw.

Podobną moc miały także same tylko obrazy świętych. Rozprzestrzeniał się bowiem kult obrazów, jako działających cuda fetyszy, nie tylko chroniących swych wyznawców ale także zsyłających zarazę na ich wrogów. Kluczowym dla religijności był i nadal jest kult maryjny, którego charakter trafnie przedstawiała sarmacka maksyma: De Maria numąuam satis. W zasadzie każdy kościół miał swojego świętego patrona, którego lokalny kult można było porównać z totemizmem. Również każdy niemal zawód posiadał swojego świętego opiekuna, który był korporacyjnie wyznawany i którego dzień święty miał dla danego cechu zawodowe skutki.

Wiara w moc świętych nie opierała się tylko na dokonanych w przeszłości cudach, lecz także na założeniu, że swoją mocą mogą jeszcze dziś wpłynąć na losy swoich wiernych na ziemi. Każda plaga, zaraza czy niebezpieczeństwo miały swojego wstawiennika i orę­downika, do którego zwracali się wyznawcy w potrzebie. Każdy święty miał swoją „specjalizację”. Cuda dokonywane przez owych patronów były wykorzystywane nie tylko w celu uzdrawiania ludzi, ale także zwierząt.

Kościół wytwarzał w średniowieczu również wiele magicznych artefaktów. Woda święcona stosowana była nie tylko w celu wypędzania z ciała duchów i złych mocy, ale także w celu błogosławienia ludzi, zwierząt, domów czy pokarmów lub jako remedium na każdą chorobę. Księgi liturgiczne zawierały modlitwy na określone okazje, na przykład przed długą podróżą albo przed bitwą.

Teologowie twierdzili, że nie ma nic złego w noszeniu na szyi zwitka papieru z narysowanym krzyżem lub napisaną na nim modlitwą. W zależności od zapisanej modlitwy zmieniały się właściwości ochronne amuletu. Na przykład mógł on chronić od choroby, głodu, ognia lub szatańskich zakusów. Właściwości ochronne miały też pobłogosławione w odpowiedniej intencji różańce. W podobny sposób działały relikwie, które w zależności od rangi i zasług świętego miały zmienny wachlarz zastosowań i możli­wości. W Polsce od czasów średniowiecznych apotropaionem przeciwko demonom był szkaplerz związany z zakonem żebraczym Karmelitów Trzewiczkowych. Posiadacze takowych mieli zostać wybawieni z czyśćca w pierwszą sobotę po śmierci. Podobną moc miał także medalik św. Benedykta, który wieszano po domach lub noszono na piersiach.

Działaniem odstraszającym demony cieszyły się także plecionki ozdobne w budynkach sakralnych oraz ozdobione diabelskimi maskami kamienie, umieszczane na kolumnach lub zewnętrznych ścianach budowli. Zakusy szatańskie odpędzać miały także gromnice, niewielkie dzwoneczki loretańskie, przywożone z włoskiej miejscowości kultu maryjnego oraz kołatki. Skutecznym artefaktem była też karawaka, czyli krzyż o dwóch ramionach, słynącym jako środek zapobiegawczy przed morem i czartem. Przed niepożądaną ingerencją diabła chroniły także nakreślone kredą krzyże oraz inicjały imion Trzech Króli, co do dziś jest w Kościele Katolickim praktykowanym zwyczajem. W ludowej tradycji obok przedmiotów sakralnych istniała cała gama tzw. „diabelskich prezerwatyw”, czyli amuletów o magicznej mocy.

Moc ochrony przed złem zyskały także gesty: na przykład znak krzyża czy błogosławieństwa. Jednak dopiero w połączeniu z sakramentami, wiara w nadnaturalne zjawiska wzrastała. Chrześcijański sakrament ołtarza przeszedł w historii Kościoła przez proces teologicznej reinterpretacji. W średniowieczu nacisk przechodził z komunii wiernych na specjalną rolę konsekrującego kapłana. Uwagę średniowiecznych wiernych przykuwało nie uczestnictwo w kongregacji, lecz moc księdza zmieniającego wino w krew i chleb w ciało. Inną kwestią był fakt, że większość uczestników mszy nie znało zawiłości teologicznych doktryny, przez co wierzono, że rytualne słowa o magicznym charakterze, mogły zmienić charakter rzeczy materialnej, czyli na przykład wino w krew, co zresztą sporadycznie i faktycznie się zdarzało w rozpuszczanych wśród wiernych anegdotach i pismach. Świadczy to o zaangażowaniu kleru w rozprzestrzenianie tych nadnaturalnych praktyk. Kolejnym potwierdzającym to przykładem były polecenia przełożonych kościelnych, aby skrzętnie zbierać nawet te odrobiny hostii, które upadły na podłogę, by nie dostały się w niepowołane ręce. Należało też tak zabezpieczać wino i chleb używane podczas sakramentu aby ich nikt nie wykradł.

Hostia cieszyła się nadnaturalnymi właściwościami i mogła być użyta w całym spektrum zaklęć: od uzdrawiania, przez ugaszenie ognia i nawożenie pól, aż do czarów miłosnych. Mogła być także wykorzystana przez uprawiających czarną, szkodliwą magię czarnoksiężników. Dlatego też księża byli zobowiązani wkładać hostię do ust tak, by mieć pewność, że nie zostanie wykorzystana magicznie. Także sakramenty wytworzyły grupę zabobonnych wierzeń, których Ojcowie Kościoła nigdy nie wprowadzili. Wierzono, że chrzest powodował często ozdrowienie chorowitych noworodków. Próbowano nawet chrzcić domowy inwentarz, w nadziei na wykorzystanie magicznej mocy tego sakramentu. Podobnie było z komunią świętą, która miała wzmacniać dzieci przed atakami Złego oraz przynosić szczęście, jeśli tylko przez odpowiednio długi czas nosiło się komunijne szaty. Swoiście magiczną otoczkę posiadał sakrament małżeństwa, który nie dochodził do skutku przy niezachowaniu pewnych określonych reguł, prawem kanonicznym, ale i zwycza­jem uświęconych, dotyczących czasu, miejsca, sukni panny młodej, itd. Powszechnie wierzono, że noszenie obrączki małżeńskiej, miało moc zażegnywania sporów i kłótni.

Funkcję magiczną miały także modlitwy, które w wielości swych form zawsze odwoływały się do Boga z prośbą o wstawiennictwo zarówno w sprawach zbawienia jak i życia wiecznego, a także bardziej przyziemnych kwestiach. W okresach plag, epidemii czy słabych zbiorów organizowane były uroczyste procesje, mające zjednać Boga i uprosić go o okazanie łaski. Liczne ich opisy są dostępne również w źródłach z czasów nowożytnych.

Modlitwy kapłanów tym różniły się od zaklęć czarowników, że zaklęcia i uroki miały działać automatycznie, podczas gdy modlący się nigdy nie mieli pewności, czy ich prośby zostaną wysłuchane. Z drugiej strony czarownik rzucający czar, zawsze narażony był na ryzyko niepowodzenia; z tym, że przyczyną klęski mógł być element nie spełniający odpowiednich standardów lub kontraczar innego zaklinacza. Modlitwa była rodzajem prośby, natomiast czary to „wyuczone narzędzia manipulacji siłami natury”.

W praktyce jednak granica ta była zamazana w popularnej ocenie. Spowiednicy często nakazywał odmawiać po kilkanaście razy Pater Noster, Ave czy Credo zapewniając o zba­wiennym wpływie tychże recytacji. Życie wieczne można było osiągnąć przez wielokrotne zamawianie mszy św., przy założeniu, że im więcej modlitw, tym większy i pewniejszy jest sukces. Zbawienie leżało więc w zasięgu ręki i w granicach możliwości. Towarzyszyło temu przekonanie, że ofiarami i modlitwami, a nie realnymi czynami można dokonać zmian w ota­czającym świecie. Religia katolicka poprzez tolerowanie licznych na wpół chrześcijańskich czarów dodawanych do oficjalnych sakramentów i modlitw, sama w pewnym sensie utrwalała postawę sprzyjającą czarownictwu. Nie czyniąc ostrej dystynkcji, podtrzymywała wiarę w zaklęcia i ich moc. Modlitwy chrześcijańskie można było wykorzystać w celach czarowniczych mówiąc je – na przykład – wspak.

Innym sposobem wykorzystywania mocy Boga do celów ziemskich, były uroczyste przysięgi, które składał człowiek w ciężkich terminach lub przed sądem. W zamian za wyratowanie z tych opresji, stipulator zobowiązywał się dokonać pewnych działań na rzecz drugiej strony. Człowiek był związany z Bogiem węzłem wzajemnych, przyszłych korzyści.

Dalszym przykładem nadnaturalnych mocy będących do dyspozycji kościoła, były sankcje religijne, zapewniane w celu usprawnienia działania wymiaru sprawiedliwości. Przysięgi składane przez podsądnych na Biblię, krzyż czy relikwie miały zapewnić wsparcie istoty najwyższej, przy wykonywaniu złożonych zobowiązań czy zeznań. W razie krzywoprzysięstwa, składający narażony był na natychmiastową zemstę Boga – jak rażenie gromem – lub na bardziej w czasie odległą – ogień piekielny. Podobny mechanizm działał w przypadku innych ordaliów. Zarówno przy próbach, jak i przy pojedynkach wzywany był tam Bóg, by swoją pomocą wspomógł sprawiedliwego w jego działaniach sądowych, a pogrążył krzywoprzysięzcę, niegodziwca. Dowody na wiarę w możliwość magicznego wpływania na wynik postępowania sądowego, spotykamy w Polsce już w Księdze elbląskiej z XIII wieku, która nakazywała pokropienie rozgrzanego metalu, przed dokonaniem „próby żelaza”. Romuald Hube opisuje także zwyczaj przechowywania przedmiotów służących do przeprowadzania sądów bożych w świątyniach, pod nadzorem duchowieństwa. Roli ordaliów w postępowaniu inkwizycyjnym poświęcę więcej miejsca w następnych rozdziałach. Wszystkie te argumenty nie oznaczają jednak, że Kościół świadomie wprowadzał dla wiernych cały system magicznych rozwiązań, dzięki którym można było radzić sobie z ziemskimi problemami. Większość z nich dane nam było poznać dzięki usiłowaniom kleru, który z mniejszą lub większą gorliwością starał się niektóre z nich obalić.

Są jednak argumenty przemawiające za tym, że Kościół był instytucją tak magiczną jak i religijną. Przede wszystkim chodziło tu o praktykę nawracania, w której misjonarze kładli nacisk na wyższą skuteczność mocy Boga chrześcijańskiego nad lokalnymi bóstwami. Kolejną kwestią była asymilacja religii tubylczych w jak największym stopniu, by w ten sposób możliwie ułatwić i zwiększyć tempo akcji chrystianizacyjnych. Już Grzegorz VII nakazywał stawiać kościoły, w miejscach gdzie do niedawna stały świątynie pogańskie lub po prostu konsekrować te ostatnie. To samo tyczyło się innych miejsc kultu pogańskiego, takich jak: święte źródła czy gaje. Nie było też przypadkiem, że terminy większości katolickich świąt pokrywają się z datami świąt celebrowanych na tych ziemiach przed przyjęciem chrześcijaństwa. Ten proces asymilacji nie został osiągnięty bez żadnych kosztów, bowiem Kościół wstępuj ąc niejako w rolę dawnej religii, obarczony został ciężarem oczekiwań, których spełnienia społeczności dotychczas oczekiwały od swych bogów. W ten sposób Kościół zaczął leczyć i uzdrawiać chorych, zapewniać dobry urodzaj, chronić przed plagami, ogniami czy złymi mocami. Profity wynikające z tych praktyk były zbyt znaczące, by Kościół mógł je zignorować. Społeczności potrzebowały magii, więc i tak doszłoby do jej wytworzenia, lepiej więc że stało się to pod bokiem Kościoła, który miał na to jakikolwiek wpływ.

Innym czynnikiem wpływającym na obecność magii w Kościele było samo stanowisko doktryny. Podczas gdy z jednej strony teologowie kreślili zdecydowanie linię między religią i magią, to kategoria przesądów i zabobonów zawsze miała w sobie znaczny margines elastyczności. Ogólną zasadę można przedstawić w ten sposób, że przesądy zyskujące aprobatę instytucji czy to na szczeblu biskupim czy papieskim, nie były magią. Te natomiast, które takiej aprobaty nie uzyskały, były przez Kościół zwalczane. Katoliccy teologowie zawsze podkreślali, że to obecność lub brak aprobaty Kościoła determinuje właściwość każdego czynu.

Dystynkcja między ludźmi obdarzonymi przez Boga, a czarownikami, leżała rzadziej w dokonywanych przez nich nadnaturalnych czynach, ale częściej w ich pozycji społecznej i władzy, która daną skargę wnosiła. Można tu przytoczyć słowa Reginalda Scota, który o papieżu napisał, iż ten: „Kanonizuje bogatych na świętych, a potępia biednych jako czarowników ”.

Naczelnicy Kościoła wspierali magiczną stronę religii zapewniając o skuteczności środków chrześcijańskich, takich jak woda święcona, egzorcyzmy czy znak krzyża w zwalczaniu sił szatańskich. Nie tłumili przesądów, gdyż mogło to zapewnić większe poparcie ludności dla całej instytucji i wzmocnienie jej wiary. Podkreślano cudowną moc hostii, jeśli mogło to zapewnić zwiększenie atencji społeczności.

Podejście, które reprezentował Kościół uczyniło zeń być może instytucję bardziej elastyczną niż ta, jaką miał być w założeniu. Działo się tak mimo faktu, że teologowie, historycy i socjologowie twierdzili, że postawa magiczna pasożytowała tylko na organizmie Katolicyzmu i mogła – bez naruszania podstaw wiary – być od niego odcięta. Rozdział taki możliwy był dla teologów, jednakże nie było to osiągalne dla zwykłych ludzi, dla których wiara w magiczną moc Kościoła była podstawą wiary chrześcijańskiej w ogóle.

Kościół reformowany wyeliminował ze swej doktryny większość magicznych rytuałów na kulcie świętych począwszy, przez cudowną moc wody święconej, a na egzorcyzmach kończąc. Pozbawiając kler ich szczególnych szat i zwalniając z obowiązku celibatu, zmniejszono ich mistyczną rolę. Kościół pozbawiony został tym samym swej broni do walki z magią i przesądami. Była to jednak zmiana stopniowa i w społeczeństwach średniowiecznych dopiero powoli zaczynała rysować się granica między magią a religią.

Cały czas jednak w przypadku choroby czy innej straty, ludzie zwracali się do czarowników, a nie do kleru. Była to reakcja laikatu na stanowisko Kościoła dotyczące tego, że w kwestii jakiejkolwiek straty (od pieniędzy do zdrowia i życia bliskich) lepiej było poświęcić dane dobro, niż odzyskać je za pomocą sztuczek diabelskich. Czarownicy ofiarowywali w takich przypadkach pewność (relatywną rzecz jasna) skutecznego działania, podczas gdy Kościół pozostawiał wszystko w rękach Boga i nakazywał cierpliwie oczekiwać na Jego wyroki. Dlatego magia cieszyła się cały czas niegasnącą popularnością.

Wysoce wątpliwym jest, czy oficjalna kampania jaką przeciwko magii podjął w średniowieczu Kościół, spowodowała zmniejszenie częstotliwości jej występowania. Zarówno przed, jak i po Reformacji sądy duchowne prześladowały czarownictwo, spychając je niejako do podziemia społecznego, co było w dalszych wiekach kontynuowane. Niemożliwym jawi się, by wyeliminowały one magię, jeśli popyt na nią cały czas w społeczeństwach istniał. Jeśliby więc wrogiem magii były tylko sądy kościelne, jej pozycja do dziś byłaby niezachwiana.

Kim są uczestnicy Europejskich Spotkań Młodych

5/5 - (1 vote)

Okazuje się, że nie tylko Europejczycy. W ESM w Paryżu uczestniczyli młodzi z pięćdziesięciu czterech k.rajów pozaeuropejskich (z Laponii, Meksyku, z Afryki, Azji, Ameryki Północnej i Południowej. W Liście  z Taiz czytamy:

„W końcu dotarli wszyscy, ponad połowa z nich była ze wschodniej Europy – ci przyjechali  z bardzo daleka: setki Rosjan. Ukraińców, Bułgarów, Serbów, tysiące Litwinów, Estończyków, Łotyszy, Rumunów, Chorwatów. I wszyscy inni, z pozostałych krajów europejskich od Grecji, Albanii, Bośni aż po Finlandię … od Norwegii, po południe Portugalii i Hiszpanii.”42

Po spotkaniach w krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Pcs, Lublana, Warszawa,Berlin Wschodni, młodzi małymi grupami torowali drogę do udziału w ESM . Wyraźny wzrost liczby uczestników odnotowano po ESM we Wrocławiu

(1989/90), gdy następne spotkanie w Pradze  liczyło sobie 30 tysięcy uczestników więcej. Trzeba wspomnieć, że pierwsze ESM w Paryżu (1978/79) to 30 tysięcy młodych i taki wskaźnik utrzymał się mniej więcej na następnych spotkaniach (wyjątek: 20 tysięcy w Barcelonie 1985 r.).

Wrocławskie spotkanie otwiera drogę młodym z Europy Wschodniej, możemy to zaobserwować przy zestawieniu choćby  siedmiu ostatnich spotkań:43

Wyznania

Na spotkanie europejskie zaproszeni są chrześcijanie: protestanci, katolicy, prawosławni. Każde z wyznań wnosi do spotkania to co jest w nim najlepsze, obdarowując swym charyzmatem innych.

Brat Roger często podkreśla to wzajemne obdarowanie wspólnot chrześcijańskich44

Zdarzało się, że niektóre małe nieformalne grupy wyznaniowe chciały wykorzystać zgromadzenie młodych dla własnych celów. Wspólnota z wielkim taktem, dyskrecją, ale i stanowczością eliminowała zagrożenie dla młodych poszukujących źródeł wiary. Brat Roger powiedział, że na spotkaniach nie ma miejsca na uprawianie nowego prozelityzmu. Uszanowanie tej zasady stanowi konieczny warunek przeżywania ESM w ekumenicznym duchu pojednania.

Wiek

Do niedawna w ESM uczestniczyli młodzi w wieku 18-28 lat. Od kilku ostatnich spotkań średnia wieku wyraźnie rozszerzyła się (ESM w Wiedniu: 18-30 lat i Monachium 17-30 lat a nawet starsi). Dopuszcza się też udział całych rodzin. a więc też dzieci za które nie pobiera się opłat (do 14 lat).

Niepełnoletnia młodzież (17 lat) wyjeżdża pod opieką osoby powyżej 21 roku życia, (jedna osoba na 4 niepełnoletnie; kobieta dla dziewcząt, mężczyzna dla chłopców). Opiekun osób niepełnoletnich bierze za nie odpowidzialność, spędza z nimi czas od momentu wyjazdu do powrotu do domu. Mogą oni wziąć udział tylko w grupach uczestniczących w życiu  wspólnot chrześcijańskich.

Starsi, dorośli z dziećmi, osoby niepełnosprawne i chore wybierają również grupy dzielenia się w parafiach. Są zakwaterowani zawsze u rodzin.

3) Formy uczestnictwa. Program ramowy

a) grupa pracy z 28 grudnia

Grupy zachęca się, aby w czasie podróży (a nawet wcześniej) dokonały wyboru sposobu przeżywania spotkania. Jednym z nich jest podjęcie drobnych zadań wspomagających sprawny jego przebieg.

Dla uczestników, którzy dobrowolnie decydują się na pracę jest to doskonała przygoda,  aktywna forma przeżycia spotkania wyzwala w sposób pożyteczny energię młodzieży i daje dużo radości.

Grupy pracy mają możliwości:

  • wydawanie posiłków dwa razy w ciągu dnia
  • funkcje porządkowe  na terenie hal – miejsc modlitwy
  • funkcje informacyjne
  • ekipy zbierające i wywożące śmieci
  • służby porządkowe na parkingach i postojach w dniu wyjazdu
  • służby pomocnicze i porządkowe w najbardziej zatłoczonych stacjach metra
  • nieliczna grupa, która przyjedzie wcześniej (spełniająca warunki wokalne) może jeszcze wybrać śpiew (tzw. „duży chór”) i dołączyć do „małego chóru”.

b) grupa ciszy – zakwaterowana jest osobno, najczęściej poza miastem (klasztory, domy zakonne). Uczestniczą  w niej tylko osoby pełnoletnie w wieku

18-30 lat. Program tej grupy jest alternatywny dla tych, którzy próbują odnaleźć się (może kolejny raz) w życiu osobistym, poszukują źródeł wiary  poprzez milczenie. Ich dzień różni się nieco od pozostałych. Po śniadaniu jeden z braci prowadzi rozważania i zachęca do ich pogłębienia indywidualnie, każdy na swój sposób: medytacja, Studium Pisma św., lektura Listu.  Potem grupa ciszy włącza się do wspólnej modlitwy południowej w centrum miasta. W czasie popołudniowym mogą wybrać wprowadzenia biblijne animowane przez braci z Taiz lub udać się do miejsc ciszy ( kościoły oznaczone znakiem „cisza” ).

Wieczorem razem  ze wszystkimi udają się na wspólną modlitwę  w halach.

c) Uczestnictwo w życiu wspólnot chrześcijańskich jest najbardziej rozpowszechnioną formą przeżycia spotkania. Młodzi są zakwaterowani w taki sposób, aby poznać najbliższą parafię i na moment włączyć się w jej codzienny rytm. Dla każdego jest to  doświadczenie bardzo ciekawe, o nie małym znaczeniu eklezjalnym. Pozwala poznać warunki pracy w parafii, stopień i rodzaj jej zaangażowania, możliwości wzrostu i rozwoju duchowego lub trudności w tworzeniu wspólnoty, może nawet przyczyny obumierania parafii. Bardzo różny jest obraz parafii w Kościołach Zachodnich (Paryż, Rzym, Kolonia, Londyn, Wiedeń), inna jest sytuacja  parafii funkcjonującej w krajach postkomunistycznych (Praga, Budapeszt, Lublana).

Program spotkań niewiele różni się od innych grup. Modlitwa zajmuje centralne  miejsce w programie spotkań. Odbywa się trzy razy dziennie: rano w parafiach (lub szkołach – sale gimnastyczne), w południe i wieczorem w centralnych miejscach modlitwy (hale targowe, sportowe, katedry).

Po śniadaniu spożywanym w miejscu zakwaterowania uczestnicy spotykają się w wielonarodowych grupach 10-15 osobowych, aby dzielić się Słowem Bożym i wspólnie rozważać  kolejne części Listu, poszukiwać źródeł wiary, zaufania, pojednania i nadziei.45

Program ramowy zawiera jeszcze wiele cennych propozycji. Ciekawym doświadczeniem wiary są odwiedziny „w miejscach cierpienia i nadziei” we wspólnotach chrześcijańskich, zakonnych, misyjnych, stowarzyszeniach życia konsekrowanego. Uczestnicy rzymskiego spotkania udali się do Coloseum, spotkali się z papieżem Janem Pawłem II.46

Innym  wymownym miejscem był obóz koncentracyjny w Dachau, który był mocnym przeżyciem dla młodych pielgrzymów spotkania w Monachium.

Chwila, na którą najbardziej oczekują gospodarze spotkań – mieszkańcy miasta jest obiad noworoczny, z udziałem zaproszonych młodych gości. Jest w tej gościnności tyle prostego piękna, spontanicznej serdeczności, że na długo spotkanie to pozostaje w sercach wszystkich. Kontakt osobisty, bezpośredni jest okazją do wzajemnego ubogacenia się, możliwością poznania nowych ludzi i świadectwa wiary.

Tematy spotkań odzwierciedlają główne cele i założenia pracy duszpasterskiej wspólnoty i mają charakter:

* ewangelizacyjny (pojednanie z Bogiem) np. „Miłość Chrystusa, niewyczerpane źródło wolności”, „Przyjąć miłość Chrystusa … I oto jesteś wolny by złożyć w darze nawet swoje życie”

* prospołeczny (budowanie komunii z drugim człowiekiem)

„Wezwanie do solidarności ludzkiej wypływa wprost z Ewangelii”

„Jak być twórcą zaufania i pojednania”

„Dzielić się, dostrzec najbardziej opuszczonych”

* duchowy  pogłębianie życia wewnętrznego – pojednanie z samym sobą

„Porzuć zniechęcenie”

„Przyjąć nowy dzień”

„Idziemy do źródła”

„Niezgłębione pragnienie wolności”

Wielkim przeżyciem jest uroczysta Eucharystia (lub nabożeństwa liturgiczne) dla poszczególnych narodowości. Ostatnio Polacy stanowią znakomitą większość na ESM, dlatego ma ona szczególnie  podniosły, uroczysty charakter i jest głęboko przeżywana przez młodych. Potężna  koncelebra (kilkuset  kapłanów) której przewodniczą biskupi delegowani przez Episkopat Polski z udziałem około 50-60 tysięcy uczestników ESM to obraz młodego polskiego Kościoła, który wzbudza nadzieję,  dumę, ale i wzruszenie wśród jego pasterzy.

            Zajęcia popołudniowe to:

1) rozważania biblijne połączone z analizą fragmentów Listu, które prowadzą zawsze bracia z Taiz. Każde spotkanie ma swój określony temat np.: „Ponad naszymi zniechęceniami, Chrystus Zmartwychwstały jest obecny”.

„Jak przygotować ścieżki Chrystusowi  tam, gdzie każdy z nas żyje”.,

„Przebaczenie Boże, które jest naszym wyzwoleniem”

„Rozpalić ogień na ziemi”.

2) spotkania  regionalne – poświęcone  wymianie doświadczeń różnych wspólnot  lokalnych, ruchów działających w Kościele zakończone liturgią

3) spotkania z młodymi, którzy przybyli z odległych krajów, aby podzielić się z innymi „wydarzeniami, przez które przeszły ich narody i nadzieją,  która ożywia ich Kościoły.(…)

„W krótkim czasie każdy mógł poznać bogactwo życia chrześcijańskiego wśród różnych narodów: śpiewy liturgiczne chóru katedry  prawosławnej z Nowego Sadu w Serbii, chrześcijanie z Bangladeszu, którzy prowadzą modlitwy  w wioskach, dawne pieśni litewskie śpiewane przy akompaniamencie kankeli, tamtejszych cytr, młodzi z Zimbabwe zaangażowani w zapobieganie AIDS i opiekę nad chorymi, młodzi z Afryki Południowej, Meksykanie, Japończycy, Hindusi, Chilijczycy.Ojciec Walenty z Moskwy prosił o modlitwę za naród rosyjski, kiedy dowiedział się o zaostrzeniu konfliktu na Kaukazie.”47

Dość istotnym elementem ESM jest modlitwa o pokój na godzinę przed rozpoczęciem Nowego Roku. Wobec coraz to nowych zagrożeń, terroru  i wojny wstrząsających Europą i całym światem,  modlitwa o pokój z udziałem młodych reprezentujących m.in. kraje prowadzące działania wojenne, nabiera ogromnej wymowy. Długa chwila milczenia jest niemym wyrazem solidarności i „współczującej miłości” (za bratem Rogerem).48

„W parafii św. Józefa znajdującej się na zachód od Paryża, od dawna trwają dobre stosunki z muzułmanami. 31 grudnia jeden ze zwierzchników meczetu  przybył na czuwanie modlitewne w intencji pokoju i krótko przemówił do wszystkich, tłumaczono go na pięć języków; mówił o tolerancji, o przyjaźni, poszukiwaniu Boga i wspólnym dążeniu do pokoju.”


42. List 1995/2 s.1

43. Paryż 1988/89             –   33 tysiące uczestników

Wrocław 1989/90              –   50 tysięcy

Praga 1990/91                   –   80 tysięcy

Budapeszt  1991/92          –   75 tysięcy

Wiedeń 1992/93                – 105 tysięcy

Monachium 1993/94          –   80 tysięcy

Paryż 1994/95                   – 100 tysięcy

44. por.R.Schutz. Jego miłość… dz.cyt. s. 97-100

45. zob.rozdz.II

46.  zob.List z Taiz na 1988 r. s. 6

47. List z Taiz 1995/2 s.7

48. List z Taiz 1995/2 s.7

Destrukcyjny wpływ sekt na przykładzie świadków Jehowy

5/5 - (2 votes)

propozycja na temat pracy dyplomowej z teologii

Świadkowie Jehowy to jedna z największych organizacji religijnych na świecie, której członkowie uważają się za jedynych prawdziwych chrześcijan. Chociaż Świadkowie Jehowy uważają, że ich organizacja jest źródłem prawdziwej wiedzy na temat Biblii i Bożych zamiarów, wielu krytyków uważa, że ich doktryny i praktyki mają destrukcyjny wpływ na członków i ich życie.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów w nauczaniu Świadków Jehowy jest ich odmowa transfuzji krwi. Członkowie tej organizacji są nauczani, że transfuzja krwi jest grzechem przeciwko Bogu i że powinni ją odmówić nawet w przypadku zagrożenia życia. Ta zasada często prowadzi do tragicznych konsekwencji, szczególnie w przypadku dzieci, które nie mogą podjąć decyzji samodzielnie.

Innym kontrowersyjnym elementem nauczania Świadków Jehowy jest ich wyłączenie i izolacja od społeczeństwa. Świadkowie Jehowy są nauczani, że kontakty z osobami spoza swojej społeczności są niebezpieczne i mogą prowadzić do utraty wiary. Członkowie tej organizacji są zachęcani do izolowania się od rodziny i przyjaciół, którzy nie są Świadkami Jehowy, a także do unikania kontaktów z ludźmi spoza ich społeczności.

Świadkowie Jehowy są również krytykowani za swoje podejście do edukacji. Członkowie tej organizacji są zachęcani do unikania wykształcenia uniwersyteckiego i zawodów, które mogą wpłynąć na ich lojalność wobec organizacji. Świadkowie Jehowy uważają, że światowa edukacja jest pełna błędów i niezgodna z ich wierzeniami.

Innym krytykowanym elementem nauczania Świadków Jehowy jest ich podejście do kontaktów międzyludzkich. Członkowie tej organizacji są zachęcani do unikania kontaktów z ludźmi spoza swojej społeczności, a także do unikania zawierania małżeństw z osobami spoza organizacji. To podejście często prowadzi do alienacji i izolacji, co ma negatywny wpływ na życie członków.

Podsumowując, organizacja Świadków Jehowy jest krytykowana za swoje odmienne podejście do kwestii takich jak transfuzja krwi, edukacja, kontakty międzyludzkie i izolacja od społeczeństwa. Wiele osób uważa, że te elementy nauczania mają destrukcyjny wpływ na życie członków i prowadzą do alienacji i izolacji. Niektórzy krytycy uważają również, że organizacja Świadków Jehowy stosuje techniki manipulacyjne, takie jak kontrola myśli i wpływ na decyzje życiowe członków, co może prowadzić do utraty wolnej woli i indywidualności.

Ponadto, Świadkowie Jehowy są krytykowani za swoje podejście do problemu nadużyć seksualnych w ich społeczności. Wiele osób oskarża organizację o ukrywanie przypadków nadużyć seksualnych i brak właściwej reakcji na te przypadki. Świadkowie Jehowy uważają, że ich sprawiedliwość wewnętrzna powinna być rozstrzygana przez władze kościelne, a nie przez organy świeckie.

Krytycy organizacji Świadków Jehowy uważają, że te kontrowersyjne elementy nauczania mogą prowadzić do destrukcyjnego wpływu na członków i ich rodziny. Istnieją doniesienia o licznych przypadkach depresji, izolacji i samobójstw wśród członków tej organizacji.

Pomimo tych kontrowersji, organizacja Świadków Jehowy nadal przyciąga wiele osób na całym świecie i zyskuje nowych członków. Część ludzi uważa, że ich nauczanie jest wartościowe i przyczynia się do ich duchowego wzrostu, podczas gdy inni uważają, że organizacja ta ma negatywny wpływ na życie członków i powinna być bardziej krytycznie analizowana.